Trwa ładowanie...
Notowania
Przejdź na

Hajdarowicz chce zbudować w Brazylii raj za miliard dolarów. Zanim zacznie zbierać fundusze, nakręci tam film

83
Podziel się:

Załatwienie pozwolenia na budowę trwało trzy lata. Ale udało się. Raj, który w północno-wschodniej Brazylii chce zbudować polski biznesmen to teren wielkości dwóch i pół Wenecji, 6,5 km plaż, najbardziej znane hotele na świecie, a nawet park technologiczny. Ale na razie nie ma jeszcze na to pieniędzy. Dopiero za dwa lata spółka Hajdarowicza zacznie światowe road show, żeby pozyskać inwestorów. A póki co powstanie hollywoodzki film o handlu narkotykami przy użyciu dronów. To część akcji marketingowej brazylijskiej inwestycji Polaka wartej ponad 1 mld dol.

Hajdarowicz chce zbudować w Brazylii raj za miliard dolarów. Zanim zacznie zbierać fundusze, nakręci tam film
(Tomasz Gzell/PAP)

Załatwienie pozwolenia na budowę trwało trzy lata. Raj, który w północno-wschodniej Brazylii chce zbudować polski biznesmen, to teren wielkości dwóch i pół Wenecji, 6,5 km plaż, najbardziej znane na świecie hotele, a nawet park technologiczny. Na razie nie ma jeszcze na to pieniędzy. Dopiero za dwa lata spółka Grzegorza Hajdarowicza zacznie światowe road show, żeby pozyskać inwestorów. Do tego czasu powstanie film o handlu narkotykami przy użyciu dronów.

"Latające dywany nad Rio" - to tytuł produkcji Grzegorza Hajdarowicza, do której zdjęcia ruszą już 3 kwietnia. - To film fabularny opowiadający o handlu narkotykami przy użyciu dronów. To będzie film amerykański, bo realizowany przez moją spółkę z Los Angeles, ale będziemy starali się wykorzystać w nim jak najwięcej polskich elementów - mówi WP money Grzegorz Hajdarowicz.

Co to znaczy? - To jeszcze tajemnica. Domykamy właśnie różne umowy, dlatego więcej o tym będę mógł powiedzieć dopiero za kilka tygodni - odpowiada biznesmen. Wiadomo jednak, że film będzie kręcony w Rio de Janeiro i w Rio Grande do Norte.

Lokalizacja nie jest przypadkowa. Rio Grande do Norte to jeden z 26 stanów w północno-wschodniej części Brazylii. To tam Hajdarowicz chce zbudować swój raj. A film to część akcji marketingowej.

Ekoluksus. Wstęp tylko dla samochodów elektrycznych

Raj ma już nawet swoja nazwę - EcoEstrela. Obejmuje 330 tys. km 2, 6,5 km dzikiej plaży, wokół woda o temperaturze 30 stopni Celsjusza i 300 dni słonecznych w roku. Do tego dwa międzynarodowe lotniska w odległości 1-2 godzin jazdy samochodem i 6,5 godziny lotu z Europy, dokładnie z Lizbony.

Co się składa na raj? Hotele, pola golfowe, a nawet park technologiczny. Piotr Maj, człowiek Hajdarowicza odpowiedzialny za jego biznes w Brazylii zapewnia, że ten dziewiczy teren nie zostanie zamurowany. Będzie on wykorzystany jedynie w 20-25 proc.

Tak zresztą wynika z pozwolenia na budowę, które zostało wydane w marcu 2016 - jego uzyskanie trwało trzy lata.

Wizja jest taka: ma być przede wszystkim ekologicznie. Nowoczesne oczyszczalnie ścieków, program ochrony żółwi morskich i wjazd na teren wyłącznie samochodem elektrycznym. Dotyczy to zresztą nie tylko turystów. Bo to miejsce ma hołdować zasadzie "żyj i pracuj w raju".

