Notowania

Według Prawa wodnego na kościoły deszcz nie pada. Podatku od deszczówki nie zapłacą

Rząd nie rezygnuje z podatku od deszczu. Płacić go mają już jednak nie wszyscy, a tylko właściciele dużych zabudowanych gruntów. Od tej zasady jest jeden wyjątek. Z opłaty zwolnione mają być kościoły i związki wyznaniowe.

Podziel się
Dodaj komentarz
(Piotr Kamionka/REPORTER)

Rząd nie rezygnuje z podatku od deszczu. Płacić go mają jednak nie wszyscy, a tylko właściciele dużych zabudowanych gruntów. Od tej zasady jest jeden wyjątek. Z opłaty zwolnione mają być kościoły i związki wyznaniowe.

Rząd cały czas pracuje nad nowym Prawem wodnym. Ostatni projekt zakłada wprowadzenie opłaty "za zmniejszenie naturalnej retencji". Pod tą nazwą kryje się po prostu nowy podatek od deszczu i roztopów. Chcą go gminy, które płacą dziś za odprowadzanie ścieków kanalizacją deszczową, bo woda nie wsiąka w grunt przez beton, kostkę brukową czy asfalt.

Pierwotnie planowano, by nowa opłata objęła wszystkich. Szacowano, że właściciel domku jednorodzinnego będzie musiał wydać ok. 10 zł miesięcznie. Taka opłata obowiązuje już np. we Wrocławiu. Samorząd wprowadził ją z własnej inicjatywy i rocznie zbiera z tego tytułu ok. 5 mln zł.

W aktualnym projekcie daniną objęte mają być wskazane przez gminę tereny. Płacić będą musieli właściciele nieruchomości o powierzchni ponad 3500 mkw. oraz ci, którzy zabudowali swoją działkę w co najmniej 70 proc., a w okolicy brakuje kanalizacji deszczowej.

Opłata dotyczyć może więc przede wszystkim magazynów, sklepów wielkopowierzchniowych, biurowców, ale także spółdzielni czy wspólnot mieszkaniowych. W praktyce każdego większego budynku. Od tej zasady zrobiono jeden wyjątek. Jak zwraca uwagę "Dziennik Gazeta Prawna", opłaty nie będą uiszczane przez kościoły i związki wyznaniowe.

Ten pomysł nie podoba się samorządowcom. Może on być wykorzystywany nie tyle do niepłacenia za budynki kościelne, co do optymalizacji podatkowej. Przepis zwalnia bowiem z podatku samą instytucję, a nie tylko budynki sakralne.

Gazeta przypomina, że dzięki temu składki nie zapłaci przykładowo ojciec Tadeusz Rydzyk za planowany przez niego kompleks spa Termy Toruńskie. Na zwolnienie liczyć może też Archidiecezja Warszawska za wieżowiec Roma Tower czy zakon pijarów za krakowski biurowiec Astris.

- Projekt nowego Prawa wodnego stanowi o zwolnieniu o charakterze podmiotowym. Tym samym opłat za usługi wodne za zmniejszenie naturalnej retencji terenowej nie będą ponosić podmioty enumeratywnie wskazane w tym przepisie, czyli kościoły i związki wyznaniowe, bez względu na to, jakie obiekty budowlane zrealizują - wyjaśnia Mateusz Faron z Kancelarii Radców Prawnych Zygmunt Jerzmanowski i Wspólnicy.

Oczywiście przepis zwalnia wszystkie związki wyznaniowe i kościoły. Jeśli więc podobne niesakralne obiekty postawi gmina żydowska czy Kościół Adwentystów, to także nic nie zapłacą.

- Z punktu widzenia deszczówki, to każdy budynek wygląda tak samo. Nie ma więc znaczenia, czy deszcz pada na kościół czy supermarket. Woda nie wsiąka przez nie w grunt i tyle - komentuje w rozmowie z WP money Maciej Lorek, szef wydziału środowiska w Gdańsku.

Poza zwolnieniem dla kościołów ustawodawca nie chce też pieniędzy za drogi publiczne i tory kolejowe. Innych ulg nie ma. Samorządy, które będą ściągać nowy podatek, zbytnio się na nim nie obłowią. Trafić do nich ma jedynie 10 proc. zebranej kwoty. Reszta zasili konto nowo powstałej instytucji Wody Polskie. Według Ministerstwa Środowiska, które jest autorem projektu Prawa wodnego, roczne wpływy z tego tytułu to 300-400 mln zł.

Samorządy nie do końca są z tego zadowolone. Dziś muszą bowiem płacić za deszczówkę, która spływa ich kanalizacją. Wydaję też pieniądze na meliorację.

- Płacić powinni wszyscy. Niech to będzie nawet niewielka początkowo opłata, ale niech każdy Kowalski zrozumie, że jego dom i podjazd do garażu zmniejszają retencję i dla samorządu są kosztem. Opłata powinna mieć wymiar edukacyjny - mówi Lorek.

Jak dodaje, to właśnie zabetonowanie miast powoduje największe szkody powodziowe. Przekonuje, że choć głośno w mediach jest o powodziach związanych z Wisłą czy Odrą, to jednocześnie statystyki wskazują, że najwięcej pieniędzy samorządy wydają na remonty spowodowane przez lokalne podtopienia wynikające właśnie ze zmniejszenia retencji.

Czy rząd zdecyduje się na zmianę w tym zakresie? Tego nie wiadomo. Na razie projekt Prawa wodnego utknął w martwym punkcie. Rząd przyjął go wprawdzie w połowie października, ale od tego czasu nie trafił on do Sejmu. Poprawki nanieść ma jeszcze do niego Ministerstwo Środowiska. Swoje uwagi zgłasza też resort Gospodarki Morskiej i Żeglugi Śródlądowej.

To nie jedyny zapis w nowym Prawie wodnym, który *wzbudził w ostatnim czasie kontrowersje. Wcześniej mowa była o tym, że z powodu nowych przepisów mają wzrosnąć ceny wody. Jedna decyzja samej premier Beaty Szydło ukróciła spekulacje o podwyżkach. Więcej na ten temat w: *Pomysł PiS uderzy w żeglarzy i środowisko? "Mazury zamienią się w szambo"

Tagi: prawo wodne, wiadomości, gospodarka, podatki, najważniejsze, gospodarka polska
Źródło:
money.pl
komentarze
+1
+1
ważne
smutne
ciekawe
irytujące
Napisz komentarz
29-12-2016

rolnikOczywiście w przypadku suszy będą mi dowozić wodę za darmo. Naprawdę ktoś w PiSie prochy udostępnia.

29-12-2016

Grzegorz_TŻeby móc cokolwiek naliczać to wymagany jest odbiór deszczówki z licznikiem. A co będzie gdy wskazany budynek nie posiada instalacji do odbioru … Czytaj całość

29-12-2016

Grzegorz_TCzas zacząć naliczać podatek od utraty samopoczucia z powodu GŁUPOTY PiS nam panujących w Polsce. Ewidentnie ten artykuł to albo podpucha WP, albo … Czytaj całość

Rozwiń komentarze (969)