Najpopularniejszy w Polsce portal o finansach i biznesie
Duża szansa na deficyt poniżej 3 proc. PKB w 2017 r. - oceniają analitycy

Duża szansa na deficyt poniżej 3 proc. PKB w 2017 r. - oceniają analitycy

Fot. PAP/Radek Pietruszka

Jest duża szansa na utrzymanie w tym roku deficytu poniżej 3 proc. PKB - ocenili analitycy, pytani o deklaracje premier Beaty Szydło i wicepremiera Mateusza Morawieckiego oraz szefa Stałego Komitetu RM Henryka Kowalczyka.

W poniedziałek Premier Beata Szydło - w ramach przeglądu resortów - spotkała się z wicepremierem, ministrem rozwoju i finansów Mateuszem Morawieckim oraz ministrem, przewodniczącym Stałego Komitetu Rady Ministrów Henrykiem Kowalczykiem.

Główny analityk Domu Inwestycyjnego Xelion Piotr Kuczyński wskazał, że tylko kryzys zewnętrzny mógłby w 2017 roku zagrozić budżetowi państwa. Odniósł się w ten sposób do deklaracji wicepremiera Morawieckiego, że Polska nie przekroczy deficytu 3 proc. PKB w roku 2016 i 2017 r.

Ekspert zaznaczył, że akcentowane przez premier Szydło i wicepremiera Morawieckiego uszczelnienie systemu podatkowego i wsparcie polskich rodzin jest bezdyskusyjne. - Dbamy o rozwój gospodarczy i o to, żeby finanse polskie dobrze się miały, to siłą rzeczy dbamy o dobrostan polskich rodzin - powiedział.

Kuczyński w 2017 roku dopatrywałby się zagrożeń dla budżetu tylko poza krajem. - Jeżeli będziemy mieli szczęście i nie pojawi się kryzys zewnętrzny, to - według mnie - budżet w tym roku jeszcze się zepnie - mówił. Zauważył jednak, że ryzyko istnieje. - Wiemy wszyscy, że rozpoczęła się nowa era z Donaldem Trumpem w Stanach Zjednoczonych, mamy kilka wyborów europejskich w tym roku, i ten rok będzie potwornie zmienny - zwrócił uwagę.

Kuczyński powiedział też, że rząd zdaje sobie sprawę, że musi położyć olbrzymi nacisk na wykorzystanie środków unijnych. - Inaczej będzie katastrofa, bo mija półmetek perspektywy unijnej 2014-2020 i my w tamtym roku prawie w ogóle nie wykorzystaliśmy środków. Natychmiast było widać wpływ tego na inwestycje, które zanurkowały - zauważył. Według niego wydawanie pieniędzy unijnych musi przełożyć się na wzrost gospodarczy.

Ekonomista przewiduje, że inflacja będzie rosła. - Już widać, że będzie wyższa od założonej 1,3 proc., a im wyższa inflacja, tym wyższe dochody do budżetu, wyższy wzrost gospodarczy - to są olbrzymie plusy od strony budżetowej - wskazał.

Jak ocenił, założenia dotyczące zmiany profilu gospodarki na bardziej innowacyjną i rozwojową, zawarte w rządowej Strategii na rzecz Odpowiedzialnego Rozwoju, są słuszne. - Pytanie, czy zostaną zrealizowane, a to pokaże przyszłość - mówił. - Jeżeli się to nie uda, to po 2022 r. najpóźniej, czyli na końcu perspektywy unijnej 2014-2020, po której są jeszcze dwa lata na rozliczenie, spadniemy z urwiska i się rozbijemy po prostu jako gospodarka - dodał.

Główna ekonomistka Konfederacji Lewiatan Małgorzata Starczewska-Krzysztoszek także uważa, że jest duża szansa utrzymania deficytu poniżej 3 proc. PKB. Wskazała m.in. na odsunięcie kosztów związanych z obniżeniem wieku emerytalnego na 2018 rok i prognozowaną, bardzo wysoką wpłatę do budżetu z części zysku NBP. - Według prognoz ta wpłata może wynieść nawet 10 mld zł, to będzie bardzo pokaźna kwota - podkreśliła.

Ekonomistka chwaliła rząd za działania, mające na celu uszczelnienie systemu podatkowego, w szczególności walkę z szarą strefą, która wpływa na kondycję legalnie działających firm. - Trzeba ograniczać nielegalną działalność, która w bardzo negatywny sposób wpływa na konkurencję na rynku i wypycha legalnie działające przedsiębiorstwa. Jeżeli z tytułu uszczelnienia systemu podatkowego wpływać będzie dodatkowe 3-4 mld zł, to należy się z tego cieszyć - podkreśliła.

