UOKiK zbada sprawę Zondacrypto. "Znacznie poważniejsze nieprawidłowości"
UOKiK wziął pod lupę sprawę Zonadcrypto, w której poszkodowanych może być kilkaset osób, a straty - zdaniem prokuratury - mają sięgać co najmniej 350 mln zł. Jednocześnie UOKiK wskazuje, że "w przypadku Zondacrypto możemy mieć do czynienia z (...) działalnością kryminalną".
UOKiK przygląda się sprawie Zondacrypto i już złożył w tej sprawie doniesienie do prokuratury. 31 stycznia zeszłego roku Urząd wszczął postępowanie wyjaśniające wobec operatora serwisu zondacrypto.com – BB Trade Estonia OÜ.
- Analizujemy zasady zawierania, wykonywania i rozwiązywania umów pod kątem ewentualnych naruszeń oraz klauzul niedozwolonych. Do tej pory otrzymaliśmy ponad 200 sygnałów związanych z Zondacrypto – prawie wszystkie wpłynęły w ciągu ostatnich dwóch tygodni. Postępowanie jest w toku - tłumaczy Andrzej Janyszko z UOKiK.
O co chodzi w aferze Zondacrypto? "Prezes celowo nam nie odpowiedział"
Janyszko dodał, że "już na etapie pierwszych doniesień o możliwych nieprawidłowościach prezes UOKiK złożył zawiadomienie o podejrzeniu popełnienia przestępstwa do Prokuratury Krajowej, poinformował również ABW i Generalnego Inspektora Informacji Finansowej, który może przeanalizować przepływy finansowe, w tym potencjalne transfery środków na terenie Polski".
Trzeba mieć przy tym na uwadze, że Zondacrypro jest podmiotem, który ma siedzibę w Tallinie i niezależnie podlega również estońskiemu organowi nadzoru - Finantsinspektsioon - przypomina Janyszko.
UOKiK podkreśla, że "punktem wyjścia powinno być doprecyzowanie skali i charakteru sprawy".
W przypadku Zondacrypto możemy mieć do czynienia z nieprawidłowościami znacznie poważniejszymi niż niedozwolone zapisy w regulaminach, potencjalnie wręcz działalnością kryminalną - dodaje Janyszko.
Urząd zaznacza, że "pojawiające się wątki dotyczą nie tylko potencjalnego wprowadzania w błąd, ale przede wszystkim możliwego oszustwa, nieprawidłowego dysponowania środkami, procederu prania pieniędzy czy niewyjaśnionego wciąż zaginięcia założyciela Zondacrypto".
Jednocześnie Janyszko wyjaśnia, że "tego rodzaju kwestie wykraczają daleko poza mandat UOKiK".
- W tym sensie ustawowe kompetencje UOKiK mogą pozwolić na weryfikację bardzo niewielkiego wycinku działalności przedsiębiorcy, który nie znajdzie odpowiedzi na zasadnicze pytania, w tym, czy mamy do czynienia z działalnością przestępczą oraz gdzie są pieniądze powierzone giełdzie przez jej klientów - podsumowuje Janyszko.
Dlatego "zasadniczy ciężar wyjaśnienia sprawy spoczywa na instytucjach dysponujących kompetencjami w obszarze zwalczania przestępczości finansowej". Chodzi o prokuraturę, ABW czy Generalny Inspektor Informacji Finansowej, które mają środki i możliwości, żeby badać sprawy dotyczące podejrzeń oszustwa czy prania pieniędzy.
Coraz więcej pokrzywdzonych
Przypomnijmy, że w piątek śląska prokuratura wszczęła śledztwo w sprawie giełdy kryptowalut Zondacrypto. Śledztwo powierzono do przeprowadzenia funkcjonariuszom Centralnego Biura Zwalczania Cyberprzestępczości z Wrocławia.
Jest ono prowadzone pod kątem "wprowadzenia w błąd wielu osób co do możliwości dokonania zakupu oraz przechowywania walut typu fiat oraz kryptowalut w ramach giełdy Zondacrypto i doprowadzenia w ten sposób do niekorzystnego rozporządzenia mieniem". Zakresem śledztwa objęto zachowania podejmowane na terenie całego kraju od 2022 r.
Podstawą wszczęcia śledztwa były zawiadomienia pokrzywdzonych, a także doniesienia medialne na temat problemów związanych z wypłatą środków zgromadzonych w ramach Zondacrypto.
- Większość zgłoszeń osób pokrzywdzonych dotyczy trudności związanych z wypłatą środków, które zostały zdeponowane w ramach kryptowalut na Zondacrypto - mówił na konferencji prasowej prok. Michał Binkiewicz. Jeszcze w piątek śledczy szacowali straty na 350 mln zł.