- Dziś korporacje starają się przyciągnąć najlepszych pracowników, oferować jak najlepsze warunki pracy, a my im to damy. To idealne miejsce, żeby w centrach technologicznych najlepsi specjaliści mogli pracować i cudownie żyć - zachwala Piotr Maj, szef projektu EcoEstrela w Grupie Gremi.

Miliard dolarów jest dopiero na horyzoncie

Teren pod tę rajską inwestycję jest kupiony na własność przez spółkę Dragmor zarejestrowaną w Holandii. To spółka zależna innej spółki Grzegorza Hajdarowicza zarejestrowanej z kolei w Luksemburgu.

Dlaczego Holandia? Bo to jeden z siedmiu krajów, które mają podpisane z Brazylią umowy o unikaniu podwójnego opodatkowania. - Polska takiej nie ma, ale jeśli taka umowa zostanie zawarta, natychmiast możemy się przenieść z tą spółką do Polski - zarzeka się Hajdarowicz.

Jest więc teren, jest master plan i pozwolenie na budowę. Nie ma jednak jeszcze pieniędzy. A potrzeba ich będzie niemało. - Miliard dolarów, albo i euro - mówi Piotr Maj. Ale dolary czy euro to jednak różnica. - Powiedzmy, że kwota minimum to miliard dolarów, a maksimum to może być i nawet miliard funtów. Wszystko będzie zależało od koniunktury światowej - wyjaśnia Maj.

Żeby te pieniądze zdobyć, trzeba znaleźć inwestorów. Road show po świecie planowane jest na przełomie 2018 i 2019 roku.

- Plan jest taki: my dostarczamy wszystkie gotowe elementy dla potencjalnego inwestora, mówimy mu: tu masz dokumenty związane z terenem, zgodę na budowę, zespół prawników, firmę, która zarządza takimi wielkimi projektami, bank, który pomoże ci to sfinansować. W jakiej formie inwestorzy będą mogli w to zainwestować, to jest sprawa otwarta, ale prawdopodobnie powstanie po prostu sieć spółek zależnych. Liczymy, że będzie to od 5 do 10 dużych graczy - mówi Maj.

Jednak zanim nastąpi objazd po świecie z "panną na wydaniu", trzeba jeszcze dogadać się z hotelami, które będą chciały tam budować swoje obiekty. - Jeszcze w tym roku planujemy podpisać z największymi sieciami hotelarskimi na świecie listy intencyjne - mówi Maj. Jakimi? To też na razie tajemnica, bo nic jeszcze nie ma na papierze. - Jak podpiszemy, będziemy mieli pełniejszy obraz tej inwestycji i wtedy zorganizujemy światowe road show - wyjaśnia.

Kiedy w takim razie na te rajskie plaże wjadą buldożery? - Wszystko będzie zależało od tego, jaka będzie struktura inwestorska. Bo może przyjdzie jeden bardzo ważny inwestor i powie: "biorę wszystko", po czym od razu zacznie budowę. To może być już nawet 2019 rok. Projekt jest jednak tak skonstruowany, że można wykonać go w wielu fazach nawet w ciągu 20 lat - wyjaśnia Piotr Maj.

Wysłać inwestorów na film

- Brazylia jest w kryzysie, więc poszczególni gubernatorzy potrzebują wsparcia. To jest ten moment. Kiedy Brazylia wyjdzie z recesji, to go przegapimy - mówi Hajdarowicz, przekonując do swojej wizji.

Zależy mu, trochę już zainwestował, bo to projekt z rozmachem. Stąd i ten marketing - oprócz "Latających dywanów nad Rio" powstaną jeszcze dwa filmy długometrażowe kolejno w 2018 i 2019 r. Tym razem kręcone już wyłącznie w brazylijskim raju - Rio Grande do Norte.

Budżet na pierwszy film to 2 mln dolarów, następny ok. 5 mln, a ostatni nawet 7,5-10 mln dolarów.

