Trwa ładowanie...

Notowania

Przejdź na

Legendarne "Maćki" kończą produkcję. "Kiedyś mówiło się, że jak znajdziesz robotę w mleczarni, to masz ją do końca życia"

223
Podziel się

Znakomite jogurty, śmietana i mleko acidofilne, które znała cała Polska. Z legendarnego zakładu zostały już tylko serniczki z galaretką. My - razem z pracownikami, którzy spędzili w OSM "Maćkowym" niemal całe życie - cofnęliśmy się w czasie. Gdy obowiązywały jeszcze śniadaniówki - sześć kostek masła i ponad 2 kg żółtego sera dla tych, którzy przepracowali miesiąc bez zwolnień.

Wejście do zakładów OSM Maćkowy. Kiedyś był to jeden z najnowocześniejszych zakładów w kraju. Teraz będzie tu m.in. skup mleka i magazyn
Wejście do zakładów OSM Maćkowy. Kiedyś był to jeden z najnowocześniejszych zakładów w kraju. Teraz będzie tu m.in. skup mleka i magazyn (Artur Andrzej)
bDoVSziZ

Z Gdańska do "Maćków" jadę autobusem 189. Chcę zdążyć przed godz. 14, kiedy poranna zmiana schodzi z zakładu, a popołudniowa zaczyna pracę. Z siedzenia za mną słyszę rozmowę dwóch kobiet:

- No i co, znowu trzeba zapierda..ć - wzdycha jedna.

- No, trzeba. Ale co teraz jeszcze zostało? Tylko serniczki z galaretką i jogurty. Te serniczki nieźle zresztą schodzą.

bDoVSzjb

- Taak. Ale do końca roku pewnie się nie utrzymają. Zamkną linię wcześniej, podobno już w listopadzie, cholera.

Klnąc i utyskując dojeżdżają do przystanku końcowego. To tu, przy ul. Bartniczej 1, mieści się Spółdzielnia Mleczarska Polmlek-Maćkowy.

Scrin/YouTobe

bDoVSzjh

Kobiety wysiadają i ciężkim krokiem idą w stronę portierni. Na rozmowę nie chcą się zgodzić. - A co ja bym pani powiedziała? Same niecenzuralne słowa. Tyle w tym temacie - ucina młodsza. - Co tu gadać? Zakład zamykają, pozamiatane - dodaje druga.

Prawie 40 lat z "Maćkami"

O tym, że legenda gdańskiego nabiału - producent znakomitych jogurtów, śmietany i słynnego mleka acidofilnego - kończy w grudniu 2017 r. produkcję, wiadomo od sierpnia tego roku. Podobno zostać ma hurtownia z towarami grupy Polmlek, w skład której SM Maćkowy weszła dziesięć lat temu (Polmlek to dziś osiem zakładów produkujących mleko UHT, mleko w proszku, jogurty, śmietany, desery mleczne, twarogi, sery, w tym topione, a także soki i napoje).

bDoVSzji

- O zamknięciu zakładu mówiło się od kilku lat - pan Krzysztof spokojnie zaciąga się papierosem. - Teraz, gdy już wszystko jasne, ludzie chyba się pogodzili z losem. Część już dostała wypowiedzenia, część - tak jak ja - jeszcze czeka. Zostało jeszcze jakieś 150 osób.

Pan Krzysztof zna "Maćki" od podszewki. Pracuje tu tyle, ile mleczarnia istnieje - w przyszłym roku byłoby równe 40 lat.

- Zakład przy Bartniczej powstał w 1978 r. Huczne otwarcie odbyło się 22 lipca, wiadomo - ważne święto za komuny. Ja do pracy przyszedłem we wrześniu 78. Dlaczego właśnie tu? Byłem po maturze, zdawałem na budowę maszyn na Politechnice Gdańskiej. Nie dostałem się, postanowiłem spróbować jeszcze raz, za rok. Ale przecież nie będę tracił czasu i siedział w domu. W pośredniaku facet z "Maćków" namawiał, przekonywał - bardzo potrzebują pracowników - mówił. Skusiło mnie, że - pracując tam - zaliczę studenckie praktyki i że zrobię kurs na operatora wózków widłowych. Zawsze pasjonowało mnie wszystko, co jeździ.

