Wojna na Bliskim Wschodzie winduje ceny paliw. Eksperci wymieniają rozwiązania
Po wzroście cen ropy wywołanym wojną w Iranie rosną też stawki na stacjach paliwowych. Polska Agencja Prasowa spytała ekspertów, co może zrobić rząd, aby przeciwdziałać drożyźnie. Wraca pomysł podatek ponadnadmiarowych zysków, a także obniżka VAT i akcyzy.
Od rozpoczęcia ataków Izraela i Stanów Zjednoczonych na Iran ceny ropy na świecie idą w górę. Przed eskalacją baryłka ropy Brent kosztowała poniżej 70 dol., a w poniedziałek ok. godz. 13 cena zbliżyła się do 104 dol.
Nad ranem notowania ropy dochodziły nawet do 117 dol. Sytuacja jest jednak bardzo dynamiczna, a popołudniu cena oscyluje (plus minus kilkanaście centów w momencie pisania tego tekstu) wokół 100 dol.
Wzrost na rynku ropy przełożył się na wyraźne podwyżki cen paliw na stacjach w Polsce. W związku z tym PAP zapytała ekspertów rynku, jakie narzędzia rząd mógłby wykorzystać, żeby ograniczyć skalę podwyżek. Zaproponowano rozwiązania, które zastosowano po wybuchu wojny w Ukrainie.
Wspomina loty ze słynnym milionerem. "Udzielił mi kilku rad"
Michał Hetmański z Fundacji Instrat zwrócił uwagę, że jednym z pierwszych kroków powinno być sprawdzenie, czy firmy nie podnoszą cen ponad uzasadniony poziom.
- Wzrost cen ropy powyżej 100 dol. za baryłkę dotyczy przede wszystkim rynków azjatyckich, które kupują na bieżąco. My kupujemy w dużym wolumenie ropę z Arabii Saudyjskiej z portami oddalonymi od Iranu, Norwegii oraz z USA, w długoterminowych kontraktach. Obecny wzrost cen nie powinien się więc przekładać na aż takie podwyżki na stacjach - zauważył Hetmański.
Ekspert dodał, że jeżeli spółka ma w części wolumenu ropę kupowaną na bieżąco, to podwyżki powinny dotyczyć tylko tej części, a nie całej sprzedaży. W jego ocenie instytucje państwa powinny przyglądać się marżom.
- Liczę, że UOKiK i rząd będą monitorować ten rynek, bo te wzrosty cen w ostatnich dniach na pewno nie mają uzasadnienia w tej skali, bo zapasy mamy bezpiecznie - powiedział Hetmański.
Podatek od ponadnadmiarowych zysków
Hetmański ocenił, że jeśli sytuacja utrzyma się dłużej, rząd mógłby wprowadzić odcinkowo podatek od ponadnadmiarowych zysków dla podmiotów zajmujących się importem, przetwórstwem ropy i dystrybucją. Drugim kierunkiem, na który wskazał, jest przyspieszenie inwestycji w elektromobilność.
- Program wspierania elektromobilności został niestety wyhamowany. Ja sam jeżdżę zwykłym samochodem elektrycznym typowym dla klasy średniej i moje rachunki spadły o połowę. Gdy ładuję swój samochód, ponoszę koszt odpowiadający opłatom 3 zł za litr paliwa - zwrócił uwagę Hetmański.
W ocenie eksperta, przy odblokowaniu inwestycji w ładowarki realne jest osiągnięcie ok. 2030 r. liczby miliona samochodów elektrycznych.
- Na wielu zachodnich rynkach, gdzie liczba samochodów elektrycznych znacząco wzrosła, zapotrzebowanie na benzynę spadło do tego stopnia, że benzyna potaniała, bo nie ma na nią tylu klientów - powiedział Hetmański.
Jako kolejną możliwość wskazał ograniczenie maksymalnej prędkości na drogach ekspresowych i autostradach, co mogłoby zmniejszyć zapotrzebowanie na paliwo. Jednocześnie ocenił, że ewentualna obniżka VAT i akcyzy nie musi przełożyć się na spadek cen, bo nie zmniejsza ilości kupowanego paliwa.