- Rozmawiamy z koproducentami o jakiejś współpracy, ale to ja chcę trzymać stery jako główny producent - mówi Hajdarowicz.

Biznesmen chce, żeby dzięki tym filmom inni zakochali się w tej części świata tak jak on, kiedy w 2007 roku po raz pierwszy pływał tam na "kajcie". To jednak nie jedyny powód.

- W 2003 roku doszedłem do momentu, w którym biznes w Polsce już mocno rozwinąłem. Zatrudniałem 2,5 tys. ludzi i miałem wiele różnych firm. I wtedy przeanalizowałem historię swojej rodziny. Wyszło mi, że przez ostatnie 200 lat co 40 lat wychodzimy na zero z biznesem w Polsce. A ponieważ odkąd ja na nowo zacząłem odbudowywać biznes i pozycję finansową minęło już 26 lat, uznałem, że trzeba zacząć dywersyfikację - mówi Grzegorz Hajdarowicz.

W Polsce Hajdarowicz zajmuje się m.in. inwestycjami kapitałowymi jako właściciel NFI Jupiter. W ramach Gremi Film Production produkuje filmy, dotąd ma na koncie sześć filmów fabularnych - w tym "Pod powierzchnią" czy "Nightwatching".

Pod parasolem spółki KCI Hajdarowicz działa również w branży nieruchomościami - sprzedaje deweloperom grunty wraz z projektami i pozwoleniami na budowę. Bardziej jednak jest znany z medialnej części biznesu KCI - czyli m.in. prób biznesowej transformacji "Rzeczpospolitej" czy "Przekroju" (ten ostatni projekt nie wypalił, tytuł wrócił na rynek z inną ekipą jako kwartalnik).

Czy wyjdzie mu w Brazylii? To nie zależy tylko od niego. Powiedzieć, że sytuacja polityczna w Brazylii jest niestabilna to nic nie powiedzieć. Z powodu afery korupcyjnej w Petrobrasie - państwowej spółce wydobywającej ropę naftową - w więzieniu siedzą szefowie dziesięciu największych firm budowlanych w Brazylii. W tę aferę umoczona jest ponad połowa deputowanych tamtejszego parlamentu, przewodniczący obu izb parlamentu siedzą w aresztach, a prezydent Dilma Rousseff została usunięta ze stanowiska w procedurze impeachmentu. Mimo że ona akurat miała chyba najmniej na sumieniu.

Władzę przejął za to wiceprezydent Michel Temer, który sam ma na koncie wyroki i zakaz sprawowania władzy na osiem lat. A WikiLeaks twierdzi, że od lat szpieguje na rzecz USA, o czym pisaliśmy w WP money.

W 2018 roku Brazylię czekają wybory. To może być nowe otwarcie, ale wcale nie musi. Klasa polityczna jest skompromitowana, a scena polityczna jest tak poszatkowana, że powyborcza układanka prawdopodobnie wcale nie będzie łatwa. I może nie przynieść przewidywalności, którą tak lubią inwestorzy.

wiadomości
gospodarka
Źródło:
money.pl
KOMENTARZE
(83)
jaco
rok temu
przecież to są wszystko postawieni ludzie figurancie robia listy najbogatszych ale to teatrzyk niczym zielona gęs za kurtyna karte rozdaja inni oni maja tylko działe
brasilia
5 lata temu
Dlatego warto kupować KCI tym bardziej że cena oscyluje zaledwie w pobliżu złotówki
r.narcillo
5 lata temu
oczywiście będzie to "czeski film".....
manie
5 lata temu
---,(---)Hej, wpadłem dziś na ciekawy serwis s aukcjami od zeta how-it-w.ml Jeszcze chyba mało znany i łatwo coś wygrać
agresssor
5 lata temu
w Polsce już tych parków wybudowali sporo .teraz pora polską myśl wypuścić na szeroki świat . utopia to nasza druga twarz .
...
Następna strona