Jak Polacy skorzystali na Holokauście, czyli na czym polegają racje Izraela w sporze z Polską

"Na Niemców wina i zbrodnia, dla nas klucze i kasa". Od kiedy Kazimierz Wyka napisał te słowa w 1945 r., minęło już ponad 70 lat, a do nas ciągle nie dociera ich sens. A to wytrych do zrozumienia stosunku współczesnych Żydów do Polaków.

W okupowanej Polsce kwitł nielegalny handel z gettami. Spekulanci korzystali na tragicznej sytuacji Żydów
Źródło zdjęć: © Santiago Richard/Flickr (CC BY-NC-SA 2.0)
Hubert Orzechowski

Polacy nie odpowiadają za Holokaust i nazistowskie obozy śmierci – mówi rząd i sprawę tę chce usankcjonować karnie. Owszem, Polacy nie uczestniczyli w Zagładzie. Ale tylko w sensie, że nie było kolaboracji zinstytucjonalizowanej, to jest akceptowanej przez Niemców organizacji, która by ich w tym dziele wspierała. Poza jedną, czyli granatową policją. Jednak i ona pełniła funkcje zabezpieczające i tylko w pojedynczych przypadkach brała aktywny udział w likwidacji gett (choć należy zaznaczyć, że np. wydziały do walki z przestępczością kryminalną przysłużyły się także do ścigania ukrywających Żydów).

Nie wolno nam jednak unikać tematów trudnych. Nasza historia jest znacznie bardziej skomplikowana. "Dla jakichś 75 proc. ludności obojętne było to, co działo się za murem getta warszawskiego" - twierdził badacz Holokaustu, prof. Krzysztof Dunin-Wąsowicz. Przed wojną w Polsce szalał antysemityzm, czego symbolem jest choćby stosowana na uczelniach wyższych zasada "numerus clausus". Nasz kraj nie był w tej sprawie wyjątkiem. Nastroje takie panowały w całej Europie. Problem w tym, że to w Polsce żyło najwięcej Żydów.

Marzenie o wyeliminowaniu Żydów - z handlu

W dużej mierze niechęć do Żydów miała w II Rzeczpospolitej wymiar ekonomiczny. Jedną z najbardziej rozpowszechnionych antysemickich ikon jest wizerunek Żyda-wyzyskiwacza. Praktycznie przez całe dwudziestolecie międzywojenne jednym z głównych tematów politycznych była "polonizacja" handlu.

Oblepianie prowadzonych przez Żydów sklepów naklejkami "Porządny Polak tu nie kupuje", które można zobaczyć w Muzeum II Wojny Światowej w Gdańsku, było normą. Rzadziej zdarzały się warty krewkich chłopców z narodowych ugrupowań, o których mogliśmy przeczytać w książce "My z Jedwabnego" Anny Bikont. Stali oni przed drzwiami kramów żydowskich, i tym, którzy chcieli do nich wejść z ponurą miną wskazywali drogę i mówili: - Polski sklep jest tam.

* Ambasador Izraela "Ostrzegaliśmy przed publikacją projektu ustawy" *

Okupacja hitlerowska spowodowała degradację ekonomiczną zarówno Polaków, jak i Żydów. Jednak warunki bytowe tych pierwszych były nieporównywalnie lepsze. Już na początku okupacji zarządzono, że Żydzi nie mogą posiadać więcej niż 2 tys. zł. Resztę należało wpłacić do banku. A od swoich wierzycieli mogli pobrać tylko 500 zł miesięcznie.

Oznaczało to de facto masową likwidację żydowskich firm i sklepów, gdyż uniemożliwiało płynną, legalną działalność. Największe i najbardziej dochodowe przejęli oczywiście Niemcy, którzy zarządzali żydowskim majątkiem armią 1200 Treuhänderów, czyli administratorów zagrabionych przedsiębiorstw.