Kurs zrobił, pracę w warsztacie naprawy sztaplarek dostał. Miał zostać pół roku, został do dziś. - Żonę w "Maćkach" poznałem, to mnie zatrzymało - śmieje się.

bDoVSzjj

Anna, żona Krzysztofa zaczęła pracować w "Maćkowych" w listopadzie 1978 r. - Pamiętam doskonale dzień, kiedy wiozłam papiery złożyć - 16 października. Kierowca w autobusie miał włączone radio, wszyscy pasażerowie usłyszeli, że Polak został papieżem - opowiada.

- Poszłam na produkcję, przy taśmach z mlekiem - wspomina Anna. - Jak to wyglądało? Najpierw maszyna, takie metalowe "łapy" wyciągały brudne butelki z koszy, które następnie jechały do myjni. Dalej na taśmie podjazd pod maszynę nalewającą mleko i do kapslowania. I na koniec znów wchodziły "łapy" - chwytały zamknięte już butelki, do koszy i do chłodni. A stamtąd na sztaplarkach na ciężarówki i do sklepów.

Dżentelmen pomoże dźwigać bańki

Przy herbacie, a potem domowym krupniku, oboje wspominają początki mleczarni. - Zanim powstały "Maćki", we Wrzeszczu, tam, gdzie teraz jest Galeria Bałtycka, działała Okręgowa Spółdzielnia Mleczarska w Gdańsku - mówi Krzysztof. - Otwarto ją jeszcze w latach 50-tych. [dokładnie w 1957 r. - przyp. red.]. Ale nie wyrabiała się z przetwórstwem, potrzeby rynku były ogromne, uruchomiono więc mleczarnię w Maćkowych. Przez jakiś czas oba zakłady działały równolegle, potem mleczarnię we Wrzeszczu zamknięto.

I dalej: - Mleko, wiadomo, wtedy było głównie butelkowe: 2 i 3,2 proc. tłuszczu, butelki różniły się kolorem kapsli. Było też w woreczkach. No i śmietana, też butelkowa. "Maćki" miały kilkanaście zlewni, rolnicy do nich przywozili towar, mleczarnia odbierała.

bDoVSzjk

Stanisław Jakubowski/PAP

Mleko w butelkach dobrze pamięta średnie i starsze pokolenie. W osiedlowym spożywczaku opłacało się miesięczną dostawę (litr, dwa albo i trzy dziennie), a mleczarze z metalowymi wózkami dostarczali mleko pod same drzwi. Wczesny ranek na klatce to codzienny brzęk butelek i zablokowana przez roznosiciela winda.

Anna i Krzysztof ślub wzięli w 1979. Jak się poznali? - Byłem nieśmiały i nie zaczepiałem kobiet - uśmiecha się mężczyzna. - Ale byłem też (i wciąż jestem) kulturalny, taki dżentelmen. Gdy widziałem, że dziewczyna sama dźwiga ciężkie bańki, pomagałem. Od tego się zaczęło.

Anna: - Przy taśmie zostałam tylko do końca 79. Potem ciąża, dziecko, potem wróciłam na rok, po którym się zwolniłam. Dostałam dobrą pracę w innej firmie. Ale po dziewięciu latach wróciłam do "Maćków".

Hity? Ryż z wsadem i mleko acidofilne

- Jak na tamte czasy byliśmy zakładem bardzo nowoczesnym, prekursorskim - Krzysztof nie kryje dumy. - Ciągle wprowadzaliśmy nowe produkty, nierzadko jako pierwsi w Polsce. Szybko uruchomiliśmy serki homogenizowane: waniliowe i brzoskwiniowe. Pierwsi - w 1994 r. wprowadziliśmy mleko acidofilne, jako drudzy w kraju (po Łowiczu) zaczęliśmy produkować mleko UHT w kartonach. Pierwsi też wypuściliśmy na rynek mleko UHT o obniżonej zawartości laktozy.

- W połowie lat 90-tych weszła kolejna nowość - bardzo lubiany przez konsumentów ryż z różnymi wsadami (wsady produkują inne firmy) - dodaje Anna. - No i jeszcze jako jedyni, kiedy nie było butelek typu PET, wypuściliśmy wodę źródlaną w litrowych kartonach, tzw. wodę trzeciorzędową. "Maćki" mają bowiem własną studnię.

