Azja broni się przed szokiem paliwowym. Gospodarki walczą
Wybuch wojny w Iranie wywołał potężny wstrząs na rynkach surowcowych, uderzając w państwa azjatyckie, które pozyskują ponad 80 proc. ropy i skroplonego gazu ziemnego przez Cieśninę Ormuz. Jak analizuje "The Wall Street Journal", po dwóch miesiącach trwania konfliktu okazuje się jednak, że najzamożniejsze kraje regionu potrafiły zamortyzować to uderzenie.
Państwa Azji skutecznie odpierają kryzys energetyczny wywołany wojną w Iranie. Zobacz, jak potęgi gospodarcze radzą sobie z szokiem paliwowym na rynku. Działania krajów regionu pokazują, że silne gospodarki są w stanie – przynajmniej krótkoterminowo – odizolować się od najgorszych skutków szoku podażowego.
To wyraźna zmiana w porównaniu z pierwszymi tygodniami konfliktu, gdy w obliczu widma potężnego szoku naftowego w wielu państwach azjatyckich panicznie szukano oszczędności, a nawet skracano tydzień pracy. Dziennik zauważa jednak, że obecny sukces potęg nie rozkłada się równomiernie, a państwa o niższych dochodach wciąż zmagają się z poważnym kryzysem energetycznym.
Prezes UOKiK w "Biznes Klasie". "Raz miałem wbity nóż w oponę". Premiera w niedzielę o 17:00
Cięcia zużycia i państwowe dotacje w dobie kryzysu
Wyjątkowo ostro kryzys odczuła Korea Południowa, której zorientowana na eksport gospodarka jest silnie uzależniona od importu surowców. Prezydent tego kraju, Lee Jae Myung, określił sytuację na Bliskim Wschodzie mianem "wojny o byt ludzi". W odpowiedzi na rosnące koszty, południowokoreańska administracja po raz pierwszy od dziesięcioleci wprowadziła górne limity cen paliw.
Rząd w Seulu podjął również szereg działań oszczędnościowych i osłonowych. Urzędnikom zalecono rzadsze korzystanie z samochodów w drodze do pracy, a obywateli poproszono o branie krótszych pryszniców. Ponadto, jak odnotowuje "WSJ", tamtejszy parlament zatwierdził pakiet pomocy ratunkowej, z którego część przeznaczono na bezpośrednie dotacje gotówkowe (równowartość około 400 dolarów) dla obywateli o najniższych dochodach, najbardziej narażonych na skutki energetycznej inflacji.
Dzięki intensywnej dyplomacji, w tym wizytom specjalnych wysłanników w krajach takich jak Zjednoczone Emiraty Arabskie, Arabia Saudyjska czy Kazachstan, Korei Południowej udało się zabezpieczyć dostawy energii na poziomie 80 proc. normalnego importu. Neal Won, główny analityk w S&P Global, w rozmowie z amerykańskim dziennikiem ocenił, że kraj ten wydaje się być w stanie przetrwać wstrząsy naftowe do lipca lub sierpnia "bez ogromnych szkód dla gospodarki".
Rezerwy ropy i długoterminowa strategia potęg
Zupełnie inną taktykę przyjęła Japonia. Kraj ten dysponuje potężnymi, wystarczającymi na ponad 250 dni rezerwami ropy naftowej – największymi wśród państw uprzemysłowionych. Władze w Tokio zadeklarowały, że dotychczasowa sytuacja wymaga naruszenia zaledwie ułamka tych zapasów. Z obawy przed politycznymi konsekwencjami, japoński rząd unika na razie wzywania obywateli do drastycznego ograniczania zużycia energii. Zamiast tego wykorzystuje swoją siłę finansową, oferując wielomiliardowe pożyczki ratunkowe sąsiadom z Azji Południowo-Wschodniej.
Z kolei Chiny przygotowywały się na podobny scenariusz od lat. Pekin intensywnie subsydiował rozwój pojazdów elektrycznych, zwiększał krajowe wydobycie ropy i zacieśniał więzi energetyczne z Rosją. Według analityków cytowanych przez "WSJ", węgiel odpowiada obecnie za ponad połowę zużycia energii w Chinach, podczas gdy ropa stanowi mniej niż jedną piątą. Mimo to, chińska dyplomacja również włączyła się w próby ustabilizowania sytuacji na Bliskim Wschodzie. Chińskie Ministerstwo Spraw Zagranicznych poinformowało, że przywódca kraju Xi Jinping w rozmowie telefonicznej z saudyjskim księciem koronnym wezwał do "natychmiastowego i kompleksowego" zawieszenia broni. – Cieśnina Ormuz powinna utrzymać normalny przepływ – oświadczył Xi Jinping.
Globalne skutki szoku naftowego
Temat bezpieczeństwa dostaw w cieniu bliskowschodniego konfliktu pozostaje jednym z najbardziej gorących zagadnień gospodarczych ostatnich miesięcy. Eskalacja działań wojennych i problemy z żeglugą przez Cieśninę Ormuz wywołały prawdziwy ubezpieczeniowy szok na morzu, drastycznie windując koszty frachtu surowców energetycznych. Uderzyło to z całą siłą w globalny system logistyczny, zmuszając eksporterów do szukania droższych, alternatywnych tras.
Choć obecnie uwaga rynków skupia się głównie na Azji, analitycy w ostatnich tygodniach wielokrotnie przypominali, że problem ma charakter globalny. Kryzys w logistyce surowcowej stopniowo rozlewa się na inne regiony, a idąca w stronę Europy fala naftowego szoku może wymusić włączenie trybu awaryjnego także na Starym Kontynencie. Równie poważnym zagrożeniem pozostają zakłócenia w handlu LNG, co w ostatecznym rozrachunku może oznaczać kolejny szok gazowy, docelowo uderzający w portfele konsumentów na całym świecie.
Eksperci ostrzegają jednak, że obecne sukcesy azjatyckich potęg mogą okazać się nietrwałe. Jeśli przedłużające się napięcia geopolityczne i ewentualne załamanie negocjacji doprowadzą do długotrwałego odcięcia dostaw z Zatoki Perskiej, kryzys paliwowy w końcu uderzy z pełną siłą nawet w najbogatsze rynki, co nieuchronnie przełoży się na globalną gospodarkę.