Trump po porażce: słabszy w Waszyngtonie, groźniejszy dla świata [OPINIA]

Piotr Arak
Donald Trump Donald Trump będzie szukał głośnych sukcesów – uważa Piotr Arak
Źródło zdjęć: © GETTY | A. Harnik, A. Moneymaker, mat. prasowe

Demokraci przejmują Kongres i Senat, a republikanie przegrywają nawet tam, gdzie wydawali się nie do ruszenia. Europa może odetchnąć, ale nie ma powodu do świętowania. Ostatnie dwa lata kadencji Trumpa mogą upłynąć pod znakiem budowania politycznego dziedzictwa. Łatwiej będzie mu je stworzyć za granicą niż w domu – pisze w opinii dla money.pl Piotr Arak, główny ekonomista VeloBanku.

Tekst powstał w ramach projektu WP Opinie. Przedstawiamy w nim zróżnicowane spojrzenia komentatorów i liderów opinii publicznej na kluczowe sprawy społeczne i polityczne.

Po utracie Kongresu prezydenci zwykle przenoszą uwagę na sprawy, w których mogą działać samodzielnie: politykę zagraniczną i handel. Bill Clinton po porażce z 1994 r. zaangażował się w sprawy Bałkanów, doprowadzając do porozumienia z Dayton, i rozszerzył NATO. Skorzystała na tym także Polska.

Po przegranej republikanów w 2006 r. George W. Bush nie wycofał się z Iraku. Wysłał tam dodatkowe brygady, mimo że władzę w Kongresie przejęli demokraci. Był to też okres, kiedy Polska podpisała porozumienie o tarczy przeciwrakietowej, której nie zrealizował już demokratyczny następca w Białym Domu.

Trump ma dzisiaj o wiele więcej narzędzi do dyspozycji: nadzwyczajne uprawnienia do nakładania ceł, sankcje, groźby i umowy, które nie wymagają ratyfikacji Kongresu.


WIDEO
"Nikt nie jest przygotowany". Polak wrócił do OpenAI i ostrzega

Prezydent odwraca głowę od Ameryki

Można się spodziewać, że będzie szukał głośnych sukcesów: porozumienia z Chinami albo zaostrzenia konfliktu z nimi, rozstrzygnięcia sprawy Iranu czy wymuszenia porozumienia na Ukrainie.

Europa powinna przygotować się na większą presję ze strony Waszyngtonu: w sprawie ceł, wydatków na obronność i unijnych regulacji cyfrowych, które Amerykanie uznają za bariery handlowe. Demokraci mogą przegłosować w Kongresie pieniądze dla Ukrainy czy NATO, ale nie zmuszą administracji do ich wydania.

Dotyczy to szczególnie Polski. Amerykańska obecność wojskowa: wysunięte dowództwo V Korpusu w Poznaniu, baza w Redzikowie i rotacyjne siły na wschodniej flance jest dla Trumpa atutem, ale też kartą przetargową.

Pomysł "Camp Trump", znany szerzej jako "Fort Trump", pokazał, że stała baza mogłaby stać się jego projektem na miarę politycznego dziedzictwa. Ta sama obecność może jednak wejść do gry w rozmowach z Moskwą o Ukrainie albo w sporze z Europą o cła i wydatki na obronność.

Demokratyczny Kongres może utrudnić ograniczenie liczby wojsk w Europie Zachodniej, wpisując odpowiednie zapisy do ustawy o budżecie obronnym. Sytuacja stałej bazy w Polsce może z tego powodu okazać się bardziej skomplikowana niż do tej pory.

Za Trumpa należy się liczyć z większą zmiennością. Polityka handlowa nie wymaga zgody Kongresu, więc nowe cła, wojny walutowe czy naciski na Europę w sprawie relacji z Chinami mogą pojawić się nagle i równie szybko zniknąć.

Kongres w roli prokuratora

Od stycznia 2027 r. demokraci dostaną do ręki najważniejsze narzędzia opozycji: kierowanie komisjami i możliwość wzywania świadków pod przymusem. Przed komisjami mogą stanąć:

  • szef Pentagonu Pete Hegseth,
  • dyrektor FBI Kash Patel,
  • prezydenccy doradcy Steve Witkoff i Jared Kushner.

Pod lupą znajdą się też interesy rodziny Trumpa i Elona Muska. Demokraci będą mieli okazję urządzić z tego polityczny spektakl rozpisany aż do wyborów w 2028 r.

Po 1994 r. republikanie zamienili prezydenturę Clintona w pasmo śledztw – od Whitewater po impeachment w 1998 r. Po przejęciu Izby w 2006 r. demokraci przesłuchiwali przedstawicieli administracji Busha w sprawie Iraku i zwolnień prokuratorów federalnych. Donald Rumsfeld podał się do dymisji dzień po wyborach, a prokurator generalny Alberto Gonzales – rok później.

Po 2010 r. republikanie badali w Izbie sprawę "Fast and Furious", gdzie rząd zwiększył kontrolę nad bronią.

Trump zna ten scenariusz z własnego doświadczenia: po wyborach w 2018 r. rozpoczęła się pierwsza próba jego impeachmentu.

Ważny będzie też Senat, który zatwierdza nominacje. Każda dymisja w gabinecie oznacza trudną walkę o następcę. Trump może więc częściej opierać się na osobach pełniących obowiązki, a zmiany w rządzie będą politycznie kosztowne.

Kongres może przegłosować wszczęcie procedury impeachmentu, ale do usunięcia prezydenta potrzeba dwóch trzecich głosów w Senacie. To raczej narzędzie presji niż realne zagrożenie dla jego urzędu.

Prawo pisane ołówkiem

W najbliższych dwóch latach trudno będzie uchwalić w USA trwałe prawo bez kompromisu. Tyle że ani Trump, ani demokraci nie mają przed wyborami prezydenckimi w 2028 r. powodu, by się na niego decydować.

Republikanie wykorzystali ścieżkę uzgodnień budżetowych do przeforsowania obniżki podatków. Teraz nie będą mogli zrobić tego ponownie. Pozostaną prezydenckie dekrety.

Ich trwałość jest jednak ograniczona. To, co jeden prezydent wprowadzi podpisem, następny może cofnąć w ten sam sposób. Barack Obama przekonał się o tym w sprawie porozumienia paryskiego i umowy nuklearnej z Iranem. Zawarte bez udziału Kongresu zostały podważone albo zerwane przez jego następcę.

Dla rynków i partnerów USA oznacza to, że polityka celna i regulacyjna Waszyngtonu pozostanie zmienna i łatwa do odwrócenia. Nie warto zakładać ani że obecny kurs się utrzyma, ani że po 2028 r. wszystko wróci do normy.

Polacy znają ten model: kohabitację, weta i rządzenie bez długofalowego planu aż za dobrze, teraz cały świat będzie to obserwować.

Sam Trump będzie mieć też winnego dla niepowodzeń swojej agendy, a demokraci jednocześnie będą mieć problem, by stworzyć pozytywną narrację w 2028 r.

Wybrane dla Ciebie