Notowania

grypa
02.11.2015 08:33

Koszty grypy dla gospodarki. Każdy chory kosztuje 6,35 zł dziennie

W październiku lekarze grypę podejrzewali lub diagnozowali u 12 tysięcy Polaków dziennie. Jak co roku, w okresie jesiennym liczba zachorowań lawinowo wzrasta, a wirus pustoszy nie tylko organizm, ale również gospodarkę.

Podziel się
Dodaj komentarz
(Andrzej Stawiński / Reporter)

W październiku lekarze podejrzewali lub diagnozowali grypę u 12 tysięcy Polaków dziennie. Jak co roku w okresie jesiennym liczba zachorowań lawinowo wzrasta, a wirus pustoszy nie tylko organizm, ale również gospodarkę. Co roku tracimy przez niego około 1,5 miliarda złotych, a niekiedy kwota ta wzrasta do ponad 4 miliardów.

Grypa jest chorobą sezonową, ale wbrew powszechnemu przekonaniu nie pojawia się tylko w chłodniejszych miesiącach, ale przez cały rok. - Sezon epidemiczny, zgodnie z wytycznymi WHO, zaczyna się 1 października i kończy się 30 września następnego roku - wyjaśnia w rozmowie z money.pl prof. Lidia Brydak, kierownik Krajowego Ośrodka ds. Grypy w Warszawie, jednego ze 142 na świecie.

Istotnie, wraz z rozpoczęciem października lawinowo wzrasta liczba zachorowań i podejrzeń choroby wśród Polaków. W pierwszych trzech tygodniach tego miesiąca lekarze przyjęli ponad 250 tysięcy osób z objawami pasującymi do grypy. To oznacza, że każdego dnia było takich ludzi ponad 12 tysięcy.

To niewiele więcej niż 12 miesięcy temu, ale już dużo więcej niż dwa i trzy lata wstecz. Wtedy przez cały październik takich osób było odpowiednio 246 i 179 tysięcy.

Tegorocznemu październikowi daleko jednak do rekordu ostatnich lat. Najmocniej grypa szalała w styczniu 2013 roku, kiedy to podejrzewano lub zdiagnozowano ją u ponad 777 tysięcy Polaków. To daje średnią prawie 25 tysięcy osób na dzień. Z danych publikowanych przez Narodowy Instytut Zdrowia Publicznego wynika jednak, że z roku na rok liczby te są coraz większe.

Prof. Lidia Brydak nie kryje jednak sceptycyzmu, widząc takie zestawienia. - Takie porównania są bezzasadne, przede wszystkim ze względu na fakt, że liczby podawane przez Narodowy Instytut Zdrowia Publicznego - Państwowy Zakład Higieny dotyczą nie tylko faktycznych zachorowań, ale też ich podejrzeń - tłumaczy. - W tym samym czasie krąży również około 200 wirusów oddechowych, często mylonych z grypą.

Ile nas to kosztuje?

Choroba nie tylko sieje spustoszenie w organizmie, ale również negatywnie wpływa na gospodarkę. Kwota, którą Polska traci przez grypę, zależy oczywiście od liczby chorych. Większa zatem będzie, gdy będziemy mieli do czynienia z prawdziwą epidemią wirusa, a mniejsza, gdy liczba zachorowań jest niższa niż zwykle.

Kiedy można zatem mówić o epidemii? Wcale nie chodzi tutaj o podawanie konkretnych liczb, przed czym przestrzega prof. Brydak. - Epidemią możemy nazwać wzrost zachorowań na daną jednostkę chorobową, znacznie przewyższającą poprzednie sezony - wyjaśnia. - Epidemie grypy są więc co sezon, ale z różnym nasileniem. Z tym że dane Narodowego Instytutu Zdrowia Publicznego, powtarzam, dotyczą również podejrzeń grypy i chorób wywoływanych przez wirusy grypopodobne.