Jednak polityka okupanta stworzyła warunki także Polakom. W jednej chwili zniknęła konkurencja w handlu czy w przemyśle. Niemiecki raport Głównego Wydziału Gospodarki Rządu Generalnego Gubernatorstwa z 1944 r. mówi np., że dzięki nazistowskiej polityce z początkowej (tj. z 1939 r.) liczby 195 tys. zakładów i firm handlowych, zostało ich raptem 83 tys. Nic dziwnego więc, że pod koniec wojny endecka prasa konspiracyjna cieszyła się, że "handel jest wreszcie polski".

W dodatku, z oczywistych względów, bardzo dużo Żydów chciało uniknąć zagrabienia swojego majątku, więc oddawali go nie do banków, tylko na przechowanie mniej lub bardziej zaufanym Polakom. Znakomita większość z nich nie przeżyła oczywiście wojny. Zdarzało się także przepisywanie sklepu bądź innych usług na podstawionego Polaka celem uniknięcia jego przejmowania przez Niemców.

Interesy z gettem

Okazją do wzbogacenia się było także utworzenie gett w Generalnym Gubernatorstwie. Przesiedlani do nich Żydzi mogli ze sobą wziąć tylko ułamek dobytku. Nie wiadomo skąd, w dniu "przeprowadzki", w domu stawiali się liczni aryjscy znajomi, czy też zupełnie obcy, aby spytać, czy przypadkiem nie chcą sprzedać rzeczy, których i tak nie będą mogli wziąć do getta. Za bezcen można było wtedy pozyskać dorobek życia całej rodziny. "Wiadomość, że Żydzi przeprowadzają się do getta, bardzo szybko się rozeszła, a liczni ludzie, znajomi, a także ludzie zupełnie nieznani, przychodzili i pytali, czy nie chcemy im sprzedać naszych rzeczy, których i tak nie moglibyśmy zabrać do getta. (...) Odzież, meble oraz pamiątki, które towarzyszyły nam przez całe życie, teraz za kilka banknotów zmieniły właścicieli" – wspominała Janina Fischler-Martinho, jedna z ocalałych z Zagłady.

Samo utworzenie gett dawało świetną "okazję" do zarobku. Przykładowo gospodarstwa rolne spod Warszawy robiły świetne interesy nielegalnie handlując żywnością z gettem. Według prof. Grzegorza Berendta, ceny pożywienia na czarnym rynku w gettcie wynosiły nawet do stukrotność tych oficjalnych.

Relacje z likwidacji gett, zarówno polskie jak i niemieckie czy żydowskie, pełne są opisów grabieży i szabru dokonywanych przez Polaków. Znów: oczywiście najpierw dokonali tego Niemcy, ale Polacy rzucili się na to, co oni zostawili bądź ich nie interesowało.

"Wiadomo, że po "wysiedleniu" mieszkańców nocami zrywano dachy z domów w dobrym stanie; wszystko, co jest użyteczne – piece kuchenne, piece, rury, kable – wymontowywano, przez co naprawa tych domów jest już niemożliwa" – pisano w sprawozdaniu działającego w Generalnym Gubernatorstwie Banku Emisyjnego z terenu byłego getta w Tarnopolu.

"Ludność z otwieranych żydowskich domów rozchwytuje wszystko, co jest pod ręką, ludzie bezwstydnie dźwigają całe toboły z nędznym żydowskim dobytkiem lub towarem z małych żydowskich sklepików" – to z kolei wspomnienia lekarza, Zygmunta Klukowskiego, z likwidacji getta w Szczebrzeszynie.

Dawni właściciele niemile widziani

Finalnym aktem Zagłady było zajmowanie żydowskich nieruchomości przez Polaków. Dotyczyło to przede wszystkim miast i miasteczek. Pożydowskie mieszkania zajmowali chłopi, dla których był to awans społeczny. Nie mieli przy tym wyrzutów sumienia. Napięcie między nimi a Żydami było już przed wojną. Czasami znajdowało ono ujście w przemocy podczas targów, kiedy napadano na żydowskie stragany. Traktowano po prostu Żydów jako konkurencję.

