Najpopularniejszy w Polsce portal o finansach i biznesie
PiS nie wie, co zrobić z zakazem handlu w niedzielę. Decyzje podejmą za niego samorządy?

PiS nie wie, co zrobić z zakazem handlu w niedzielę. Decyzje podejmą za niego samorządy?

Fot. Jan Bielecki/East News

- Nikt nie bierze pod uwagę zakazu handlu w niedzielę w wersji "Solidarności" - mówi money.pl ważny polityk PiS. Partia przeprowadza analizy, jak mocno ucierpieć mogą jej notowania po zamknięciu sklepów. Jedna z opcji branych pod uwagę to przerzucenie problemu na samorządy. To one decydowałyby, czy na ich terenie centra handlowe i supermarkety byłyby pozamykane.

Choć to nie rząd, a parlament zajmować będzie się ustaleniem ostatecznego kształtu zakazu handlu, to jasne jest, że ekipa Beaty Szydło będzie pilnować projektu "Solidarności". Według informacji money.pl, na pewno z ustawy zniknie zapis dotyczący dwóch lat więzienia za otwarcie w niedzielę sklepu. To jednak dopiero początek zmian.

- Wszyscy wiemy, jak to się skończyło na Węgrzech. Nikt tego błędu nie chce powtórzyć. Trzeba sprawdzić, jak ludzie reagują na różne modele – mówi nam jeden z polityków PiS. Dlatego partia sprawdza różne warianty. Z informacji jednego z polityków PiS wynika, ze partia przeprowadza też na na własne potrzeby badania marketingowe.

Przypomnijmy, że Victor Orban w rok po wprowadzeniu zakazu wycofał się z pomysłu. Jego decyzja nie miała jednak podłoża ekonomicznego – obostrzenia nie wpłynęły znacząco ani na sprzedaż, ani na rynek pracy. Powodem było niezadowolenie społeczne związane z zamknięciem sklepów, które opozycja chciała wykorzystać do przeprowadzenia referendum w tej sprawie. To byłoby nie tyle pytaniem o zakaz handlu, który mało kto popierał, co plebiscytem dotyczącym partii rządzącej.

Testy tego, jak Polacy przyjmą zakaz handlu, już się rozpoczęły. Najpierw Centrum Analiz Klubu Jagiellońskiego wypuściło komentarz, w którym zaproponowało stopniowe wprowadzanie ograniczeń w handlu. Liczba wolnych niedziel zwiększałaby się co roku. Już po złożeniu ok. 0,5 mln podpisów w Sejmie przez "Solidarność", minister finansów Paweł Szałamacha zaproponował kolejną wersję.

- Jestem zwolennikiem rozwiązania, by wprowadzić zakaz handlu w pierwszą niedzielę miesiąca, następnie obserwować konsekwencje przez dwa lata i wrócić do tematu - mówił w TVN24 minister finansów Paweł Szałamacha.

Według naszych informacji w rządzie rozmawia się też nad opcją dwie wolne niedziele, ale z założeniem, że dotyczy to tylko miesięcy bez długich weekendów. Kolejna propozycja zakłada jednak zrzucenie całej odpowiedzialności za handel w niedzielę na samorządy. To one decydowałyby, czy zamykać na swoim terenie sklepy, czy nie.

- Tak naprawdę nikt nie wie, jak ten problem rozwiązać. Trzeba sprawdzić i zastanowić się nad kilkoma rozwiązaniami. Ja osobiście jestem za tym, żeby decyzje pozostawić samorządom - mówi nam ważny polityk PiS.

Takie rozwiązanie na pewno byłoby korzystne ze względów politycznych. PiS wywiązałby się ze swoich wcześniejszych zapowiedzi dotyczących zakazu handlu, nie odrzucał projektu, pod którym podpisało się 0,5 mln osób, a jednocześnie zrzuciłby problem na lokalnych polityków.

Część miast podobne zakazy próbowało wprowadzać już wcześniej. Kilka lat temu Radom czy Kraków chciały zamknięcia sklepów w niedzielę lub ograniczenia czasu ich działania do godziny 12. Ostatecznie pomysły nie doczekały się realizacji.

- To ja już wolę, żeby żadnego zakazu handlu w niedzielę nie było. Ograniczenie regionalne całkowicie wypacza pomysł – mówi money.pl Alfred Bujara, szef handlowej "Solidarności".

Trzeba pamiętać, że takie rozwiązanie byłoby problematyczne ze względu na możliwość zachwiania konkurencji. Jeśli na przykład Warszawa zdecyduje się na zamknięcie sklepów, to jej mieszkańcy w weekend pojadą do miast ościennych, np. Janek, Piaseczna czy Legionowa. Jeszcze trudniej takie rozwiązanie byłoby wprowadzić w Aglomeracji Śląskiej czy Trójmieście. Ostatecznie więc największe samorządy, bojąc się ucieczki do ościennych gmin, na takie rozwiązanie nie pójdą.

