Problem z węglem dla Polski. Oto co po cichu robią Rosjanie

Ponad 62 proc. węgla energetycznego sprowadzanego do Polski pochodzi z Kazachstanu. Część przypływa do nas drogą morską z rosyjskich portów, część po przeładunku na Białorusi przywożona jest koleją. Decyzje, które zapadły w Moskwie, już spowodowały opóźnienia na tym korytarzu węglowym. – Rosja będzie używać wszystkich narzędzi, aby utrudnić dostawy. Stosuje te metody od lat – twierdzi Janusz Steinhoff.

Dostawy węglą z Kazachstanu mogą być blokowane przez RosjęDostawy węglą z Kazachstanu mogą być blokowane przez Rosję
Źródło zdjęć: © East News, Getty Images, Pexels | East News, Getty Images, Pexels
Przemysław Ciszak

Polska importuje węgiel energetyczny z dwóch głównych kierunków: z Kolumbii oraz z Kazachstanu. Jednak to ten ostatni jest naszym największym dostawcą. Z tego kierunku pochodzi ponad 60 proc. importowanego do Polski węgla.

Tymczasem Rosja na początku października ograniczyła tranzyt tego surowca na swoim terytorium, co może stać się problemem dla Polski.

Rosjanie będą używać wszystkich dostępnych narzędzi, aby utrudniać dostawy do Polski i innych krajów Zachodu – ostrzega money.pl Janusz Steinhoff, były wicepremier i minister gospodarki. Nie jest zdziwiony takim działaniem. – Rosjanie od lat stosują tego typu metody. Musimy być na nie przygotowani – dodaje.

WIDEO
Wraca drożyzna? Członek RPP cierpliwie czeka. "Będę obserwował"

Rosja ma w rękach węglowe imadło

Nie są to działania wprost. Jak informowała na początku października Polska Izba Gospodarcza Sprzedawców Węgla, między 8 a 17 października Koleje Rosyjskie ograniczyły ruch kolejowy składów, w tym również z kazachstańskim węglem w kierunku Białorusi, adresowany do Brześcia, Bruzg i Swisłoczy, skąd po przeładunku trafia do polskich składów. Transport wznowiono, ale dostawy opóźniły się.

Według informacji od członków Izby i spedytorów zakaz wygasł w terminie i ruch został wznowiony. Skutkiem jest przesunięcie dostaw o kilka tygodni, nie ich utrata: składy zatrzymane w drodze i ładunki nienadane przez dziesięć dni konkurują teraz o przepustowość z bieżącym ruchem, a wagony unieruchomione na sieci rosyjskiej nie wróciły w tym czasie pod załadunek – wyjaśnia w rozmowie z money.pl Łukasz Horbacz, prezes Polskiej Izby Gospodarczej Sprzedawców Węgla.

Jak podkreśla w statystyce importu za październik, ten epizod będzie słabo widoczny, bo ładunki docierają z opóźnieniem, jednak widać go na składach, które czekają na zakontraktowany towar.

Poważniejsze są ograniczenia dotyczące rosyjskich portów bałtyckich Ust-Ługi i Petersburga, skąd statkami węgiel trafia do polskich portów. Według informacji Polskiej Izby Gospodarczej Sprzedawców Węgla rosyjskie koleje nie zatwierdzają w październiku przewozów kazachskiego węgla do tych portów. Izba zaznacza jednak, że nie ma formalnego potwierdzenia tych decyzji.

Prezes Izby wyjaśnia, że rozważana przez stronę kazachską trasa przez łotewski Ventspils omija rosyjskie porty, ale nie rosyjską kolej, a koszt przewozu jest według rosyjskich źródeł branżowych około dwukrotnie wyższy niż przez Ust-Ługę.

Jak tłumaczy nam Horbacz, jeśli ograniczenia obejmą cały październikowy strumień dostaw przez Bałtyk, opóźnienie lub ubytek dostaw do Polski może wynieść 200–300 tys. ton.

– Problem importu z Kazachstanu polega na tym, że w dużej mierze zależy on od transportu przez Rosję, rosyjskimi kolejami – komentuje Janusz Steinhoff. – O wyborze tego kierunku decydują jednak cena i warunki dostawy – dodaje. Podkreśla jednak, że to nie państwo importuje węgiel, ale najczęściej prywatni importerzy.

Minister energii Miłosz Motyka w rozmowie z WNP zapewnił jednak, że wraz z Ministerstwem Aktywów Państwowych monitoruje sytuację. – Staramy się zabezpieczyć transport węgla i udrożnić go – mówił. Jak dodał, nie ma ryzyka braku węgla dla energetyki systemowej.

Według prezesa Horbacza ograniczenia faktycznie nie zagrażają pracy polskich elektrowni, które korzystają przede wszystkim z krajowego miału. Inaczej wygląda jednak sytuacja gospodarstw domowych. – Rynek węgla opałowego jest inny, bo krajowa podaż pokrywa obecnie mniej niż połowę potrzeb – dodaje.

Z bilansu Rady ds. Energii i Zasobów Naturalnych przy Prezydencie RP wynika, że krajowa podaż sortymentów opałowych pokrywa zaledwie 43–45 proc. potrzeb. Zapotrzebowanie wynosi około 6,25 mln ton, podczas gdy krajowa podaż to 2,77 mln ton.

