Waluta na historycznym dnie. Gospodarcza katastrofa w Iranie. "To system zombie"
Historyczne załamanie waluty, inflacja przekraczająca 40 proc. i drastyczne podwyżki cen paliw wyprowadziły Irańczyków na ulice. Jak donoszą światowe media, to również gospodarczy paraliż państwa stał się zapalnikiem najpoważniejszych od lat protestów społecznych.
Gospodarka Iranu znalazła się w fazie krytycznego rozkładu, co stało się bezpośrednim impulsem do wybuchu masowych demonstracji, które od końca grudnia 2025 roku ogarniają kolejne regiony kraju. Jak wynika z raportów publikowanych przez "The New York Times", "Die Welt", "El Pais" oraz agencję DW, fundamentem obecnego buntu nie są tym razem wyłącznie kwestie światopoglądowe, lecz walka o fizyczne przetrwanie w obliczu hiperinflacji i upadku narodowej waluty.
Kurs irańskiego riala osiągnął historyczne dno, przekraczając barierę 1,4 miliona za jednego dolara amerykańskiego, co w praktyce oznacza całkowite wyparowanie oszczędności milionów obywateli.
Chaos na ulicach w Iranie. Na nagraniach słychać strzały z broni
Sytuacja zaczęła eskalować 28 grudnia, gdy handlarze z teherańskiego Wielkiego Bazaru – tradycyjnego serca irańskiej gospodarki – ogłosili strajk i wyszli na ulice. Ich śladem szybko poszli studenci oraz mieszkańcy uboższych prowincji, tworząc bezprecedensowy sojusz klasowy.
Jestem zmęczony i wyczerpany przez głupców i idiotów, którzy nami rządzą. Mam dość ich kradzieży, korupcji i niesprawiedliwości – mówi w rozmowie z "The New York Times" Saeed, przedsiębiorca z branży technologicznej, który z powodu kryzysu musiał zwolnić wszystkich pracowników.
To właśnie ta frustracja, napędzana codzienną zmianą cen na sklepowych półkach, doprowadziła do wrzenia, którego służby bezpieczeństwa nie są w stanie w pełni wygasić, mimo stosowania ostrej amunicji i gazu łzawiącego.
Strukturalny demontaż siły nabywczej
Obecna fala niepokojów ma głębokie podłoże. W ciągu ostatnich ośmiu lat siła nabywcza irańskiej waluty spadła o ponad 90 proc., a kurs dolara na wolnym rynku wzrósł o niewyobrażalne 3300 proc. Skala dewaluacji jest tak ogromna, że państwo zaczęło oficjalnie posługiwać się jednostką toman, odpowiadającą 10 rialom, by uniknąć operowania liczbami o zbyt dużej liczbie zer. Jak donoszą media, inflacja w Iranie utrzymuje się na poziomie blisko 50 proc., co doprowadziło do niemal całkowitego zniknięcia klasy średniej, spychając ją poniżej granicy ubóstwa.
Oliwy do ognia dolała grudniowa reforma cen paliw. Choć benzyna w Iranie wciąż należy do najtańszych na świecie, rząd zdecydował się na drastyczne ograniczenie subsydiów. Kierowcy otrzymują nadal 60 litrów po obniżonej cenie, jednak każdy kolejny litr kosztuje już 30 tysięcy riali, a nadwyżka powyżej 100 litrów jest płatna trzykrotnie drożej. Ta 67-proc. podwyżka cen paliwa natychmiast przełożyła się na koszty transportu i produkcji, wywołując lawinowy wzrost cen żywności.
Eksperci cytowani przez agencję AP już w połowie grudnia ostrzegali, że taki ruch w warunkach chronicznej inflacji będzie miał skutki katastrofalne dla nastrojów społecznych.
Kryzys uwidocznił drastyczne nierówności społeczne. Podczas gdy zwykli obywatele zmagają się z bezrobociem młodych sięgającym 20 proc., budżet państwa na rok 2026 przewiduje ogromne transfery środków do instytucji religijnych oraz sił bezpieczeństwa. Na te ostatnie, stanowiące aparat represji reżimu, zaplanowano wydatki rzędu 2,32 miliarda dolarów. Jednocześnie ujawniono gigantyczne nadużycia w tzw. firmach powierniczych – pośrednikach omijających sankcje na handel ropą. Jak donosi "El Pais", z systemu zniknęło około 7 miliardów dolarów wpływów z eksportu surowców, co potęguje wściekłość społeczeństwa obserwującego luksusowe życie oligarchów powiązanych z władzą.
Reakcja reżimu i międzynarodowa presja
Władze w Teheranie reagują chaotycznie, balansując między obietnicami reform a brutalnymi represjami. Prezydent Masoud Pezeshkian zdecydował się na wymianę szefa banku centralnego – Abdolnasser Hemmati zastąpił Mohammeda Resę Farsina, jednak rynki finansowe przyjęły tę zmianę z obojętnością. Rząd zapowiedział również comiesięczne wypłaty zapomóg dla najuboższych w wysokości około 7 dolarów, co ekonomiści uznają za gest czysto symboliczny i niewystarczający w obliczu skali drożyzny.
Jeśli ludzie są niezadowoleni, to my jesteśmy winni. Nie szukajcie winy w Ameryce, ani nigdzie indziej – stwierdził prezydent Pezeshkian podczas wizyty w południowo-zachodnim Iranie, co cytuje agencja IRNA.
Sytuację komplikuje skrajnie napięta atmosfera międzynarodowa. Donald Trump zapowiedział nałożenie 25-proc. ceł na kraje, które kontynuują handel z Iranem, co ma na celu całkowite odcięcie Teheranu od dewiz. To uderzenie w kluczowych partnerów, takich jak Chiny, Indie czy Turcja, może pogłębić izolację Iranu i doprowadzić do ostatecznego załamania krajowego przemysłu. Jednocześnie niemiecki kanclerz Friedrich Merz, przebywający z wizytą w Indiach, otwarcie mówił o "faktycznym końcu" obecnego reżimu, wskazując na jego skrajną słabość wewnętrzną.
Koszty ludzkie protestów są tragiczne. Organizacja praw człowieka HRANA dokumentuje ponad 640 ofiar śmiertelnych, z czego niemal 500 to protestujący, choć niektóre źródła, jak "Azernews", sugerują, że liczba ta może być znacznie wyższa.
Symbolem upadku stały się doniesienia o zjawisku "spania na dachach" – wynajmowaniu powierzchni dachowych przez osoby, których nie stać na czynsz – oraz o sprzedaży podstawowych produktów, takich jak olej roślinny, na raty.
To system zombie. Jego legitymacja, ideologia i gospodarka są martwe. To, co trzyma go na powierzchni, to jedynie zabójcza siła
Mimo blokad internetu i brutalnych działań policji, determinacja Irańczyków wydaje się większa niż w poprzednich latach. Protesty z 2022 roku skupiały się na wolnościach obyczajowych. Fakt, że obecny bunt ma fundament ekonomiczny, angażuje również konserwatywne i uboższe warstwy społeczne. Jak podsumowuje irański dziennikarz i aktywista Adnan Hassanpour, w wypowiedzi dla DW.com, bez głębokich zmian politycznych i porozumienia z Zachodem w sprawie zniesienia sankcji, żadne doraźne reformy nie powstrzymają spirali upadku, a protesty będą systematycznie powracać na ulice irańskich miast.
Robert Kędzierski, dziennikarz money.pl