Wśród największych hitów małżeństwo wylicza:

  • wspomniany ryż,
  • wspomniane mleko acidofilne,
  • kaszę manną - "Manna poranna",
  • śmietanę (naturalną, bez żadnych zagęszczaczy),
  • jogurty typu duet - w dwóch pudełeczkach osobno jogurt, osobno dodatki.

Wczasy, "choinki" i Dzień Mleka

Sentyment? - Oczywiście, że jest - przyznają oboje. - Tyle lat, znajomości, przyjaźnie, ludzie byli zżyci...

Okazji do integracji nie brakowało. Jeździło się na wczasy pracownicze do ośrodka w Ocyplu i Godętowie, świętowało wspólnie imieniny i Dzień Mleka (4 lipca - były premie, imprezy), chodziło z dziećmi na zakładowe "choinki". Osobna sprawa to "Maćkowe" małżeństwa, takich par poza Anną i Krzysztofem jest kilka.

- A poza tym to naprawdę dobry zakład - podkreśla Krzysztof. - Od początku produkcja szła non stop na trzy zmiany (soboty były przecież pracujące), nie sposób było nadążyć. Potem - w latach 2003-2004 mleczarnia została zmodernizowana, tak by spełniała wszystkie unijne wymagania.

Warto płakać na rozlanym mlekiem?
Krzysztof: - Płakać nie warto. Pracy jest teraz dużo, rosną zarobki, coś się znajdzie.
Anna: - Szkoda tylko tych ludzi, wieloletnich pracowników, dla których była to pierwsza praca. Kiedyś mówiło się, że jak znajdziesz robotę w mleczarni, to masz ją do końca życia. Bo mleko i chleb zawsze będą potrzebne. Okazuje się, że nie zawsze to działa.

Lody na wynos

Małgorzata też może się pochwalić ładnym stażem. - Minęło już 35 lat odkąd pracuję w "Maćkach". Ale tak naprawdę z gdańskim zakładem jestem związana od dzieciństwa - mówi.

- W Okręgowej Spółdzielni Mleczarskiej we Wrzeszczu od 1967 r. pracowała moja mama. Mieszkaliśmy niedaleko, często ją odwiedzałam. Wtedy nie było z tym problemów - dużo dzieci wchodziło na zakład zobaczyć się z rodzicami. Kierowniczka nigdy nas nie goniła, wręcz przeciwnie - zawsze przyniosła coś do zjedzenia, do picia. Pamiętam, jak po dużym placu firmy chodziłam w mamy szpilkach, chyba wszystkie dziewczynki to lubią - śmieje się - Nieraz też przychodziłam z koleżankami, one czekały na zewnątrz. A pan Andrzej Łeska, maszynista chłodniczy, robił nam lody na wynos. O jakim smaku? Waniliowe. Tego się nie zapomina. Tak jak nie zapomnę smaku naszego twarogu - klinka. Wyciskany pod prasą, ręcznie pakowany - produkowaliśmy go i we Wrzeszczu i w nieistniejącym już, należącym do Spółdzielni, zakładzie w Trąbkach Wielkich. Prze-pysz-ny! Pamiętam też zakładowe "choinki": w świetlicy Mikołaj, prezenty, w sąsiedniej sali panie gotowały nam kakao, były pączki, zabawa dla dzieci i dla dorosłych. Później moje dzieci z
kolei jeździły na "choinki" do "Maćków".

Mama małej Gosi pracowała i na produkcji, i trochę w szatni, i na portierni. Była cenionym pracownikiem. Zdarzało się, że w wolny dzień dzwonił do niej kierownik zmiany: "Pani Marysiu, proszę przyjść do pracy, potrzebujemy pani". 33 lata tam przepracowała.

- Ja zatrudniłam się w czerwcu 1982 r. - opowiada Małgorzata. - Zaczęłam od działu technicznego - narzędziowni. Bardzo dobrze wspominam ówczesnego kierownika, Wojciecha Skomerskiego, wiele mnie nauczył. W narzędziowni wypożyczałam pracownikom, a to wkrętaki, a to młotki czy szczypce. Gdy zaczynałam pracę, były tzw. śniadaniówki - przysługiwały pracownikom, którzy przepracowali cały miesiąc, bez zwolnień. Taka "śniadaniówka" to było coś! Pięć czy sześć kostek masła i 2,5 kg sera żółtego na miesiąc. Dużo, więc rozdawało się rodzinie, wymieniało na inne produkty. Handel wymienny kwitł.