Podobne rozwiązanie od dwóch lat funkcjonują w Portugalii. Tam większość samorządów ogranicza jednak handel tylko akcyjnie, np. 1 maja. Nie robią tego jednak praktycznie żadne duże miasta. A nawet jeśli zakaz handlu został wprowadzony przez samorząd, to wiele sieci handlowych i tak zmusza pracowników do przyjścia do pracy. Kary są bowiem niższe niż potencjalne zyski.

W Polsce nie bez powodu za tego typu rozwiązaniem opowiadają się centra handlowe. Te wiedzą, że największe miasta nigdy na zakaz się nie zdecydują. Ewentualnie będą to wyjątki.

- Generalnie jesteśmy przeciwnikami ograniczeń w handlu. Czas pracy powinien być regulowany przez kodeks pracy. Jeśli jednak już musi być jakieś ograniczenie, to niech decydują o tym samorządy. To one będą brały pod uwagę swoje lokalne uwarunkowania związane z podatkami, rynkiem pracy czy kwestiami związanymi z turystyką – mówi Radosław Knap, dyrektor generalny Polskiej Rady Centrów Handlowych.

Jak dodaje, w Unii Europejskiej tylko Niemcy i Austria mają ogólnokrajowy zakaz handlu. We wszystkich innych państwach ograniczających pracę w niedzielę te decyzje pozostawiono samorządom.

Najnowszy sondaż IBRiS dla "Rzeczpospolitej" wskazuje, że Polacy są niemal równo podzieleni w sprawie wprowadzenia wolnych niedziel. Za zaostrzeniem prawa opowiada się 46 proc. Polaków, równe 50 proc. jest na nie, a pozostała grupa to osoby niezdecydowane.

Jednocześnie zdecydowana większość stwierdza, że praca w niedzielę nie jest czymś zwyczajnym i należy się za to specjalna gratyfikacja finansowa. Tak twierdzi aż 79 proc. Polaków.

- Nie będzie trzeba czekać roku jak na Węgrzech, by te wyniki diametralnie się zmieniły po wejściu w życie zakazu. Konsumenci go z całą pewnością zakwestionują, gdy tylko ich dotknie. Moim zdaniem to Rada Dialogu Społecznego powinna zająć się tym projektem i wypracować kompromis. Ten powinien bowiem dotyczyć nie tylko biznesu, pracowników, ale także konsumentów - zaznacza prof. Jacek Męcina, ekspert rynku pracy i były wiceminister pracy.

Jak dodaje, możliwych rozwiązań jest bardzo wiele. Przypomina też, że w kodeksie pracy są zapisy regulujące tzw. pracę weekendową.

- Są one praktycznie niewykorzystywane. A umożliwiają pracę tylko w sobotę i niedzielę, dla osób, które w tygodniu pracować nie mogą - przypomina prof. Męcina.

Dodaje, że problem z zakazem handlu to wina między innymi samych sieci handlowych. Te bowiem przez lata nic nie zrobiły np. z pracownikami proszącymi o wolne niedziele.

W Sejmie trwa zliczanie głosów poparcia dla inicjatywy "Solidarności". Lada dzień marszałek powinien nadać projektowi numer druku. Zgodnie z prawem pierwsze czytanie projektu powinno odbyć się w terminie maksymalnie trzech miesięcy od daty złożenia.

Zakaz handlu w wersji obecnej zakłada, że w niedzielę za sklepową ladą stanąć może tylko właściciel danego punktu. Wyłączenia dotyczą stacji paliw, aptek, sklepów z pamiątkami. Jednocześnie sklepy mają być czynne w tzw. niedziele wyprzedażowe (na początku stycznia i lipca oraz pod koniec sierpnia) oraz przypadające przed świętami Bożego Narodzenia i Wielkanocy.

 

pis, samorządy, solidarność, niedziela, zakaz handlu
Money.pl
Czytaj także
Polecane galerie
kasia
2016-10-30 19:35
ja chce otwartych przychodni ,ale wszystkich w pelnej obsadzie a nie dyzurujacych a najlepiej zrezygnujmy z wolnych sobot i niedziel a nie robmy ze sprzedawcow niewolnikow
edziooo
2016-10-30 18:49
u nas samorządy mają udziały w centrach wiec niezakazą
handlowiec
2016-10-07 23:41
Skoro społeczeństwo musi kupować w ndz to urzedy i banki proszę otworzyć. I zaznaczam praca w ndz w systemie czasu rownowaznego nie jest dodatkowo wynagradzana. Liczy się jak poniedziałek
Pokaż wszystkie komentarze (67)