Trump stawia warunki. Arabia Saudyjska może zwrócić się do Chin

Jeśli Donald Trump uzależni współpracę nuklearną USA z Arabią Saudyjską od normalizacji relacji Rijadu z Izraelem, Saudyjczycy mogą wybrać Chiny jako partnera programu - ocenił na łamach "Washington Post" saudyjski komentator Ali Shihabi. Według niego Waszyngton przecenia wpływ, jaki ma na władze królestwa.

US President Donald Trump and Mohammed bin Salman, Saudi Arabia's crown prince, during the US-Saudi Investment Forum at the Kennedy Center in Washington, DC, US, on Wednesday, Nov. 19, 2025. The US-Saudi Investment Forum 2025 brings together visionaries, leaders, and changemakers shaping the future of global investment. Photographer: Stefani Reynolds/Bloomberg via Getty ImagesPrezydent USA Donald Trump i Mohammed bin Salman, książę koronny Arabii Saudyjskiej
Źródło zdjęć: © GETTY | Bloomberg
Marcin Walków

W ubiegłym tygodniu Stany Zjednoczone podpisały z Arabią Saudyjską porozumienie dotyczące cywilnego programu nuklearnego, które miało dać Amerykanom kluczową rolę w rozwoju tego projektu. Dzień później prezydent Donald Trump oświadczył jednak, że umowa będzie uzależniona od tego, czy Rijad dołączy do Porozumień Abrahamowych, czyli znormalizuje stosunki dyplomatyczne z Izraelem.

Umowa USA - Arabia Saudyjska i spór o Porozumienia Abrahamowe

Ali Shihabi przypomniał w "Washington Post", że Trump zastrzegł też ograniczenie współpracy do cywilnej energetyki jądrowej. W jego relacji porozumienie nie ma obejmować wzbogacania uranu, co w amerykańskim podejściu stanowi szczególnie wrażliwy element rozwoju przemysłu nuklearnego.

Komentator "WP" ostrzegł, że stawianie warunków może przynieść skutek odwrotny od zamierzonego. Postawa Trumpa grozi tym, że USA nie zrealizują strategicznego celu w tej kwestii; jeśli bowiem prezydent stawia Rijadowi warunki, to Arabia Saudyjska może po prostu zwrócić się do partnera, który nie ma takich wymogów, czyli do Chin – stwierdził Ali Shihabi.


WIDEO
Przełom po spotkaniu Trumpa i Zełenskiego. Ogłosili ważną decyzję


Dlaczego wzbogacanie uranu jest kluczowe dla Rijadu

Shihabi zwrócił uwagę, że Arabia Saudyjska posiada złoża uranu, a to sprawia, iż królestwo naturalnie dąży do rozwoju kompetencji technicznych i korzyści gospodarczych związanych z posiadaniem sektora nuklearnego. W jego ocenie Waszyngton traktuje wzbogacanie materiału rozszczepialnego jako przywilej, który może Rijadowi przyznać albo odmówić.

Autor podkreślił też różnicę w podejściu potencjalnych partnerów. Według niego Chiny rzadko uzależniają współpracę gospodarczą od żądań w obszarze polityki zagranicznej, a ich oferta w sprawie rozwijania programu nuklearnego nie wiązałaby się z wymogiem uznania Izraela.

Warunki Trumpa a ryzyko zwrotu Arabii Saudyjskiej ku Chinom

Saudyjczycy - jak przypomniał Shihabi - wielokrotnie sygnalizowali, że ewentualny akces do Porozumień Abrahamowych uzależniają od zgody Izraela na utworzenie państwa palestyńskiego. W tym kontekście komentator ocenił, że próba powiązania umowy nuklearnej z warunkami politycznymi, których wcześniej nie udało się osiągnąć dyplomacją, "wygląda mniej na współpracę, a bardziej na przymus".

W jego wniosku takie podejście nie doprowadzi do rezygnacji Arabii Saudyjskiej z programu nuklearnego. Ma natomiast zwiększyć prawdopodobieństwo, że Rijad zmieni partnera w tym przedsięwzięciu.

Reuters o państwach Zatoki i rosnącej roli Pekinu

W tym samym dniu Reuters zwrócił uwagę, powołując się na źródła z państw regionu Zatoki Perskiej, że po wojnie z Iranem rządy tych krajów uznały, iż konflikt "ujawnił granice amerykańskiej potęgi". Jak relacjonowała agencja, część państw regionu liczy teraz na to, że to Chiny będą w stanie wywrzeć presję na Iran i jego sojuszników, aby otworzyć morskie szlaki przez cieśninę Ormuz i Morze Czerwone.

Reuters przypomniał też, że chińscy dyplomaci w ostatnim czasie zintensyfikowali kontakty w regionie, a jeszcze w tym roku ma się odbyć kolejny szczyt Chiny - państwa Zatoki, choć data spotkania nie jest znana.

Także Fareeda Zakaria, publicysta "Washington Post" i CNN, napisał niedawno, że beneficjentem wojny USA z Iranem są Chiny. Według niego konflikt dzieli Bliski Wschód na dwa obozy, a większy z nich - z Arabią Saudyjską na czele - wybiera zbliżenie z Pekinem.

Źródło: PAP

Wybrane dla Ciebie