Spór o TK to tylko gra? Analityk ostrzega przed przekroczeniem groźnego limitu

– Porozumienia nie będzie, więc powoli przyzwyczajajmy się, że limity konstytucyjne będą wkrótce przekroczone i nikogo to (poza ekonomistami) nie obejdzie – tak konflikt wokół Trybunału Konstytucyjnego ocenia w rozmowie z money.pl Marcin Materna z Banku Millennium.

Porozumienie wokół TK tylko na fotomontażu?Porozumienie wokół TK tylko na fotomontażu?
Źródło zdjęć: © East News, Wikimedia | REPORTER, Tomasz Jastrzębowski, ZipZapic.com
Robert Kędzierski


  • Spór o Trybunał Konstytucyjny w ostatnich dniach wyraźnie się zaostrzył.
  • Kierowanie TK przejęła sędzia Anna Korwin-Piotrowska, która ma w Trybunale najdłuższy staż.
  • Prezes Bogdan Święczkowski i wiceprezes Bartłomiej Sochański zostali odsunięci od wykonywania czynności.
  • Prezydent Karol Nawrocki przerwał podróż do Senegalu, wrócił do kraju i pojawił się w siedzibie TK.
  • Premier Donald Tusk w sobotnim orędziu wykluczył kompromis w sprawie Trybunału.
  • W rządowym projekcie budżetu na 2027 r. nie zaplanowano pieniędzy dla TK.

Spór o Trybunał Konstytucyjny trwa od lat, ale ostatnie dni przyniosły jego wyraźną eskalację. W tle toczą się prace nad budżetem na 2027 r., w którym rząd – co istotne w kontekście ostatnich wydarzeń – nie uwzględnił wydatków Trybunału.

Wiemy też, że prezydent nie może ustawy zasadniczej nie podpisać. Może albo złożyć swój podpis, albo wysłać jeszcze dokument do TK. Czy jednak instytucja, w której toczy się otwarty spór o przywództwo, może pokrzyżować plany rządu? W końcu teoretycznie ma prawo konkretne zapisy budżetu podważać. Zapytaliśmy o to ekonomistę.


WIDEO
Zamieszanie z TK. Politycy zabrali głos. "PiS nie może się pogodzić"

Ekonomista dużego banku: Trybunał niezdolny do działania

Co do TK, to moim zdaniem jest obecnie niezdolny do działania. Do oceny wniosków Prezydenta potrzeba pełnego składu, a taki się nie zbierze. Więc wysyłanie do TK jest bezproduktywne – mówi w rozmowie z money.pl Marcin Materna, CFA, z Biura Analiz Rynków Kapitałowych w Biurze Maklerskim Banku Millennium.

Zgodnie z ustawą o organizacji i trybie postępowania przed TK pełny skład Trybunału rozpoznaje m.in. sprawy zgodności ustawy z konstytucją przed jej podpisaniem. Wymaga to udziału co najmniej 11 sędziów. W przypadku ustawy budżetowej prezydent ma 7 dni na jej podpisanie albo skierowanie do TK, który musi wydać orzeczenie najpóźniej w ciągu 2 miesięcy.

– Prezydent może zawsze nie podpisać budżetu pod pozorem, że skoro nie ma tam nic o finansowaniu TK, to dostał niepełny dokument (w zasadzie draft), tyle że to też dużo nie zmienia, bo rząd i tak będzie działał tak, jakby nigdy nic – dodaje analityk.

Tymczasem w projekcie budżetu państwa na 2027 r. nie ujęto dochodów i wydatków Trybunału. Resort finansów tłumaczył, że plan finansowy TK nie został do niego skutecznie dostarczony. Prezes Bogdan Święczkowski zwracał się do Sejmu o uwzględnienie finansowania Trybunału, ale marszałek Włodzimierz Czarzasty nie nadał biegu temu wnioskowi, wskazując, że planu nie przyjęło Zgromadzenie Ogólne Sędziów TK.

– Prezydent, na szczęście, może wetować bardzo wiele ustaw, ale nie może zawetować ustawy budżetowej – mówił w październiku w radiu TOK FM minister finansów i gospodarki Andrzej Domański. Zapewniał również, że rząd jest przygotowany na różne scenariusze, a pracownicy Trybunału będą otrzymywać wynagrodzenia. Zgodnie z harmonogramem drugie czytanie projektu zaplanowano na 2 grudnia, a ustawa ma trafić do prezydenta po 15 stycznia, gdy Sejm rozpatrzy poprawki Senatu.

Marcin Materna nie przypisuje temu sporowi dużego znaczenia dla gospodarki. – Całe to zamieszanie wokół budżetu i TK to w zasadzie gra pod wyborców, mało wpływająca na realne procesy – ocenia.

Dług rośnie, porozumienia nie widać

Znacznie poważniejszym problemem niż spór o Trybunał jest dla Marcina Materny stan finansów publicznych. – Co do długu, bez porozumienia wszystkich stron nie da się zmniejszyć deficytu. Za dużo mamy programów socjalnych (i ogromnych ulg czy przywilejów przyznanych różnym grupom), które go drenują, a gdy jedna będzie próbowała to zmienić, druga z automatu będzie bronić ofiar takich cięć – mówi.