Starczewska-Krzysztoszek zwróciła jednak uwagę, że w poniedziałkowym wystąpieniu wicepremiera Morawieckiego zabrakło informacji na temat wydatkowania pieniędzy unijnych. - Pytam się, czy wystarczy pieniędzy publicznych, które są niezbędne do prefinansowania i współfinansowania unijnych inwestycji. Nie możemy pozwolić sobie na odkładanie tych inwestycji w czasie, bo gospodarka po prostu ich potrzebuje - powiedziała.

Odnosząc się do kwestii podnoszenia wynagrodzeń i zwiększania liczby miejsc pracy, ekonomistka zwróciła uwagę, że ten efekt mógłby być znacznie większy, gdyby nie chaos regulacyjny wpływający na działalność firm.

- Trzeba pamiętać, że miejsca pracy tworzą przedsiębiorcy. Należy pochwalić rząd za przyciąganie do Polski zagranicznych inwestorów, ale niepewność, nieprzewidywalność w kwestiach regulacyjnych spowodowała, że wiele firm wstrzymywało się z inwestycjami - zauważyła. - Co do wynagrodzeń, to ich wzrost można zacząć liczyć od początku tego roku i wynika z podniesienia płacy minimalnej - dodała.

Natomiast zdaniem głównego ekonomisty BCC, prof. Stanisława Gomułki, sukcesy rządu nie są spektakularne, jeśli chodzi o uszczelnianie systemu podatkowego. - Myślę, że tutaj też powinniśmy otrzymać jakąś bardziej szczegółową informację. Jest pytanie, czy pani premier ją otrzymała. Powinna o to pytać, dlaczego te sukcesy dotąd związane z zacieśnieniem dyscyplin w obszarze poboru podatków są dość ograniczone, i jakie są oczekiwania ministra finansów - mówił.

Według Gomułki ciekawa jest ocena działań Morawieckiego, gdyż cele ministra finansów i ministra rozwoju są sprzeczne. - W przypadku ministra rozwoju, chodzi np. o przyspieszenie w obszarze inwestycyjnym, gdzie mamy problem, w szczególności jeśli chodzi o odbudowę inwestycji publicznych. Ale równocześnie mamy też perspektywę zwiększonej presji w finansach publicznych w związku z przyjęciem przez rząd przedwyborczej obietnicy obniżenia wieku emerytalnego - zauważył. - Co prawda ta obietnica ma być zrealizowana od 1 października tego roku, ale z poważnymi konsekwencjami, o których zresztą mówił minister Morawiecki - wskazał.

Rząd założył, że w 2017 r. wzrost PKB (w ujęciu realnym) wyniesie 3,6 proc., średnioroczna inflacja - 1,3 proc., nominalny wzrost przeciętnego wynagrodzenia w gospodarce narodowej - 5,0 proc., wzrost zatrudnienia w gospodarce narodowej - 0,7 proc., a wzrost spożycia prywatnego (w ujęciu nominalnym) - 5,5 proc.

Zdaniem rządu ustawa budżetowa spełnia kryteria tzw. stabilizującej reguły wydatkowej oraz deficytu sektora finansów (według metodyki unijnej) - niższego niż 3 proc. PKB. Prognozuje się, że deficyt sektora finansów publicznych wyniesie 2,9 proc. PKB.

PAP
Czytaj także
Polecane galerie
Lucyfer
2017-01-25 16:47
Jest pewien problem. Te 10 mld z NBP to wynik kursu walut czyli słabego złotego. Z. Jednej strony budżet na uzyskać 10 mld PLN ale z drugiej strony to słaby złoty to wzrost zadłużenia sektora finansów publicznych i wzrost jego obsługi. Czyli niby zarobimy ale w ostatecznym rachunku znowu w plecy. 50 mld PLN wynoszą w tym roku fundusze unijne. Żeby je wziąć trzeba wyłożyć kolejne 50 mld PLN. Zobaczymy jak to wszystko wyjdzie w rzeczywistości. Od stycznia do listopada 2016 r zadłużenie sektora finansów publicznych wzrosło o 88 mld PLN.
mk
2017-01-24 16:00
Jemu się uda. Gorzej z przedsiębiorcami i Polakami. Majątki Polaków będą topnieć a wzrastać machiny utrzymywanej przez rząd. Do czasu. Ale nachapią się i sobie pójdą bo po co szarpać się podczas kryzysu. Już tak raz było. W punkt trafili oddając PO władzę przed wybuchem kryzysu światowego.
martwię się
2017-01-24 14:16
A ja to się martwię aby mnie nie było na listach IPN - bo co to bedzie.
Pokaż wszystkie komentarze (63)