"Rosyjskie silniki stanęły". Napędzana wojną gospodarka zwalnia
Po dwóch latach stymulowanego wydatkami zbrojeniowymi wzrostu, rosyjska gospodarka mocno spowolniła. Kreml, zmagając się ze spadającymi dochodami z ropy, zmuszony jest sięgać do kieszeni obywateli, podnosząc VAT.
"Rosyjskie silniki stanęły" - twierdzi niemiecki Business Insider w tytule czwartkowego artykułu. Autor tekstu, Eduard Steiner, który jest też analitykiem "Die Welt", wskazuje w nim szereg problemów, z którymi obecnie musi zmagać się Rosja. Wylicza on, że o ile w latach 2023–2024, dzięki ogromnym nakładom na obronność, PKB rósł w tempie przekraczającym 4 proc. rocznie, o tyle rok 2025 zamknął się wynikiem w okolicach zaledwie jednego procenta. Prognozy na bieżący rok nie są bardziej optymistyczne - wskazuje Steiner.
Władze w Moskwie, nie mogąc już liczyć na nadzwyczajne zyski z sektora energetycznego, które zmniejszyły się dzięki sankcjom, zdecydowały się na przerzucenie kosztów prowadzenia wojny na konsumentów i przedsiębiorców. Jak podaje The Moscow Times, od 1 stycznia 2026 roku podstawowa stawka podatku VAT wzrosła z 20 do 22 proc.
Wielki powrót polskiej marki. Prezes ujawnia, co go uratowało
Decyzja ta ma przynieść budżetowi dodatkowe biliony rubli, niezbędne do sfinansowania wydatków wojskowych, które - mimo spowolnienia gospodarczego - nie maleją. Oficjalne plany budżetowe zakładają gigantyczne nakłady na obronność, a rzeczywiste wydatki, uwzględniające utajnione części budżetu, mogą być jeszcze wyższe - wskazuje The Moscow Times.
Analitycy Bloomberga zwracają z kolei uwagę, że podwyżka VAT to element szerszej reformy fiskalnej, która obejmuje również obniżenie progów przychodowych dla firm, pozwalających rozliczać się im na preferencyjnych zasadach. W praktyce oznacza to wciągnięcie większej liczby małych przedsiębiorstw w system pełnego opodatkowania.
Eksperci niezależnego think-tanku Meduza podkreślają natomiast w swoim grudniowym raporcie, że w 2026 roku niemal połowa wszystkich wydatków federalnych zostanie przeznaczona na wojsko, aparat bezpieczeństwa oraz obsługę długu publicznego. Ten ostatni staje się coraz większym obciążeniem. Koszty obsługi zadłużenia państwa wzrosły do poziomu 8 proc. wydatków budżetowych, przewyższając łączne nakłady na edukację i służbę zdrowia.
Ropa tanieje, dochody topnieją
Kluczowym problemem dla rosyjskiego ministra finansów jest załamanie się dochodów ze sprzedaży surowców. Według danych przytaczanych przez Eduarda Steinera wpływy z ropy i gazu spadły w 2025 roku o blisko jedną czwartą, osiągając poziom najniższy od pandemicznego roku 2020.
Nie chodzi tu o spadek wolumenu eksportu rosyjskiej ropy, bo surowiec wciąż płynie w świat, ale o jej drastyczną przecenę. Sankcje wymierzone we "flotę cieni" oraz globalna nadpodaż surowca sprawiły, że rosyjska mieszanka Urals sprzedawana jest z ogromnym dyskontem. Ekonomistka Alexandra Prokopenko w analizie dla serwisu The Bell wylicza, że Rosja ma z tego tytułu coraz mniej wpływów. W grudniu 2025 roku średnia cena rosyjskiej ropy spadła poniżej 40 dolarów za baryłkę - wskazuje Prokopenko. To poziom krytyczny, biorąc pod uwagę, że budżet federalny konstruowano przy założeniu ceny na poziomie blisko 60 dolarów.
Sytuację pogarsza fakt, że tradycyjni sojusznicy handlowi Moskwy zaczynają dyktować coraz twardsze warunki. Indie i Chiny, będące głównymi odbiorcami rosyjskich surowców, wykorzystują słabą pozycję negocjacyjną Rosji, wymuszając rabaty sięgające nawet 28 dolarów na baryłce w portach bałtyckich i czarnomorskich.
Gospodarka dwóch prędkości
Dane makroekonomiczne ujawniają głębokie pęknięcie w strukturze rosyjskiej gospodarki. - Przemysł obronny i branże pokrewne wykazują dwucyfrowe tempo wzrostu, a sektor cywilny popada w recesję - wskazuje cytowany przez The Moscow Times Aleksandr Koljandr, analityk finansowy, były wiceprezes Credit Suisse.
Raporty Meduzy i wiedeńskiego instytutu WIIW wskazują na dramatyczne spadki w produkcji dóbr inwestycyjnych i konsumpcyjnych w Rosji. Produkcja ciągników czy spychaczy załamała się o ponad połowę, a wytwarzanie wind spadło o ponad jedną trzecią. Po raz pierwszy od 15 lat odnotowano nawet spadek w produkcji żywności.
Ciekawym przypadkiem jest rynek motoryzacyjny. Po gwałtownym zwrocie w stronę importu z Chin w poprzednich latach, rok 2025 przyniósł niespodziewane załamanie importu chińskich aut - spadek wyniósł ponad 40 proc. Powodem są przepełnione magazyny i słabnący popyt wewnętrzny, duszony przez wysokie stopy procentowe. Moskwa jest tu też w zasadzie skazana na wymianę.
- Wielkość rosyjskiego importu z Chin jest powiązana z wielkością rosyjskiego eksportu, ponieważ większość z nich jest obliczana w juanach. Zasadniczo jest to transakcja barterowa - ocenia Aleksandr Koljandr.
Anomalia rubla
Paradoksalnie, w obliczu tych problemów, rosyjska waluta zachowywała się w 2025 roku nadzwyczaj silnie, zyskując wobec dolara ponad 30 proc. Eduard Steiner określa to zjawisko mianem anomalii. W normalnych warunkach spadające ceny ropy powinny osłabiać walutę eksportera surowców.
Steiner ocenia, że siła rubla wynikała jednak ze specyficznych czynników: drastycznego ograniczenia importu (z powodu sankcji i problemów z płatnościami) oraz drakońskich stóp procentowych utrzymywanych przez Bank Centralny Rosji. Główna stopa, podniesiona jesienią 2024 roku do 21 proc., nawet mimo późniejszych obniżek wciąż pozostaje na poziomie 16 proc., co skutecznie zamroziło akcję kredytową dla sektora cywilnego.
Dla rosyjskiego budżetu mocny rubel jest jednak problemem - oznacza bowiem, że każdy dolar zarobiony na taniejącej ropie przelicza się na mniejszą liczbę rubli w kasie państwa. Minister gospodarki Maksim Reszetnikow otwarcie nazywa ten kurs jednym z głównych wyzwań dla stabilności systemu.
Prognozy na rok 2026 nie zakładają nagłego krachu, ale raczej powolną erozję. Gospodarka, pozbawiona dostępu do zachodnich technologii i kapitału, z duszonym przez podatki sektorem prywatnym, skazana jest na dryf. Jak zauważają analitycy "The Moscow Times", nawet jeśli Władimir Putin zdecydowałby się zakończyć wojnę w Ukrainie w tym roku, Rosja będzie spłacać jej gospodarcze koszty przez lata.
Robert Kędzierski, dziennikarz money.pl