- Po pięciu latach na własną prośbę przeniesiono mnie do działu administracji - opowiada dalej Małgorzata. - Potem urodziłam dziecko, po urlopie wychowawczym - w 1991 r. wróciłam i trafiłam na produkcję, ale byłam tam zaledwie osiem dni. W lutym tego samego roku przy Spółdzielni we Wrzeszczu powstała hurtownia naszych towarów. Jako kasjerka przepracowałam w niej 13 lat. W międzyczasie zamknięto wrzeszczański zakład, ostatnia produkcja "poszła" 27 sierpnia 2001 r. W 2004 r. hurtownia została przeniesiona na "Maćki", gdzie przepracowałam jeszcze rok.

Kolejne doświadczenia zawodowe to: dział socjalny, dział kadr, który Małgorzata krótko prowadziła, potem dział administracji, gdzie jest do dziś - archiwizuje akta osobowe.

Tylu klientów, że od kasy odejść się nie dało

Co myśli o zamknięciu zakładu?

- Jest mi bardzo szkoda - nie ukrywa Małgosia. - Te 35 lat przeleciało nie wiem nawet kiedy. Doskonale pamiętam dzień, kiedy przyjmowałam się do pracy. Jakby to wczoraj było... No i te nasze produkty. Niezrównane! Jak choćby wspomniany klinek. Gdy pracowałam na kasie, nie zawsze wcześniej zdążył człowiek zjeść śniadanie, więc gdy nie było akurat klientów, szło się z talerzem na twarożkarnię po taki cały, jeszcze cieplutki, świeżusieńki klinek. Kroiło się i jadło wprost z czubka noża...

- Albo te nasze kefiry, jogurty. Pod hurtownią, kilka dni przed świętami kolejki ustawiały się o drugiej w nocy, otwieraliśmy o szóstej. Ruch był taki, że od kasy nie dało się odejść nawet na chwilę. Dlatego wielka szkoda - zakład nowoczesny, przynoszący zyski, zapotrzebowanie na nabiał nie maleje, a jednak zamykają - stwierdza. - Zarząd mówi, że w tym miejscu będzie hurtownia mlecznych produktów. Ale jaki to sens - zamykać produkcję, żeby hurtownię postawić? Pewnie jednak to prawda, że te dziesięć hektarów chce kupić deweloper i osiedle budować. W okolicy już są dwa osiedla, teren dobrze położony. Zarząd temu zaprzecza, ale my nie wierzymy.

- Mogłabym przejść już na emeryturę, ale nie chcę. Za wcześnie. Chciałabym jeszcze pracować. Na razie nie mam innej alternatywy, w "Maćkach" będę do końca. Przynależę do Solidarności, jesteśmy chronieni. Ale co dalej? Zobaczymy - kwituje.

_ * Imiona dwójki bohaterów na ich prośbę zostały zmienione _

Przemysław Mikołajczyk, prezes Grupy Polmlek:

- Zakład w Gdańsku osiągnął swój maksymalny poziom rozwoju. Rozbudowa i modernizacja mleczarni w otoczeniu, w jakim się znajduje - miasto, sąsiedztwo osiedli mieszkaniowych jest niemożliwa. Zakład stałby się uciążliwy dla sąsiadów, a zarządowi Grupy ciężko byłoby spełnić normy ochrony środowiska. Grupa dysponuje zakładami, których rozwój może przebiegać bez uciążliwego oddziaływania na lokalną społeczność oraz środowisko naturalne. A produkcja będzie realizowana w oparciu o najnowocześniejsze technologie.

Zapewnia przy tym: - Grupa Polmlek nie znika z Trójmiasta. W miejscu dotychczasowego zakładu produkcyjnego będzie skup mleka, magazyn handlowy oraz sprzedaż. Już dziś uruchomiliśmy magazyny proszków na całej powierzchni zakładu. To idealna lokalizacja - bliskość portów ułatwi wysyłanie naszych produktów - głównie proszków, właśnie z Gdańska. Chcemy tu pozostawić zatrudnienie na poziomie 30-50 osób. Głównie chodzi o pracowników, którym zostały 2-3 lata do emerytury, lub tych, które ze względów rodzinnych nie są w stanie dojeżdżać lub się przeprowadzić.

