CPN osłania portfele Polaków. Ale rachunek za "doraźną tabletkę" będzie bardzo słony
Z jednej strony silny cios dla kasy państwa, z drugiej łagodzenie inflacji. Fiskalne skutki rządowego pakietu CPN mają dwa oblicza. Podobnie jak te dotykające Polaków bezpośrednio. Niższa cena paliwa w detalu to oszczędność dla portfela, ale też - jak słyszymy od ekspertów - realne ryzyko deficytów na przygranicznych stacjach.
Od wtorku na polskich stacjach benzynowych obowiązują nowe, odgórnie ustalone limity cenowe. Zgodnie z obwieszczeniem Ministra Energii opublikowanym w Monitorze Polskim, litr benzyny 95 ma kosztować nie więcej niż 6,16 zł, benzyny 98 maksymalnie 6,76 zł, a oleju napędowego 7,60 zł. Równolegle weszła w życie obniżona do 8 proc. stawka podatku VAT na paliwa. Jak poinformował przed wtorkowym posiedzeniem rządu premier Donald Tusk, to nadzwyczajna interwencja państwa w mechanizmy cenowe, będąca odpowiedzią na globalny kryzys.
– Dzięki rządowemu pakietowi obniżek cen paliw CPN (Ceny Paliw Niżej) kierowcy zaoszczędzą ok. 60 zł przy tankowaniu 50-litrowego baku – ocenił szef rządu. – Nasz mechanizm CPN nie ma wpływu na to, ile paliwa kosztują na giełdach światowych. Jak państwo zauważyliście, wojna a także pewien typ ekspresji politycznej polityków zaangażowanych w tę wojnę, szczególnie prezydenta Stanów Zjednoczonych, powodują, że te wahania są dość dynamiczne.
"Gdzie oni byli dwa tygodnie temu?". Kierowcy oceniają decyzję rządu
Polityczna obrona interwencji i widmo kar
Przedstawiciele rządu argumentują, że w warunkach dużej zmienności na rynkach surowców konieczne było zastosowanie niestandardowych narzędzi chroniących konsumentów. Wicepremier i minister cyfryzacji Krzysztof Gawkowski na antenie Radiowej Trójki w programie "Bez Uników" odniósł się do krytyki ze strony opozycji, tłumacząc różnice między obecnymi działaniami a polityką poprzedników.
Stanęliśmy na wysokości zadania w sytuacji trudnej i w chwili próby. Wojna na Bliskim Wschodzie nie wydaje się szybko kończyć. Ten konflikt będzie narastał. Ceny paliw idą do góry w strasznym tempie. (...) Perspektywa jest na pewno niedobra, więc trzeba było reagować i ta reakcja w Polsce nastąpiła – powiedział Gawkowski.
- Rząd PiS wprowadzał obniżki paliw, ale nie zrobił tego, co my zrobiliśmy, czyli zagwarantowania maksymalnej ceny. Żeby nie wykorzystywać tego, że niższa jest akcyza i VAT, a jednocześnie, żeby ci, co sprzedają, zarabiali - dodał.
Wicepremier zapowiedział również, że za ewentualne spekulacje cenami paliw mogą grozić kary. – To nie jest czas na zarabianie grubych pieniędzy. To jest czas na to, żebyśmy wzajemnie sobie pomagali – dodał. Odnosząc się do czasu trwania programu, polityk wskazał, że ustawa daje ministrowi finansów możliwość regulowania stawek przez trzy miesiące, czyli do końca czerwca, z opcją przedłużenia w trybie nadzwyczajnym, jeśli wojna będzie się przedłużać.
Tarcza słono kosztuje. Eksperci ostrzegają przed skutkami
Koszty tej operacji dla państwowej kasy są jednak znaczące. Według danych Ministerstwa Finansów, pakiet CPN do końca czerwca pochłonie łącznie ok. 4,8 mld zł. Minister Andrzej Domański wyliczył, że obniżenie stawki VAT kosztuje budżet 900 mln zł miesięcznie, a obniżenie akcyzy kolejne 700 mln zł, co nazwał "poważnymi wydatkami".
