Najpopularniejszy w Polsce portal o finansach i biznesie
Polska zapłaciła dwa miliardy złotych za coś, z czego nie korzystała. Morawiecki podjął decyzję

Polska zapłaciła dwa miliardy złotych za coś, z czego nie korzystała. Morawiecki podjął decyzję

Mateusz Morawiecki po dwóch latach zastanawiania się, ostatecznie zrezygnował z linii kredytowej w MFW. Polska na tym zaoszczędzi Fot. Andrzej Hulimka/REPORTER
Mateusz Morawiecki po dwóch latach zastanawiania się, ostatecznie zrezygnował z linii kredytowej w MFW. Polska na tym zaoszczędzi

W czasach, kiedy w Ministerstwie Finansów władzę sprawował Jacek Rostowski, Polska zyskała dostęp do dużej linii kredytowej w MFW. Miało nas to zabezpieczyć przed ewentualnym atakiem na walutę, zwiększyć wiarygodność kraju i płynność budżetu. Z kredytu nie skorzystaliśmy, ale w osiem lat musieliśmy zapłacić 2 mld zł za samą gotowość do jego udzielenia. - To było kompletne nieporozumienie - twierdzi Cezary Mech, były doradca szefa NBP. Morawiecki z tego rezygnuje.

Nie od razu po objęciu teki ministra finansów wicepremier Mateusz Morawiecki zdecydował o rezygnacji z tzw. Elastycznej Linii Kredytowej (Flexible Credit Line - FCL) w Międzynarodowym Funduszu Walutowym. Trochę trwało, zanim podjął ostateczną decyzję.

W styczniu 2016 r. rozpoczynający rządy gabinet Beaty Szydło wnioskował o zmniejszenie kwoty kredytu z 21 mld dol., do 17,6 mld dol., a w styczniu 2017 r. do 8,8 mld dol. W sobotę Morawiecki, przebywający z wizytą w Stanach Zjednoczonych, poinformował, że Polska zrezygnuje nawet z tej zmniejszonej kwoty.

Nie ukrywa przy tym, że rząd - dzięki zwiększonym wpływom podatkowym i wzrostowi gospodarczemu - poczuł się po prostu pewniej.

- Polska gospodarka jest w tak dobrej sytuacji, że możemy to zrobić - powiedział.

Dzięki temu od przyszłego roku w budżecie zostanie kwota 69 mln zł, którą musieliśmy w 2017 r. zapłacić za gotowość MFW do udzielenia kredytu.

To jednak nic w porównaniu z tym, ile „elastyczna linia” w MFW kosztowała nas na początku, czyli w 2009 roku. Wtedy kwota potencjalnego kredytu wynosiła prawie 30 mld dol. NBP, a pośrednio i budżet (który nie dostał tej kwoty w zysku z NBP), tracił na tym ponad 100 mln dol. rocznie.

W 2013 r. kwota wzrosła do 33,8 mld dol., co wyjaśniano wycofywaniem zewnętrznego finansowania krajowych banków i niestabilnością przepływu kapitału. Zmniejszyło to wpływy do budżetu o aż 114 mln dol., czyli 350 mln zł.

Wówczas prezes NBP Marek Belka przekonywał, że linia kredytowa umożliwiła nam utrzymywanie mniejszych rezerw walutowych, co kosztowałoby nas o wiele więcej.

- To jest taka polisa ubezpieczeniowa - tłumaczył wtedy szef NBP.

Premier Szydło zyska kontrolę nad wszystkimi spółkami?


 

Dwa miliardy złotych w błoto?

W sumie za gotowość MFW do udzielenia nam kredytu zapłaciliśmy łącznie około 2 mld zł.

- Od samego początku dyskusji o tej linii kredytowej, gdy byłem jeszcze doradcą prezesa NBP, uważałem ją za kompletne nieporozumienie - powiedział PAP Cezary Mech.