A co z pozostałymi pracownikami?
- Grupa oferuje podjęcie zatrudnienia w innych zakładach Polmleku - każdemu pracownikowi "Maćków". Dlatego stworzyliśmy specjalny system pomocowy, który ułatwi przeprowadzkę lub czasową zmianę miejsca zamieszkania. Zakłady Grupy oferują pracę na takich samych lub lepszych stanowiskach i warunkach. Zarząd zdecydował m.in. o dofinansowaniu wynajmu mieszkań osobom przeprowadzającym się. Także pracownicy, którzy zdecydują się dojeżdżać z obecnego miejsca zamieszkania do naszych oddalonych od Trójmiasta zakładów będą mieli zagwarantowany dojazd na koszt Polmleku lub zwrot kosztów dojazdu. Żaden z ponad 200 pracowników, jeśli nie będzie to jego wolą, nie straci pracy. Dodatkowo, by zachęcić naszych pracowników do pozostania w Grupie, tym, którzy zdecydują się na zmianę zakładu - przeprowadzkę lub dojazdy - gwarantujemy, że nie przepadną odprawy, które należą się po wygaszeniu produkcji w "Maćkach".

Prezes dodaje przy tym, że marka "Maćkowy" nie przepadnie. - Produkty, do których mieszkańcy Trójmiasta są przyzwyczajeni, nie znikną z półek. Będą nadal produkowane w zakładach Polmleku, w oparciu o oryginalne receptury z SM Polmlek Maćkowy, przy użyciu jeszcze lepszych i nowocześniejszych technologii, w wielu przypadkach też przez tych samych technologów i operatorów. _ _

bDoVSzjC
wiadomości
gospodarka
najważniejsze
Źródło:
money.pl
KOMENTARZE
(223)
Kalisz
3 lata temu
ja to zjem byle co ; może być gęś pieczona !!!
@Polak nie wo...
3 lata temu
w Słupsku ; zasłużonym doradcą "od bytu" byłem : w magistracie z prezydentem nad produkcją z "kakao" sera się głowiliśmy ale start-upu nie utworzyliśmy !!!
POnoć
3 lata temu
Maciek Stuhr produkcję zaczyna ; kefir light z "kija" ?
bDoVSzjD
marcin
3 lata temu
Szkoda, że nie ma już takich miejsc pracy. Zakładów, gdzie pracownik czuł się jak w swoim drugim domu. Niby praca, ale jednak przyjaźnie z innymi współpracownikami, imprezy integracyjne, wczasy, paczki świąteczne czy inne okazjonalne. Z miejscem pracy można się było zżyć. Poczuć się z innymi jak jedna wielka rodzina. A teraz? Musisz "deadline" i musisz wyrobić w tym czasie 200% normy. Choćby po trupach, bo tego wymaga korporacja. Współpracownicy patrzą na ciebie złym okiem, bo walczycie o jedną premię. Kto będzie miał lepsze wyniki, ten wygrywa. Zmiana pracy co kilka lat, niektórzy nawet co roku. Nowe projekty wymuszają ciągłą zmianę miejsca pracy. Zero stabilności. Po "powrocie do domu" nadal musisz myśleć o tym co zostawiłeś w pracy, zastanawiać się jak rozwiązać ten czy inny problem. Przed samym wyjściem szef zagadnął cię w jakiejś sprawie i prosi cię o odpowiedź jutro rano. Przez całą noc kombinujesz co zrobić. Nadchodzące święta rozpoznajesz tylko po zmianie muzyki w radiu. Na zakładzie nie można mieć żadnych ozdób świątecznych, szefostwo nie daje żadnych paczek ani premii świątecznej. Chcesz urlop między świętami a Sylwestrem? Twój kolega zna siostrę szefa i to on dostanie ten urlop. A ty dostaniesz wolne w połowie października, jak będzie lało. Jak pojedziesz z dzieciakami na ferie, to szefostwo ściągnie cię z urlopu. Bo jesteś potrzebny. I za każdym razem drżysz jak słyszysz, że firma kiepsko sobie radzi i jedzie na stracie. Ale potem sobie przypominasz, że i tak jesteś tylko tymczasowym pracownikiem. Rotacja na stanowiskach jest tak duża, że i tak za kilka lat ciebie już tam nie będzie. Przeniesiesz się gdzie indziej i zabawa zacznie się od nowa.
...
3 lata temu
Wystarczy żeby masło robili za 4,90 i spokojnie się utrzymają. Komuś zależy żeby to padło.
...
Następna strona