Ekonomiści w rozmowach z money.pl zwracają uwagę na długofalowe konsekwencje rynkowe i fiskalne wprowadzonych rozwiązań. Dr Piotr Arak, główny ekonomista Velo Banku, wskazuje na potencjalne problemy z podażą, wynikające ze sztucznego zaniżenia cen detalicznych.
– Diesla i tak dużo przyjeżdża z zachodu (ok. 30 proc.), więc ten kierunek jest szczególnie ważny. Gdy cena jest sztucznie niższa, ludzie kupują więcej, a część paliwa znika z rynku krajowego. W efekcie może go zabraknąć lokalnie – najpierw przy granicy, zanim problem rozleje się dalej w kraju - wskazuje.
Regulacja cen zawsze powoduje, że mamy problemy z podażą. Kiedy Węgry regulowały ceny cukru, działo się to samo, przy paliwie nie należy spodziewać się innych efektów. Możliwe więc, że będziemy mieć ograniczenia w dostępie do tańszych paliw dla cudzoziemców – ostrzega dr Arak dla money.pl.
Ekspert Velo Banku zwraca również uwagę na narastający problem kosztów budżetowych w przypadku przedłużania programu.
– Rządowe "mrożenie cen" działa jak klasyczny środek przeciwbólowy: szybko przynosi ulgę, ale nie leczy przyczyny. Przy koszcie rzędu 1,6 mld zł miesięcznie mówimy o około 4,8 mld zł za kwartał, co jest jeszcze skalą do "wchłonięcia" przez budżet bez istotnego naruszenia równowagi fiskalnej - wskazuje ekonomista.
Problem zaczyna się wtedy, gdy rozwiązanie tymczasowe staje się półtrwałe: po pół roku to już blisko 10 mld zł, a po roku niemal 20 mld zł – czyli poziom, który zaczyna realnie konkurować z innymi wydatkami publicznymi i podbija deficyt o prawie 0,5 proc. PKB. OECD w ostatnim raporcie przestrzega przed utrzymywaniem długotrwałym takiego rozwiązania, ale im bliżej będzie do wyborów, tym trudniej będzie mechanizmy pomocowe wycofać rządzącym, a koszt fiskalny będzie rósł – dodaje Piotr Arak.
Z kolei Mateusz Sutowicz, Senior Economist w Biurze Analiz Makroekonomicznych ING, przypomina w komentarzu dla money.pl o planach wprowadzenia nowego podatku, który ma zrekompensować ubytki w państwowej kasie.
– Sytuacja budżetowa pozostaje trudna, stąd – z punktu widzenia Ministerstwa Finansów - jakiekolwiek nowe wydatki stają się dość problematyczne. Zwłaszcza że stan finansów publicznych jest monitorowany przez agencje ratingowe. Koszty dla budżetu państwa z tytułu obniżki VAT i akcyzy to łącznie 1,6 mld miesięcznie.
Należy jednak pamiętać, iż jednocześnie – o czym usłyszeliśmy w ubiegłym tygodniu na konferencji programu Ceny Paliwa Niżej – rząd pracuje nad podatkiem od nadmiarowych zysków koncernów paliwowych (tzw. windfall tax). W zależności od ostatecznego czasu trwania obniżki podatków na paliwo będzie on niwelował uszczerbek wpływów do budżetu z tytułu programu CPN. Należy mieć również na uwadze, iż rynkowe scenariusze w większości zakładają ustabilizowanie sytuacji wokół Iranu do końca drugiego kwartału – podsumowuje Sutowicz.
Prace nad podatkiem od nadmiarowych zysków potwierdził wicepremier Gawkowski, zaznaczając, że projekt ministra Domańskiego może być gotowy w najbliższych tygodniach.