Dostępność węgla zimą. Możliwe lokalne niedobory?

Jak ocenia prezes Horbacz, problem może pojawić się w najzimniejszych miesiącach, szczególnie w lokalnych składach opału, które nie gromadzą dużych zapasów.

Jak podkreśla, najbardziej narażone na okresowe niedobory są sortymenty takie jak kostka i orzech (to rodzaje węgla kamiennego różniące się wielkością brył węgla).

Dodatkowym problemem jest to, że obecny sezon zaczyna się bez buforów, które były rok temu. Z danych Agencji Rozwoju Przemysłu, przytaczanych przez Izbę, zapasy przy krajowych kopalniach wyniosły na koniec sierpnia 2,9 mln t wobec 5,5 mln t rok wcześniej, a składy, zwłaszcza małe i lokalne, przy obecnych cenach zakupu nie budują zapasu i kontraktują kolejną dostawę dopiero wtedy, gdy poprzednia jest prawie sprzedana – przypomina prezes Horbacz.

W skali sezonu nie musi zabraknąć niczego, jeżeli logistyka importu będzie drożna. W skali tygodni, przy mrozie i w okresie od listopada do lutego, gdy składy sprzedają z zapasu zbudowanego jesienią, może zabraknąć konkretnego asortymentu w konkretnym regionie, najczęściej kostki i orzecha, w których udział producentów krajowych jest największy, a możliwość szybkiego zwiększenia podaży najmniejsza.

– Rzetelna odpowiedź brzmi: wielkiego niedoboru węgla opałowego w tym sezonie nie przewiduję. Ryzyko ma charakter czasowy, sortymentowy i regionalny, a jego skala zależy od decyzji administracji kolejowej państwa, które nie jest stroną żadnej umowy z polskimi odbiorcami – mówi prezes Horbacz.

Czy Polska uzależniona od kazachskiego węgla?

Jak wynika z danych ARP, w 2025 r. Polska sprowadziła 6,2 mln ton węgla energetycznego, w tym 4,2 mln ton z Kazachstanu i 1,6 mln ton z Kolumbii. Pozostałe kierunki to niespełna 2 proc. importu. W pierwszych ośmiu miesiącach 2026 r. import wzrósł o 28,7 proc., do 5,9 mln ton, a ponad 60 proc. tego wolumenu pochodziło z Kazachstanu.

Janusz Steinhoff przekonuje, że w żadnym wypadku nie oznacza to uzależnienia od jednego kierunku, nawet przy jego dominacji. Podkreśla, że węgiel można kupować również od innych producentów, a o wyborze dostawców decydują warunki ekonomiczne i logistyczne.

Działamy na konkurencyjnym rynku. Można kupić węgiel z dowolnego miejsca za granicą. Surowiec jest dostępny. Utrudnienia dotyczą logistyki i kosztów. Faktem jest, że problemy na rynku, który jest dla nas istotny, mają wpływ na ceny – mówi były minister gospodarki.

Łukasz Horbacz przypomina jednak, że zmiana kierunku dostaw w przypadku węgla przeznaczonego dla gospodarstw domowych wymaga czasu. – Nie kupuje się go z dnia na dzień, a ładunek kolumbijski zamówiony dziś dotrze do polskiego portu w grudniu lub styczniu – argumentuje prezes Izby.

Dodatkowym problemem jest też konkurencja o ten sam węgiel w przypadku Kolumbii ze strony Turcji i pozostałych odbiorców europejskich.

Kolejną kwestią jest przepustowość polskich portów, które obsługują równolegle ładunki dla energetyki. Jak dodaje prezes Horbacz, Stany Zjednoczone, RPA, Australia i Indonezja dla segmentu opałowego nie mają praktycznego znaczenia. Na Polskę przypada ponad 90 proc. węgla zużywanego przez gospodarstwa domowe w całej Unii i nie ma sąsiedniego rynku, z którego można dokupić gotowy sortyment – dodaje.

Obawy o niższe wydobycie węgla w Kazachstanie również nie powinny stanowić problemu. Według kazachskiego urzędu statystycznego wydobycie węgla w Kazachstanie wyniosło w okresie styczeń–wrzesień 2026 r. 79 mln t, czyli o 1,9 proc. mniej niż rok wcześniej. Rządowy plan na cały rok zakładał 128,9 mln t i nie uda się go wykonać.

Jak tłumaczy nam prezes Horbacz, należy uchwycić skalę. Kazachstan wydobył w 2025 r. 115,9 mln t i wyeksportował 30 mln t, z czego ponad połowę do Rosji. Na potrzeby całego polskiego segmentu opałowego potrzeba z tego kierunku kilku mln ton rocznie. Spadek wydobycia o niecałe 2 proc. nie ogranicza fizycznie podaży dla Polski.

Kazachstan pozostanie głównym dostawcą tak długo, jak długo tranzyt przez Rosję będzie drożny, a ryzyko tego kierunku będzie ryzykiem logistycznym, nie surowcowym – mówi money.pl Łukasz Horbacz.
Wybrane dla Ciebie