Próbę oszacowania strat dla gospodarki z tytułu zachorowań na grypę podjęła firma EY w raporcie "Grypa i jej koszty w Polsce". Jeśli mowa o kosztach, to można je rozumieć na przykład jako wynagrodzenia lekarzy, którzy grypę diagnozują czy wydatki na lekarstwa. Te są jednak trudne do oszacowania z kilku względów.

"Duża część kosztów jest generowana w podstawowej opiece zdrowotnej, gdzie pacjenci zgłaszają się z objawami choroby. Pojedyncze wizyty nie są wyceniane w ramach Podstawowej Opieki Zdrowotnej. Ponadto nie ma statystyk wyceniających zakupy leków w handlu detalicznym, których dokonano w związku z zachorowaniami na konkretną chorobę. Trzecią przyczyną trudności w oszacowaniu bezpośrednich kosztów grypy jest niewystarczająca ilość informacji publikowanych przez Narodowy Fundusz Zdrowia odnośnie do kosztów leczenia chorób według szczegółowych kategorii" - czytamy w raporcie.

Na drugiej stronie dowiedz się, ile polską gospodarkę kosztuje każdy chory na grypę

Każda choroba wiąże się jednak również z kosztami pośrednimi, które jeszcze bardziej dotykają gospodarkę. Do najpopularniejszych należy nieobecność w pracy (ze względu na chorobę własną lub np. dziecka), a jeśli już chory pracownik pojawi się w niej, to jest znacznie mniej wydajny, niż gdyby był w pełni sił. Czasami powikłania prowadzą też do trwałej niezdolności do pracy, przez co choremu należy się renta. W skrajnych przypadkach natomiast, w wyniku powikłań może dojść nawet do śmierci chorego.

Przy optymalnym scenariuszu, gdy liczba zachorowań utrzymuje się na względnie stałym poziomie, grypa co roku kosztuje nas około 1,5 miliarda złotych. Z drugiej strony, gdy liczba chorych znacząco wzrasta i jest na tyle duża, że można już mówić o epidemii, to lawinowo rosną również straty. Wtedy bowiem można już mówić o kosztach rzędu 4 miliardów złotych.

Z kolei przy stosunkowo niskiej zachorowalności gospodarka traci w ten sposób około 800 milionów złotych rocznie. W 2011 roku przez choroby straciliśmy 2,6 miliarda złotych, a Narodowy Instytut Zdrowia Publicznego odnotował niespełna 1,2 miliona zachorowań. Na każdą chorobę przypada więc ponad 2300 złotych strat dla gospodarki, a na każdy dzień grypy - 6 złotych od osoby.

Co się składa na tę kwotę? Przede wszystkim nieobecność pracownika w pracy i związane z tym opóźnienia lub koszty zatrudnienia zastępstwa. Rzadziej zdarza się, że pracownik zostaje w domu ze względu np. na chorobę dziecka.

Choroby to zatem spory problem dla pracodawców. - Wiem, że firmy przygotowują się na to, że w okresie jesienno-zimowym liczba nieobecności pracowników zdecydowanie wzrasta - twierdzi Jeremi Mordasewicz, ekspert Konfederacji Lewiatan, zrzeszającej przedsiębiorców i pracodawców. - Przede wszystkim inaczej podchodzą do planowania zadań i często mają więcej ludzi, którzy mogliby zastąpić innych w razie choroby.

Pracodawcy mają również inne sposoby na to, by sprawić, że grypa nie zdezorganizuje pracy w przedsiębiorstwie. - Coraz powszechniejsze stają się wykupowane pakiety medyczne dla pracowników, żeby nie musieli długo czekać na wizytę u lekarza. Ponadto wielu pracodawców funduje również szczepienia przeciwko grypie - tłumaczy Mordasewicz i zaznacza, że Konfederacja Lewiatan nie prowadzi szczegółowych statystyk, dotyczących liczby takich pracodawców.

