Putin "głośno myśli" o odcięciu dostaw gazu do Europy. Analityk: to już nie stanowi wyzwania
- Być może byłoby dla nas bardziej opłacalne, gdybyśmy przestali zaopatrywać europejski rynek już teraz, przekierowali te dostawy na nowe rynki - stwierdził w środę prezydent Rosji Władimir Putin. Unia i tak planuje rozbrat z surowcami z Rosji i zmniejsza import. Przyśpieszając ten proces, Putin szkodzi nie nam, lecz Gazpromowi – ocenia ekspert ds. energetyki Wojciech Jakóbik.
- Otwierają się inne rynki. Być może byłoby dla nas bardziej opłacalne, gdybyśmy przestali zaopatrywać europejski rynek już teraz, przekierowali te dostawy na nowe rynki i budowali tam swoją pozycję - stwierdził w środę Putin w telewizji Rossija 1. - To jeszcze nie jest decyzja, tylko głośno myślę. Ale na pewno poinstruuję rząd, aby popracował nad tą sprawą razem z naszymi firmami - dodał rosyjski prezydent.
Wojciech Jakóbik, analityk sektora energetycznego i założyciel Ośrodka Bezpieczeństwa Energetycznego, ocenia w rozmowie z PAP, że ta zawoalowana groźba jest kolejnym w historii sygnałem potwierdzającym, że dostawy z kierunku rosyjskiego nie są bezpieczne. – Ta informacja musi być bolesna szczególnie dla Słowaków czy Węgrów, którzy bronili swojej zależności od surowców rosyjskich na czele z gazem, a minister spraw zagranicznych Węgier był w Rosji w czasie, gdy ta groźba została sformułowana. A była przecież skierowana do ostatnich klientów Gazpromu, więc m.in. odbiorców na Węgrzech – komentuje ekspert.
"Kompletnie niespodziewana sytuacja". Oto dlaczego klient zamówił prywatny samolot
Ekspert: ewentualne wstrzymanie dostaw z Rosji to dla UE już nie problem
Zdaniem Jakóbika z punktu widzenia bezpieczeństwa energetycznego Polski i Unii Europejskiej nawet natychmiastowe zatrzymanie pozostałych dostaw gazu z Rosji nie stanowi już wyzwania. – Mamy szeroko dostępne szlaki alternatywne, trwają rozmowy o dostawach gazu nierosyjskiego przez Polskę na Słowację. Węgrzy interesują się polskim pływającym gazoportem w Zatoce Gdańskiej. Są też elementy infrastruktury w Chorwacji czy Grecji. Więc mamy z czego wybierać – tłumaczy analityk i dodaje, że tylko wybór polityczny prorosyjskich stolic w Europie trzyma je przy gazie rosyjskim.
Analityk wylicza, że choć do Europy Zachodniej wciąż docierają dostawy gazu skroplonego (LNG) z Rosji, to także w tym obszarze zbliżamy się do końca współpracy. – Do końca 2027 r. wszystkie kontrakty z Rosjanami będą prawnie zakazane, a w życie wejdzie także embargo na dostawy rosyjskiego LNG – przypomina Jakóbik.
Dodaje też, że jeśli Putin sam zechce przyspieszyć ten proces, zaszkodzi nie Europie, lecz Gazpromowi. – Wbrew temu, co głoszą propagandowe nagłówki, twarde dane pokazują, że Gazprom wciąż nie zrekompensował sobie strat po utracie rynku europejskiego – podsumowuje ekspert.
Unia stopniowo odcina się od surowców z Rosji
Z danych Komisji Europejskiej oraz analiz think tanku Brussels European and Global Economic Laboratory (Bruegel) wynika, że na początku 2026 roku udział Rosji w unijnym imporcie gazu spadł do ok. 12 proc., podczas gdy przed inwazją na Ukrainę w lutym 2022 r. wynosił około 45 proc. Wolumen importowanego surowca zmniejszył się z ponad 160 mld m sześc. do około 38–40 mld m sześc. rocznie.
Rosyjski gaz rurociągowy trafia obecnie do UE za pośrednictwem magistrali TurkStream. Największymi europejskimi odbiorcami tego surowca pozostają Węgry, Słowacja i Austria. Drugim rodzajem importu jest skroplony gaz ziemny. Według danych Eurostatu Rosja to wciąż drugi po USA największy dostawca LNG do UE, z udziałem na poziomie 12–13 proc. Najwięcej rosyjskiego skroplonego gazu trafia do Francji, Belgii i Hiszpanii.
Przypomnijmy, we wtorek 3 lutego w UE zaczęło obowiązywać rozporządzenie dotyczące zakazu sprowadzania gazu z Rosji. Nowe regulacje przewidują wstrzymanie importu rosyjskiego skroplonego gazu ziemnego (LNG) do końca 2026 r., a gazu dostarczanego rurociągami – do 30 września 2027 r. Za przyjęciem przepisów opowiedziała się większość państw członkowskich. Przeciwko głosowały dwa: Węgry i Słowacja. Węgry wniosły w tej sprawie skargę do Europejskiego Trybunału Sprawiedliwości.
źródło: PAP