Najpopularniejszy w Polsce portal o finansach i biznesie
Płaca minimalna rośnie za wolno. „Podwyżka nie nadąża za rynkiem” - twierdzi prezes Impela

Płaca minimalna rośnie za wolno. „Podwyżka nie nadąża za rynkiem” - twierdzi prezes Impela

Grzegorz Dzik woli, żeby płaca minimalna wzrosła o więcej niż 5 proc. Fot. Impel
Grzegorz Dzik woli, żeby płaca minimalna wzrosła o więcej niż 5 proc.
Podwyżka płacy minimalnej o pięć procent to za mało - narzeka Grzegorz Dzik, prezes i współwłaściciel Impela. Chce płacić więcej pracownikom? Nie o to chodzi. Rynek pracy się szybko zmienia, a jego firmie trudno przekonać odbiorców usług do zmiany kontraktów. Na płacę minimalną krzywo patrzą już Ukraińcy.

Impel to drugi po Poczcie Polskiej największy pracodawca w Polsce. Z 60 tys. jego pracowników większość zarabia płacę minimalną. - To szacunkowo około 70 proc. pracowników - mówi money.pl Grzegorz Dzik, prezes i główny właściciel Impela.

Firma zajmuje się m.in. ochroną mienia i osób oraz usługami sprzątania. Zarobki w takich usługach nie należą do najwyższych. Duża część ludzi pracuje na umowę zlecenie.

Od 2018 roku stawka godzinowa płacy minimalnej pójdzie w górę o 70 gr. za godzinę, czyli o nieco ponad 5 proc. - tak uchwalił Sejm we wrześniu. Miesięcznie nie będzie można wypłacać mniej niż 2,1 tys. zł brutto, czyli 1,53 tys. zł na rękę.

Zobacz również: Pracownicy Poczty Polskiej dostaną w tym roku drugą podwyżkę

 

- Moim zdaniem podwyżka płacy minimalnej nie nadąża za rynkiem - mówi money.pl prezes Impela, Grzegorz Dzik. - Podwyżka ustawowa jest istotnym argumentem, by negocjować z klientami wyższą cenę. W kontraktach mamy uregulowane ustawowo prawo do waloryzacji ceny na skutek wzrostu płacy minimalnej, lub składek na ZUS - dodaje.

Skoro w ustawie zapisano mniejsze podwyżki niż to co się dzieje na rynku, Impel nie może teraz pójść do klientów i pokazać czarno na białym, że należą mu się większe pieniądze za usługi. Trzeba czekać do zakończenia kontraktu i potem negocjować nowe stawki. Przez ten czas są straty.

To jednak nie płaca minimalna wywołała największe koszty dla firmy, ale oskładkowanie umów zleceń ZUS. Te od 2016 muszą być opłacane w kwocie składek od minimalnego wynagrodzenia.

- Większym problemem dla nas niż płaca minimalna były dwie duże regulacje dotyczące umów zleceń. Pierwsza wprowadzała oskładkowanie umów zleceń do wysokości minimalnej płacy, druga wprowadzała stawkę ochrony wynagrodzenia minimalnego na zleceniach. Skala podwyższania kosztów w 2016 i 2017 roku łącznie przekroczyła 50 proc. - opisuje Dzik.

Część klientów nie zgodziła się na podwyżki.

- Oczekiwaliśmy w związku z tym waloryzacji kontraktów. Około 15 proc. klientów tego niestety nie zaakceptowało. Postanowili szukać innego wyjścia. Być może jeszcze do nas wrócą - zastanawia się.

Ministerstwo Sprawiedliwości ociągało się z podwyżką

Najciekawszym przypadkiem opornych na płace minimalne klientów było... Ministerstwo Sprawiedliwości. Rząd płacę minimalną podwyższa, ale ministerstwo przez długi czas wcale nie chciało płacić więcej za ochronę, czy sprzątanie. Na tym Impel stracił.

- W przypadku Ministerstwa Sprawiedliwości, w zakresie Systemu Dozoru Elektronicznego, w zasadzie aż półtora roku czekaliśmy na waloryzację umowy z tytułu wzrostu płacy minimalnej - opisuje prezes Impela. - Bardzo długo przyglądano się naszym propozycjom. W końcu je zaakceptowało - dodaje. Zgodnie ze słowami Grzegorza Dzika, w tym roku w tym ministerstwie negocjacje skończyły się jednak już bez problemów i przedłużania.

Na umowie z ministerstwem kierowanym przez Zbigniewa Ziobrę Impel stracił łącznie 15,3 mln zł, a tylko w tym roku 3,8 mln zł. Musiał po prostu płacić pracownikom więcej, a kontrakt był na starych zasadach. Dopiero w maju podpisano aneks.

Ukraińcy chcą już więcej niż płaca minimalna

- Rynek pracy zmienia się obecnie bardzo szybko. Spadło bezrobocie, rosną oczekiwania płacowe. Z naszego punktu widzenia podwyżka płacy minimalnej powinna być dostosowana do sytuacji na rynku pracy. Coraz trudniej znaleźć pracowników na wynagrodzenie minimalne - podaje Grzegorz Dzik.

Przeciętne wynagrodzenie w tym roku poszło w górę o niecałe 5 proc. W takim samym stopniu podwyższono i płacę minimalną. Problem w tym, że te najniższe wynagrodzenia rosną szybciej. Napływ pracowników ze Wschodu przez pewien czas zmienił rynek, ale nie na długo.

- Ukraińcy to zaledwie około 2 proc. zatrudnienia w Impelu. Wbrew pozorom wcale nie są już skłonni przyjmować płacę minimalną i szukają lepszych ofert. Muszą przecież zapłacić za hotel, czy inne lokum, utrzymać się. Nie mieszkają tu na stałe - podaje Grzegorz Dzik. Wskazuje przy tym, że w jego firmie nie pojawili się na razie Hindusi, o których napływie słychać było ostatnio na rynku.

Money.pl
Czytaj także
Polecane galerie
olek
2017-12-28 20:59
Dokładnie tak firma Dzika postawiła na człowieka i ta strategia się im sprawdza
edo
2017-12-19 21:02
Impel znacznie poprawił warunki swoim pracownikom, nie redukował zatrudnienia mimo że w branży było krucho. Dodatkowo podniósł płace.
burak
2017-12-19 15:01
On ma zakład pracy chronionej na wynagrodzenia daje mu Państwo z PFRON im większa płaca tym większa
dotacja -i natym zarabia
Pokaż wszystkie komentarze (283)