Nie wszyscy jednak decydują się, żeby iść na zwolnienie i mimo wirusa pojawiają się w pracy. Takie podejście jednak również kosztuje, bo chory pracownik pracuje znacznie mniej wydajnie, co wiąże się w najlepszym wypadku (przy roku bez epidemii) ze stratą dla gospodarki rzędu 280 milionów złotych rocznie.

Dużo rzadziej, w wyniku powikłań pogrypowych, zdarza się trwała niezdolność do pracy i konieczność wypłacania renty, która kosztuje nas co roku około 80 milionów złotych lub śmierć pracownika (ok. 100 milionów).

Szczepienie lekiem na całe zło?

Zdaniem prof. Lidii Brydak, sposobem na walkę z grypą powinny być przede wszystkim szczepionki. - Każdy, kto mówi o tym, że szczepionki nie działają lub są szkodliwe, jest kompletnym ignorantem - twierdzi ekspert i za przykład podaje światowe pandemie XX wieku: tzw. hiszpanki w latach 1918-1919 (zginęło od 50 do 100 mln ludzi) i grypy azjatyckiej w latach 50. (od 1 do 4 mln zgonów).

- Podczas tej drugiej pandemii nikt nie kwestionował skuteczności szczepionek, wyprodukowanych po raz pierwszy w 1941 roku. Poza tym, ciekawa jestem, czy przedstawiciele ruchów antyszczepionkowych pokryją koszty leczenia osób, które się nie szczepiły i cierpią na powikłania pogrypowe - zastanawia się prof. Brydak.

Ekspert podaje również za przykład inne kraje, w których szczepienia dla niektórych pracowników są wręcz obowiązkowe. - We Francji czy w Stanach Zjednoczonych nikt nie dopuści pracownika służby zdrowia do pracy, jeżeli nie będzie miał ważnego szczepienia przeciwko grypie - mówi prof. Lidia Brydak. - I nie ma przy tym znaczenia, czy jest to szanowany pracownik naukowy, lekarz, pielęgniarka czy sanitariusz.

Przeciwnicy szczepionek twierdzą natomiast, że to tylko metoda na zarobek dla firm farmaceutycznych. - Nie sposób zgodzić się z takim argumentem - odpowiada Monika Wróbel-Harmas, rzeczniczka Narodowego Instytutu Zdrowia Publicznego - Państwowy Zakład Higieny. - Szczepionka kosztuje około 30 złotych, a za leki na grypę często trzeba zapłacić więcej. Gdyby firmy farmaceutyczne chciały tylko zarabiać, to wręcz odwrotnie, zależałoby im na jak największej liczbie chorych.

W sezonie epidemicznym 2014-2015 zaszczepiło się przeciwko grypie tylko 3,55 proc. Polaków. Dlaczego ta liczba jest taka mała? - Jest wiele przyczyn takiego stanu rzeczy. Po pierwsze, pracownicy służby zdrowia w dużej mierze sami nie akceptują takiej formy profilaktyki - diagnozuje prof. Brydak. - Druga sprawa natomiast to fakt, że lekarze nie znają przepisów i nie wiedzą, że w wielu przypadkach mają obowiązek zalecenia szczepień zgodnie z ustawą o zapobieganiu oraz zwalczaniu zakażeń i chorób zakaźnych u ludzi. Nie rozpatrują też powikłań pogrypowych w aspekcie wymiernych kosztów finansowych, które ponosi państwo.

Prof. Brydak ostrzega jednocześnie, że ignorowanie szczepień, także u dzieci, może doprowadzić do nawrotu chorób wieku dziecięcego, takich jak świnka, odra, różyczka czy polio. - Czy dzisiaj widzimy na ulicach ludzi chorych na polio, które dziesiątkowało populacje świata w poprzednim wieku? - pyta. - To właśnie szczepionki pozwoliły uratować miliony osób przed tą chorobą.

Tagi: grypa, wiadomości, gospodarka, raport, raporty gospodarcze, najważniejsze, gospodarka polska
Źródło:
money.pl
komentarze
+1
+1
ważne
smutne
ciekawe
irytujące
Napisz komentarz