Konstytucja zakazuje zaciągania zobowiązań, w wyniku których państwowy dług publiczny przekroczyłby 3/5 rocznego PKB. Na koniec pierwszego kwartału 2026 r. dług liczony według metodologii unijnej wyniósł 61,6 proc. PKB, a według krajowej 50,6 proc. PKB. Z przyjętej pod koniec września rządowej strategii zarządzania długiem wynika, że państwowy dług publiczny ma w 2029 r. sięgnąć 59,2 proc. PKB. Dług liczony metodą unijną ma w 2030 r. wynieść 76,6 proc. PKB.

Rząd nie zakłada przekroczenia konstytucyjnego progu 60 proc. do 2030 r. Jego osiągnięcie lub przekroczenie oznaczałoby obowiązek przedstawienia i uchwalenia budżetu na kolejny rok bez deficytu. Sektor finansów publicznych straciłby wówczas prawną możliwość zaciągania nowych pożyczek i kredytów.

Porozumienia nie będzie, więc powoli przyzwyczajajmy się, że limity konstytucyjne będą wkrótce przekroczone i nikogo to (poza ekonomistami) nie obejdzie. Poza działaniami pozorowanymi, typu ukrywanie długu w innych instytucjach, dużo moim zdaniem szybko się nie zadzieje – ocenia analityk Banku Millennium.

Różnica między krajową a unijną miarą zadłużenia wynika w dużej mierze z funduszy działających poza budżetem państwa, w Banku Gospodarstwa Krajowego. Metodologia krajowa nie obejmuje m.in. zadłużenia Krajowego Funduszu Drogowego i Funduszu Przeciwdziałania COVID-19, które uwzględnia metodologia unijna.

Kondycję polskich finansów wkrótce oceni też agencja S&P. Marek Rogalski z DM BOŚ zwracał uwagę w rozmowie z money.pl, że ze względu na spór i słabą sytuację finansów publicznych ryzyko zmiany perspektywy ratingu Polski ze stabilnej na negatywną może być duże. Jak przypominał, decyzja agencji ma zostać ogłoszona w piątek wieczorem.

Materna wskazuje, jakie zmiany byłyby jego zdaniem potrzebne. – Obecnie potrzebny jest całkowity reset systemu i wprowadzenie czegoś na kształt jednolitej daniny i ewentualne podwyższenie dzięki temu podatków i danin, ale na to nie ma ani pomysłu wśród polityków, ani zgody – mówi.

– Bo nawet gdyby hipotetycznie jakiś rząd próbował ograniczyć wydatki i programy socjalne, motywując to przekroczeniem limitów konstytucyjnych, opozycja natychmiast weźmie na sztandary program wykreślenia tych ograniczeń. Co więcej, będzie to plan, który spodoba się wyborcom, którym zresztą od lat się wmawia, że Polska to wyjątkowa gospodarka, najszybciej rosnący champion na świecie i na wszystko nas stać – tłumaczy analityk.

W takich warunkach wspominanie o długu i limitach zostałoby odebrane jako sztuczne ograniczenie, które nie znalazłoby zrozumienia. Skoro jest tak dobrze i tak ma pozostać, to co my się jakimś długiem przejmujemy? To jest właśnie owoc wieloletniej propagandy sukcesu polskiej gospodarki (i rozdawnictwa, które póki co nie przyniosło większych negatywnych skutków), który to sukces w dużej części był niestety na kredyt – dodaje Marcin Materna.

Co, jeśli Trybunał uznałby budżet za niekonstytucyjny?

Skierowanie budżetu do sędziów nie byłoby krokiem nowym. Na rozstrzygnięcie w TK wciąż czeka bowiem ustawa budżetowa na 2026 r., którą prezydent w styczniu podpisał, a jednocześnie skierował do Trybunału. Jak mógłby wyglądać scenariusz, w którym TK uznałby budżet za niezgodny z konstytucją? Możliwe warianty opisywała we wcześniejszej rozmowie z money.pl dr hab. Joanna Juchniewicz, konstytucjonalistka z Uniwersytetu Warmińsko-Mazurskiego w Olsztynie.

– TK może ogłosić odroczenie utraty mocy obowiązującej ustawy budżetowej. Maksymalnie może to być 18 miesięcy, co w przypadku tej ustawy nie miałoby większego sensu, bo ustawa budżetowa obowiązuje przez rok. Trybunał może orzec jednak krótszy okres odroczenia, na przykład trzymiesięczny. Albo po orzeczeniu ustawa budżetowa natychmiast utraci moc obowiązującą – tłumaczyła.

– Orzeczenie o niekonstytucyjności budżetu bez odroczenia utraty obowiązywania ustawy, czyli ze skutkiem natychmiastowym, sprawi, że rząd nie będzie miał żadnych podstaw, by prowadzić gospodarkę finansową. A gdyby rząd jednak kontynuował wydawanie pieniędzy, naraziłby się na zarzut działania bez podstawy prawnej – wskazywała konstytucjonalistka.

Juchniewicz zaznaczała, że na miejscu rządu nie ignorowałaby orzeczenia, niezależnie od tego, czy budżet traciłby moc natychmiast, czy w określonym czasie. – Rząd musiałby wówczas przygotować projekt ustawy o prowizorium budżetowym. Ścieżka jest jednak taka sama jak w przypadku budżetu. A zatem prezydent i tę ustawę może odesłać do TK. A ten może uznać ją za niekonstytucyjną – mówiła.

Wybrane dla Ciebie