Zaczęło się w Azji, fala idzie do Europy. Włączymy tryb awaryjny?
Szef Shella ostrzega przed niedoborami energii w Europie. MEA mówi o największym szoku podażowym w historii rynków naftowych. Choć słowo reglamentacja rzadko pada z ust polityków, to w kuluarach debata na ten temat już trwa. - Jeżeli zacznie się korzystanie z rezerw, to scenariusze awaryjne mogą wejść w życie - mówi Dawid Czopek, ekspert rynku paliwowego.
Zablokowanie cieśniny Ormuz przez Iran wywróciło globalne rynki surowcowe. Skutki trwającej na Bliskim Wschodzie wojny docierają teraz do europejskich stacji benzynowych. Analitycy i unijni decydenci coraz głośniej mówią o konieczności wdrożenia planów awaryjnych, a słowo "reglamentacja" - choć rzadko padające z ust polityków - staje się elementem debaty.
Dawid Czopek, ekspert paliwowy i zarządzający Polaris FIZ, w rozmowie z money.pl precyzyjnie wyjaśnia mechanizmy rządzące obecną sytuacją na stacjach i w rafineriach. Czy kryzys uderza w Europę i Polskę w równym stopniu?
"Gdzie oni byli dwa tygodnie temu?". Kierowcy oceniają decyzję rządu
Polacy tankują paliwo z różnych rafinerii
- Tu pewne znaczenie ma geografia - tłumaczy ekspert. - Rynek paliw to rynek globalny, nie krajowy - tłumaczy Dawid Czopek. - Paliwo, w tym diesel, do Polski kupowaliśmy kiedyś przede wszystkim z Rosji i Białorusi, ale potem z krajów Zatoki Perskiej, Indii i wielu innych - dodaje.
Naturalnie importerzy sprowadzają też paliwo z krajów ościennych, ale na zachodzie Polski jest sporo paliwa z rafinerii Schwedt i Leuna, w Małopolsce z dawnego Slovnaftu, czyli z rafinerii w Bratysławie, ale też z OMV pod Wiedniem. W Polsce mamy wystarczające moce na około dwie trzecie diesla i większość benzyny. Benzyny też importujemy, ale rafineria w Możejkach należąca do Orlenu ma duże zdolności w zakresie produkcji benzyn, za duże na kraje bałtyckie, więc dostarcza paliwo do Polski - tłumaczy ekspert.
Prawdziwe zagrożenie może dopiero nadejść
Zwraca również uwagę na kluczowe zagrożenia, które mogą zmaterializować się w najbliższych tygodniach.
Jeżeli będzie można kupić paliwo na świecie, to go nie zabraknie też w Polsce, ale jeżeli zacznie się korzystanie z rezerw, to scenariusze awaryjne i ograniczenia w eksporcie mogą być rozgrywane - tłumaczy.
Zdaniem eksperta problemy wcale nie muszą być wywołane przez światową niedostępność ropy. - Myślę, że dzisiaj większym wyzwaniem jest logistyka, czyli właściwe zaopatrzenie stacji przy granicach, niż sama dostępność paliwa. Ale i to może się zmienić, szczególnie w przypadku dalszej blokady cieśniny oraz ataków na bliskowschodnie rafinerie. Problemem są też uszkodzenia rafinerii rosyjskich i terminali wysyłowych na Bałtyku - mówi Dawid Czopek.
Może się zdarzyć, że zwiększy się konkurencja o paliwo. W maju zdecydowanie wzrasta zapotrzebowanie na benzynę, to tak zwany driving season (okres zwiększonego ruchu na drogach - red.) na półkuli północnej i marże na tym paliwie mogą się zwiększać - podsumowuje Dawid Czopek.
To wszystko przekładać się będzie na wyższe ceny, lokalne braki, kolejki, ale nie na dostępność paliwa w ogóle. Polska ma zabezpieczone rezerwy ropy naftowej i paliw gotowych wystarczające na ponad 90 dni. Jest to zgodne z wymogami Międzynarodowej Agencji Energetycznej (MAE). Jednocześnie Ministerstwo Energii zapewniło we wtorkowym komunikacie, że obecnie nie ma podstaw do uruchomienia rezerw strategicznych, ponieważ płynność dostaw jest utrzymana.