Nic dziwnego, że wracający do swoich domów Żydzi spotykali się co najmniej z niechęcią. Za powiedzenie np. "To przecież jest dom i piekarnia mojego ojca” można było zapłacić życiem. Zresztą podobny los mógł czekać tych, którzy dopominali się o swój majątek ruchomy. "Za czasów okupacji w 1942 r. oddałam na przechowanie obywatelce Ludwice Chrapczyńskiej zam. w Ożarowie 2 pierzyny i 4 poduszki. Obywatelka Chrapczyńska odmawia mi zwrotu tej własności (...). Sprawę proszę rozpatrzeć nawet w razie mej nieobecności" - to jedna z dziesiątek relacji z archiwum Żydowskiego Instytutu Historycznego. Wyjątkowa, bo jej autorka postanowiła walczyć o sprawiedliwość.

Awans społeczny części Polaków, osiągnięty dzięki nieprawdopodobnej tragedii, jaką był Holocaust, jest w dużej mierze przyczyną ogromnego żalu Żydów do Polaków. Dlaczego w Polsce po wojnie zostało tak mało z ok. 200-300 tys. ocalałych (wobec 3,5 mln przedwojennej populacji)? Bo okazało się, że nie mają do czego wracać. I to w sensie zupełnie materialnym. Nie byli też mile widziani.

Niestety, tzw. polityka historyczna obecnego rządu nie przybliża nas do zrozumienia tego aspektu naszych dziejów. Jako społeczeństwo doskonale opanowaliśmy ćwiczenia z niepamięci. A nasi politycy w sprawie skomplikowanych relacji polsko-żydowskich na uwadze mają przede wszystkim jedno: dbanie o nasze dobre samopoczucie.

Wybrane dla Ciebie
Trump liczy, że gospodarka Iranu upadnie. "Bo chcę wygrać"
Trump liczy, że gospodarka Iranu upadnie. "Bo chcę wygrać"
Kanadyjczycy chcą otworzyć w Polsce kopalnię. Wybrali lokalizację
Kanadyjczycy chcą otworzyć w Polsce kopalnię. Wybrali lokalizację
UE ostrzega USA. Możliwe działania odwetowe
UE ostrzega USA. Możliwe działania odwetowe
Śledztwo ws. Zondacrypto. Żurek: dwa wątki budzą mój niepokój
Śledztwo ws. Zondacrypto. Żurek: dwa wątki budzą mój niepokój
PPL i CPK na liście kluczowych spółek dla gospodarki. Rząd szykuje zmiany w wykazie
PPL i CPK na liście kluczowych spółek dla gospodarki. Rząd szykuje zmiany w wykazie
Niespodziewany ruch Iraku w sprawie ceny ropy
Niespodziewany ruch Iraku w sprawie ceny ropy
Ruch ograniczony. Oto co się dzieje w cieśninie Ormuz
Ruch ograniczony. Oto co się dzieje w cieśninie Ormuz
Zwolnienia grupowe u wydawcy Onetu, "Faktu" i "Newsweeka". Trwają rozmowy ze związkowcami
Zwolnienia grupowe u wydawcy Onetu, "Faktu" i "Newsweeka". Trwają rozmowy ze związkowcami
Koniec RegioJet w Polsce. Media: Zwolnieni mieli nie dostać odpraw
Koniec RegioJet w Polsce. Media: Zwolnieni mieli nie dostać odpraw
Rachunki za prąd mają być prostsze. Rząd przyjął projekt
Rachunki za prąd mają być prostsze. Rząd przyjął projekt
Rheinmetall wyprzedza USA. Europa zbroi się na potęgę
Rheinmetall wyprzedza USA. Europa zbroi się na potęgę
Chińczycy ostrzą sobie zęby na fabryki Stellantisa w Europie. Rozmowy trwają
Chińczycy ostrzą sobie zęby na fabryki Stellantisa w Europie. Rozmowy trwają