Co dalej z cenami paliw? Główny ekonomista Orlenu zabrał głos
- Stanom Zjednoczonym bynajmniej nie zależy na tym, żeby utrzymywać wysokie ceny ropy naftowej - powiedział w rozmowie z Business Insiderem główny ekonomista Orlenu Adam Czyżewski. - Gdy sytuacja się uspokoi , co jest w interesie USA, ceny międzynarodowe spadną, a wraz z nimi ceny krajowe i w USA, i w Polsce - ocenił.
- Sytuację na rynku określiłbym raczej jako chwilowy szok i niepokój, być może nawet o charakterze spekulacyjnym. W mojej ocenie nie ma żadnych powodów do paniki - stwierdził w poniedziałkowej rozmowie z serwisem Business Insider Polska Adam Czyżewski, odnosząc się do podwyżek cen ropy i paliw, do których doszło w poniedziałek i we wcześniejszych dniach w reakcji na konflikt na Bliskim Wschodzie.
Jak wyjaśnił Czyżewski, zaatakowany przez USA i Izrael Iran nie jest obecnie kluczowym producentem ropy, a skutkiem konfliktu jest w głównej mierze nie spadek światowej produkcji ropy, a problem z jej transportem. - Dlatego uważam, że w perspektywie kilku tygodni wrócimy do sytuacji znacznie bardziej stabilnej - ocenił. I dodał, że podobnie uważają analitycy takich banków, jak Citi czy Morgan Stanley, którzy prognozują, że w perspektywie kilku miesięcy baryłka ropy będzie kosztować 65 dolarów (w poniedziałek rano było to około 120 dolarów, a po kilku godzinach cena spadła do okolic 100-105 dolarów).
Ujawnia triki sprzedawców. Pracował dla największych firm
Czyżewski przypomniał, że w USA w listopadzie przeprowadzone zostaną wybory połówkowe do Kongresu, a wyborcy są bardzo wrażliwi na na wzrosty cen paliw. W interesie prezydenta Donalda Trumpa nie jest więc utrzymywanie wysokich cen ropy i cen paliw na stacjach.
- Ceny krajowe diesla i benzyny są silnie związane z cenami międzynarodowymi tych paliw, które obecnie są zakładnikami oczekiwań dotyczących długości konfliktu. A to jest w rękach USA. Gdy sytuacja się uspokoi, co jest w interesie USA, ceny międzynarodowe spadną, a wraz z nimi ceny krajowe i w USA i w Polsce - ocenił Czyżewski w rozmowie z Business Insiderem.
Dodał też, że "obniżenie cen krajowych w relacji do cen międzynarodowych rodziłoby ryzyko powtórki z czasów awarii dystrybutorów, a tego nikt z nas by sobie nie życzył". Odniósł się w ten sposób do sytuacji z połowy października 2023 roku. Tuż przed wyborami parlamentarnymi cena benzyny bezołowiowej "95" spadła do poziomu 5,99 zł. Było to o prawie 3 zł mniej na litrze niż w Niemczech i blisko 2 zł mniej niż w Czechach i na Słowacji. Obniżka cen nie pomogła i środowisko PiS nie utrzymało władzy.
W grudniu ubiegłego roku Orlen wrócił do tamtych wydarzeń i podał, że w trzech zachodnich województwach sztuczne zaniżenie cen przełożyło się na wzrost sprzedaży o 50 proc. "To około kilkadziesiąt mln litrów. Nie to było najgorsze. Zaniżenie cen załamało import. W związku z 'turystyką paliwową' w Polsce zaczęło brakować paliw, nawet mimo uruchomienia przez Orlen rezerw magazynowanych na wypadek kryzysu" - podała spółka, odnosząc się do pojawiających się wówczas na dystrybutorach kartek z napisem "awaria".
W szczycie kryzysu jednego rodzaju paliwa (benzyny bezołowiowej Pb95) nie było na prawie 700 stacjach. To wszystko kosztowało Orlen 3,5 mld zł w sytuacji wojny za wschodnią granicą, ale i na chwilę przed wyborami - ocenił koncern.
Tusk: szukamy ostrożnych narzędzi
Podczas poniedziałkowej konferencji prasowej premier Donald Tusk mówił, że "na razie dostawy paliwa są zabezpieczone, mimo wyraźnego wzrostu zakupów na stacjach benzynowych".
- My nie mamy wpływu na ceny paliw na świecie. Z całą pewnością inny Donald ma realny wpływ na to, co się dzieje z paliwami na świecie, także tam proszę kierować pytania, a nie do skromnego polskiego Donalda. Chciałbym też bardzo wierzyć i myślę, że wszyscy w Polsce też chcieliby wierzyć i zaufać słowom prezydenta Trumpa, że ceny zaraz spadną, bo wojna zaraz się skończy - dodał.
- Chciałbym bardzo też wierzyć i myślę, że wszyscy w Polsce też chcieliby wierzyć i zaufać słowom prezydenta Trumpa, że ceny zaraz spadną, bo wojna zaraz się skończy. Ani Orlen, ani nikt inny nie ma prawa zarobić na tej sytuacji. Szukamy ostrożnych narzędzi tak, żeby te ceny nie wystrzeliły ponad to, co dzieje się wokół nas - w Polsce paliwa nie będą dwa razy tańsze niż u sąsiadów, ale będziemy pilnować tego, żeby nikt na tym nie zarobił, żeby to było działanie rozsądne - podkreślił Donald Tusk.
źródła: Business Insider Polska, PAP, konferencja prasowa Donalda Tuska i Roba Jettena