Obniżka VAT i akcyzy
W materiale PAP pojawia się też ocena Jakuba Wiecha z serwisu Energetyka24, który wskazał na rozwiązania podatkowe.
- Obniżka VAT i akcyzy to najbardziej oczywista opcja - ocenił Wiech, dodając, że podobne instrumenty zastosowano w 2022 r. po wybuchu poprzedniego kryzysu energetycznego związanego m.in. z wojną w Ukrainie.
Wiech zaznaczył jednak, że takie decyzje wymagałyby zmian ustawowych, a to oznacza czas potrzebny na proces legislacyjny. Zwrócił uwagę, że rynek może stabilizować się w tempie zbliżonym do prac nad przepisami.
- Biorąc pod uwagę stopień destabilizacji Zatoki Perskiej, możemy zakładać, że nawet jeśli dzisiaj sytuacja wokół Iranu by się rozwiązała, jeszcze co najmniej miesiąc potrwa dochodzenie rynku do normy. Biorąc pod uwagę tempo prac legislacyjnych, te terminy mogą być więc zbieżne - powiedział Wiech.
Ekspert mówił również o tym, jaką wiedzę państwo mogłoby pozyskać kanałami dyplomatycznymi.
- Życzyłbym sobie, żeby rząd i prezydent ustalili swoimi kanałami, jakie są plany USA w sprawie dalszej interwencji w Iranie. Pan prezydent sam wskazywał, że był o niej poinformowany. Dobrze, że mamy taki kanał dostępu do naszych sojuszników, ale pytanie, czy możemy z tego skorzystać właśnie w taki sposób - zwrócił uwagę Wiech.
Kontrola marż
Czy państwo może coś zrobić, by skontrolować ekonomiczne uzasadnienie dla wprowadzanych przez spółki paliwowe podwyżek?
Wiech zaznaczył, że wzrost cen jest w takich sytuacjach w jakimś stopniu uzasadniony, bo sprzedawcy paliw cały czas muszą odtwarzać zapasy. Gdy dochodzi do poważnych zaburzeń na rynku międzynarodowym, muszą przygotować się na sytuację, że to odtwarzanie będzie droższe, zatem podnosić ceny.
Niemniej - według eksperta - kiedy sytuacja się uspokaja i sprzedawcom zostaje zapas paliwa kupiony po wyższej cenie, to nawet gdy mają perspektywę kupna nowych zapasów po niższej, chcąc maksymalizować zysk, nie są skłonni do szybkiego obniżania cen. Pewnym remedium na takie sytuacje, dodał, jest podatek od ponadnadmiarowych zysków.
Znaczenie Orlenu
Ekspert przyznał zarazem, że Orlen jako spółka ze znaczącym udziałem skarbu państwa był niejednokrotnie traktowany jak "maszyna regulacyjna" i np. nakłaniany do rezygnacji z części marży.
- To jest jednak spółka akcyjna, która odpowiada przed akcjonariuszami. Zaś akcjonariusz ma święte prawo dochodzić, dlaczego spółka prawa handlowego kieruje się innymi kryteriami niż zysk - zaznaczył Wiech.
W 2023 r., w czasie kampanii wyborczej, doszło do tzw. cudu przy dystrybutorach. Na stacjach paliw należących do Orlenu, kierowanego wtedy przez obecnego europosła PiS Daniela Obajtka, w okresie przedwyborczym utrzymywały się zaskakujące niskie ceny, choć tendencja cen na rynkach europejskich była wzrostowa.
Na przykład w sierpniu i wrześniu 2023 r. Orlen obniżył o 12 proc. ceny oleju napędowego, podczas gdy ropa w tym czasie zdrożała o 20 proc. Na stacjach Orlenu było zarazem znacznie taniej niż na stacjach innych koncernów w Polsce. W wyniku takiej polityki w pewnym momencie na Orlenie zaczęło brakować paliwa. Komunikowano to ogłoszeniami o awarii dystrybutorów. Wszystko zaczęło wracać do normy po przeprowadzonych 15 października 2023 r. wyborach.
W kwietniu 2024 r. Obajtek przyznał w Radiu ZET, że konsultował ceny paliw na stacjach jesienią 2023 r. z premierem Mateuszem Morawieckim oraz spotykał się z nim w tej sprawie.
Źródło: PAP