"Fala przeniesie się do Europy"
Co z resztą Europy? Już przed tygodniem szef koncernu Shell ostrzegał, że niedobory energii mogą dotknąć Europę już w najbliższych tygodniach. Wael Sawan podczas branżowej konferencji w Teksasie wprost przyznał, że zapewnienie dostaw surowców stało się kwestią bezpieczeństwa narodowego. Wyjaśniał, że na półkuli północnej rozpoczyna się sezon letnich podróży i zapotrzebowanie na paliwa różnego rodzaju - w tym lotnicze - rośnie.
Azja Południowa już to odczuła. W kwietniu fala przeniesie się do Azji Południowo-Wschodniej i Północno-Wschodniej. Następnie - i to w większym stopniu - przeniesie się do Europy - przestrzegał Sawan.
W obliczu tak potężnego tąpnięcia podażowego europejscy decydenci zaczynają otwarcie mówić o konieczności zmiany przyzwyczajeń obywateli. Unijny komisarz do spraw energii Dan Jorgensen ostrzegł, że rynki nie wrócą do normy nawet w przypadku natychmiastowego zawarcia pokoju na Bliskim Wschodzie. Choćby dlatego, że infrastruktura w rejonie konfliktu została poważnie zniszczona. Komisarz zaapelował o unikanie reakcji na poziomie narodowym, które mogłyby wysłać rynkom dezinformujące sygnały.
Zamiast polegać wyłącznie na mechanizmach obniżających ceny na stacjach, Bruksela sugeruje sięgnięcie po plany awaryjne. Zalecenia Międzynarodowej Agencji Energetycznej obejmują między innymi upowszechnienie pracy zdalnej, obniżenie limitów prędkości na autostradach, promowanie transportu publicznego czy współdzielenie samochodów. Choć słowo reglamentacja rzadko pada z ust czołowych polityków, to w kuluarach i w środowisku akademickim debata na ten temat już trwa.
Międzynarodowa Agencja Energetyczna w swoim komunikacie podkreśla, że kryzys energetyczny wywołany rosyjską inwazją na Ukrainę wiązał się z ubytkiem rzędu miliona baryłek dziennie. Obecna sytuacja oznacza wyrwę w rynku wielokrotnie większą, szacowaną na kilkanaście milionów baryłek. Analitycy rynków surowcowych z kolei ostrzegają, że tak gigantycznego braku nie da się w żaden sposób szybko zrekompensować alternatywnymi źródłami.
Turystyka paliwowa może pogłębić problem w Polsce
Zaburzenia na globalnych rynkach błyskawicznie przekładają się na codzienne życie mieszkańców Europy Środkowej. Różnice w cenach i dostępności surowca wywołały turystykę paliwową na terenach przygranicznych. Zjawisko to jest szczególnie widoczne na zachodniej granicy Polski, gdzie kierowcy z Niemiec przyjeżdżają tankować swoje pojazdy.
Niepewność dotycząca rynku paliw wzrasta na skutek niejednoznacznych sygnałów zza oceanu. Prezydent Donald Trump w jednym ze swoich wpisów zasugerował, że państwa cierpiące z powodu niedoborów paliwa muszą zacząć radzić sobie same.
" (...) zbierzcie się na odwagę, udajcie się do cieśniny i po prostu je WEŹCIE. Będziecie musieli nauczyć się walczyć o siebie, USA nie będą już wam pomagać, tak jak wy nam nie pomogliście. Iran został w zasadzie zniszczony. Najtrudniejsze za nami. Idźcie po swoją ropę!" - napisał we wtorek prezydent USA.
Wobec tych zagrożeń europejscy decydenci zaczęli bić na alarm z wyprzedzeniem, obawiając się powtórki ze spowolnienia gospodarczego z poprzednich lat. Niedawno Francja oceniła, że hipoteza o jedynie przelotnym kryzysie przestała być aktualna.
W odpowiedzi na rosnące ceny surowców, dyskusja o radykalnych krokach przyspieszyła, a w przestrzeni publicznej zaczęto szukać mechanizmów oszczędnościowych - wśród wymienianych przez ekspertów rozwiązań pojawił się między innymi pomysł na niższy limit prędkości na drogach, co miałoby doraźnie zredukować globalny popyt na paliwa.
Robert Kędzierski, dziennikarz money.pl