W Niemczech w końcu coś drgnęło na plus. Dla wielu firm może to być już bez znaczenia
W 2025 roku Niemcy odnotowały symboliczne odbicie gospodarcze po dwóch latach recesji – wynika z najnowszych danych urzędu statystycznego Destatis. Wzrost PKB jest jednak kruchy i opiera się głównie na konsumpcji. Eksperci cytowani przez czeskiego "Forbesa" ostrzegają, że kraj zalewa historyczna fala bankructw.
Po spadkach w latach 2023-2024 niemiecka gospodarka w ubiegłym roku odnotowała wzrost. Zgodnie z opublikowanymi 15 stycznia wstępnymi wyliczeniami Federalnego Urzędu Statystycznego Destatis produkt krajowy brutto Niemiec w 2025 roku był o 0,2 proc. wyższy niż rok wcześniej. Po uwzględnieniu różnic kalendarzowych wzrost ten wyniósł 0,3 proc. Choć oficjalne statystyki dają powody do ostrożnego optymizmu, analitycy i przedstawiciele biznesu wskazują na drugą stronę medalu: strukturalny kryzys, który wciąż trawi niemiecki przemysł.
Konsumpcja ratuje wynik, przemysł hamuje
Jak wyjaśniła podczas konferencji prasowej w Berlinie Ruth Brand, prezes Destatis, powrót na ścieżkę wzrostu był możliwy przede wszystkim dzięki zwiększonym wydatkom konsumpcyjnym. Gospodarstwa domowe wydawały więcej, szczególnie na ochronę zdrowia oraz mobilność, w tym na zakup nowych samochodów osobowych. Wzrosły również wydatki państwa, co w dużej mierze wynikało z wyższych kosztów świadczeń socjalnych i opieki zdrowotnej.
Federalny Urząd Statystyczny zwraca jednak uwagę, że pozytywny impuls płynący z konsumpcji został niemal w całości zneutralizowany przez słabość innych sektorów. Ruth Brand wskazała, że niemiecki eksport musiał zmierzyć się z silnym wiatrem w oczy. Wymieniła tu przede wszystkim wyższe cła amerykańskie, umacnianie się euro oraz zaostrzającą się konkurencję ze strony Chin. W rezultacie eksport towarów i usług odnotował spadek trzeci rok z rzędu.
Wielki powrót polskiej marki. Prezes ujawnia, co go uratowało
Dane Destatis pokazują wyraźny podział w niemieckiej gospodarce. Podczas gdy sektor usług – zwłaszcza publicznych, edukacji i zdrowia – notował w ubiegłym roku wzrosty, przemysł przetwórczy i budownictwo pogrążały się w dalszej recesji.
W przemyśle wartość odczytu spadła o 1,3 proc., co dotknęło kluczowe dla Niemiec branże: motoryzacyjną i budowy maszyn. Jeszcze trudniejsza sytuacja panowała w budownictwie, gdzie wysokie ceny materiałów i usług doprowadziły do spadku o 3,6 proc. a także do wzrostu liczby upadłości.
Rekordowa fala niewypłacalności
To właśnie temat upadłości dominuje w analizach ekspertów, którzy patrzą na niemiecką gospodarkę z mniejszym optymizmem, niż sugerowałyby to same odczyty PKB. Dziennikarze czeskiej edycji magazynu "Forbes" w swojej analizie ze stycznia tego roku zwracają uwagę na paradoks: z jednej strony giełdowy indeks DAX bije rekordy, przekraczając 25 tysięcy punktów, z drugiej – kraj zalewa fala bankructw niespotykana od dziesięcioleci. Skąd ten paradoks? Zyski największych niemieckich koncernów, które windują indeks DAX, pochodzą w dużej mierze z zagranicy. Krajowa baza produkcyjna, będąca przez lata motorem Europy, wciąż szuka sposobu na wyjście z głębokiego dołka.
Powołując się na badania Instytutu Badań Ekonomicznych w Halle (IWH), czeski "Forbes" podaje, że liczba upadłości firm osiągnęła w 2025 roku najwyższy poziom od dwudziestu lat. W ubiegłym roku upadłość ogłosiło ponad 17 tysięcy przedsiębiorstw. Autorzy badania z IWH zauważają, że nawet podczas wielkiego kryzysu finansowego w 2009 roku liczba ta była o około pięć procent niższa.
Problem nie dotyczy tylko małych podmiotów. Jak czytamy w materiale, liczba bankructw firm o obrotach przekraczających 10 milionów euro wzrosła w ciągu roku o jedną czwartą. Georgij Michajlov, dyrektor zarządzający firmy doradczej Struktur Management Partner, cytowany przez dziennik "Handelsblatt", stwierdził wprost, że niemiecki biznes znalazł się w punkcie zwrotnym. Jego zdaniem ze względu na minimalny wzrost gospodarczy w bieżącym roku należy spodziewać się kolejnych spektakularnych upadków, które pociągną za sobą redukcję dziesiątek tysięcy miejsc pracy.
Strukturalna zapaść?
Eksperci cytowani w materiale "Forbesa" są zgodni, że problemy Niemiec wykraczają poza zwykły cykl koniunkturalny. Jonas Eckhardt, ekspert ds. restrukturyzacji z kancelarii Falkensted, ocenia, że liczba niewypłacalności obnaża strukturalną zapaść niemieckiej gospodarki.
W niektórych branżach gra toczy się już wyłącznie o przetrwanie. Dotyczy to w szczególności sektora przetwórczego, motoryzacyjnego, ale także chemicznego - stwierdził w rozmowie z "Forbesem".
Potwierdzają to nastroje panujące w firmach. Klaus Wohlrabe z instytutu Ifo, przywoływany w tekście, podkreśla, że w niemieckim biznesie nie widać śladów optymizmu. Z badań Ifo wynika, że niemal żadna branża nie patrzy z nadzieją na rok 2026, a jedna czwarta firm spodziewa się pogorszenia swojej sytuacji.
Wyścig z czasem i budżetowa dziura
Problemy firm to niejedyne zmartwienie Berlina. Monika Schnitzer, szefowa Rady Ekspertów Ekonomicznych, w rozmowie z dziennikiem "Bild" ostrzegła przed nadchodzącym kryzysem finansów publicznych. Według jej prognoz najpóźniej w 2029 roku niemiecki budżet przestanie się spinać. Schnitzer wskazuje, że obecne plany rządu opierają się na założeniu silnego ożywienia gospodarczego, które przyniosłoby wyższe wpływy podatkowe. Ekonomistka uważa jednak taki scenariusz za nierealny.
Zdaniem Schnitzer, rządząca koalicja CDU i SPD może zostać zmuszona do wycofania się z części reform lub podniesienia podatków. Ekspertka sugeruje również konieczność wydłużenia czasu pracy Niemców. Sam kanclerz Friedrich Merz w liście do posłów koalicji cytowanym przez media przyznał, że sytuacja w niektórych obszarach gospodarki jest bardzo poważna. Wskazał na zbyt wysokie koszty pracy, drogą energię oraz nadmierną biurokrację jako główne hamulce rozwoju.
Mimo że Destatis raportuje techniczny koniec recesji, dane o spadających inwestycjach w maszyny i urządzenia (minus 2,3 proc.) sugerują, że przedsiębiorcy nie wierzą w szybką poprawę.
Robert Kędzierski, dziennikarz money.pl