Tak CPN obniży inflację
Wprowadzenie pakietu CPN zbiega się z publikacją najnowszych danych Głównego Urzędu Statystycznego. Według szybkiego szacunku GUS, ceny towarów i usług konsumpcyjnych w marcu wzrosły o 3 proc. w ujęciu rocznym, a w porównaniu z lutym wzrosły o 1 proc. Analitycy są zgodni, że rządowa interwencja na rynku paliw mocno zaważy na kolejnych odczytach inflacyjnych.
Mogło być jednak gorzej. Ekonomiści PKO BP w komentarzu dla PAP ocenili, że marcowy wynik jest niższy, niż przewidywali - i to właśnie dzięki paliwom. – Głównym źródłem pozytywnego zaskoczenia był niższy od zakładanego wzrost cen paliw (15,4 proc. m/m zamiast 20 proc.+ m/m) - wyliczają analitycy. - Poza tym poniżej naszych założeń uplasowały się ceny żywności, które nie zmieniły się m/m. Inflacja bazowa w marcu nie zmieniła się istotnie (szacujemy 2,5 proc.-2,6 proc. r/r). Na razie szok paliwowy nie rozlewa się więc na pozostałe segmenty koszyka inflacyjnego – dodali.
Według ekspertów PKO BP, stabilizacja cen żywności to efekt globalnego spadku cen towarów rolnych oraz ostrej konkurencji między sieciami handlowymi. Przewidują oni, że działania rządu przyniosą wymierne skutki już w kolejnym miesiącu.
– Oczekujemy niewielkiego spadku inflacji CPI w kwietniu, głównie za sprawą wpływu CPN. Scenariusz pozostaje jednak niepewny i wrażliwy na przebieg konfliktu na Bliskim Wschodzie i zmiany na krajowym rynku paliw. RPP powinna pozostawać w trybie wait-and-see, aż do ewentualnej normalizacji sytuacji na rynku surowców energetycznych. W przypadku deeskalacji, niższy od zakładanego wzrost inflacji w marcu zwiększałyby szansę na możliwość obniżki stóp procentowych o 25 pb jeszcze w tym roku – podali.
Co ze stopami procentowymi?
Nieco inną perspektywę na politykę monetarną mają ekonomiści Banku Pekao, którzy w swoim komentarzu dla PAP również zakładają wyraźny spadek inflacji dzięki pakietowi CPN, ale wykluczają cięcia stóp procentowych.
– W porównaniu do poprzedniego miesiąca ceny konsumpcyjne wzrosły przeciętnie o 1 proc., ale w przeważającej mierze był to "czysty" efekt wyższych cen paliw. Wstępny odczyt zaskoczył jednak niższą figurą od oczekiwań (...). Przy tak gwałtownych ruchach rozbieżności się zdarzają i nie można wykluczyć rewizji w finalnym odczycie w połowie kwietnia – wskazali ekonomiści Banku Pekao.
Analitycy ci dodają, że wpływ czynników geopolitycznych widoczny jest na razie wyłącznie na stacjach benzynowych, a inflacja bazowa utrzymała się na poziomie 2,5-2,6 proc. Zagrożeniem pozostają jednak ceny nawozów, które mogą z opóźnieniem podbić koszty produkcji rolnej.
– Z kolei w kwietniu oczekujemy wyraźnego spadku inflacji CPI – sam efekt właśnie wprowadzonego pakietu CPN obniży główny wskaźnik o ok. 0,6 pkt proc., sprowadzając inflację w okolice 2,5 proc. r/r. Niewykluczone więc, że marcowe 3 proc. r/r okaże się lokalnym maksimum w tym roku – prognozują analitycy Pekao. – Dlatego nie oczekujemy zmian stóp procentowych w tym roku. RPP pozostanie ostrożna w warunkach podwyższonej niepewności. Rynki zagalopowały się z wycenianiem podwyżek stóp w odpowiedzi na szok podażowy. Skala wpływu szoku na inflację i wzrost gospodarczy będzie mniejsza niż w 2022 r. – podsumowali eksperci w wypowiedzi dla PAP.
Robert Kędzierski, dziennikarz money.pl