Jak tłumaczy, "z jednej strony FCL oznacza koszty, a z drugiej - Polska w ewentualnej sytuacji kryzysowej mogłaby i tak uzyskać te środki z Europejskiego Banku Centralnego". Ponadto - wskazał były doradca szefa NBP - wielkość FCL jest nieadekwatna do rezerw NBP. Te na koniec września wynosiły około 111 mld dol.

- W praktyce oznacza to, że w przypadku naprawdę poważnego kryzysu posiadanie tej linii nic by nam nie pomogło - powiedział Mech.

Mech przypomniał, że jednym z argumentów, by mieć dostęp do pieniędzy MFW, było wyeliminowanie poczucia ryzyka wśród inwestorów zagranicznych, obawiających się o stabilność inwestycyjną w Polsce.

- Jest to argument nieprawdziwy. Posiadanie tej linii wzmaga tylko zaniepokojenie inwestorów co do ryzyka - dodał.

Potwierdzeniem tego zdania może być fakt, że z elastycznej linii kredytowej MFW korzystają oprócz Polski tylko Kolumbia i Meksyk.

- Polska korzystała z tej linii m.in. dlatego, że były duże zagrożenia w gospodarce światowej, w sektorze finansowym, w szczególności w strefie euro - powiedział PAP prof. Stanisław Gomułka, główny ekonomista Business Centre Club i były wiceminister finansów.

- W obecnej dobrej sytuacji w strefie euro, również w skali światowej, gdzie nie widać ryzyka dużych turbulencji rynków finansowych, a z drugiej strony - sytuacja budżetu jest dość dobra, a rezerwy walutowe NBP są na bardzo przyzwoitym poziomie, wydaje mi się, że rzeczywiście ten wydatek, jakim jest Elastyczna Linia Kredytowa, byłby zbędny - ocenił Gomułka.

Były jakieś korzyści?

Namacalną korzyścią z utrzymywania dla Polski elastycznej linii miała być większa wiarygodność kraju i przez to m.in. niższe odsetki, które państwo płaci od emitowanych obligacji. Ministerstwo Finansów ten pozytywny efekt wyliczyło na 0,01 pkt. proc. w odpowiedzi na interpelację marszałka sejmu Marka Kuchcińskiego w lutym 2017 r.

Gdyby to przełożyć na średnie łączne zadłużenie państwa w ostatnich ośmiu latach, dałoby to kwotę prawie 80 mln zł rocznie. Jeśli linia kredytowa w MFW wpływałaby tylko na działania inwestorów zagranicznych, to nasze korzyści byłyby o połowę niższe. O ile szacunek 0,01 pkt. proc. to rzeczywistość, a nie tylko teoria.

Druga sprawa to bezpieczeństwo waluty. Możliwość szybkiego zaciągnięcia dużych kredytów w walutach obcych przez NBP mogła zniechęcać do ataku.

Limit kredytowy w MFW uzyskaliśmy zresztą nie bez przyczyny akurat niedługo po ataku banku Goldman Sachs na złotego w 2008 i na początku 2009 r. Zbyt wysoki spadek kursu może prowadzić do paniki, a wtedy racjonalne argumenty tracą na znaczeniu i może to uderzyć w gospodarkę.

W 2008 r. rząd jednak sam był sobie winien. Bliskość progu konstytucyjnego zadłużenia Polski powodowała, że atakujący polską walutę wiedzieli, że rząd będzie jej bronił. To dało im okazję do zysku.

Money.pl
Czytaj także
Polecane galerie
Andrx
2017-10-22 09:12
Co za głupota . Ta linia była jak ubezpieczenie, jak się nie spaliła chałupa to co straciliśmy bo niepotrzebnie płaciliśmy?
Andrzej
2017-10-19 17:52
I tak miliardy płyneły do obcego kapitału za uwaga gotowośc ,ale Rostowski doskonale wiedział co robi i nie za darmo.
Leszek
2017-10-18 22:18
Tylko że je i tak wyrzuci się teraz w błoto albo odda do toruńskiej skarbonki bez dna.
Pokaż wszystkie komentarze (351)