Wysyłanie dziesiątek, jeśli nie setek aplikacji i brak odpowiedzi – a tym samym wiedzy na temat tego, czy w ogóle ktoś brał nas pod uwagę. To, według młodych ludzi, jeden z największych problemów podczas szukania pracy. Zapytany o to Filip Sobel mówi wprost: - Rynek się zapchał.
- Możemy w ciągu jednego dnia wysłać 20, 50, 100, a rekordziści podobno nawet i 450 CV. Zakładając powiedzmy minutę na to, żeby jedno CV przejrzeć — szybka matematyka: około 15–16 godzin, tylko i wyłącznie na proces przeglądania CV w ramach jednej rekrutacji. Czyli de facto dwa dni robocze z 20, czyli 10 proc. czasu pracy, poświęcamy na to, żeby zakwalifikować CV z pierwszego do drugiego etapu – wyjaśnia Sobel.
WIDEONajwiększe błędy przy wysyłaniu CV i szukaniu pracy - Filip Sobel II Pierwsza Praca #6
Rekruterów jest za mało w stosunku do liczby CV i obowiązków
W konkretnych firmach skala robi się absurdalna — Sobel przywołuje przypadek producenta, w którym jedna osoba zajmuje się HR na 800 osób. Jak wyjaśnia, HR-owcy mają zwykle za dużo obowiązków, by móc spokojnie i efektywnie zająć się rekrutacją – i cierpi na tym cały proces, a także kandydaci. Stąd też memy o "pani Anetce z HR-u". - Rekruter w rankingach dziesięciu zawodów o najniższym zaufaniu społecznym zajmuje jakieś zaszczytne szóste miejsce — komentuje.
Sobel zbudował Staffly na tezie, że tradycyjna rekrutacja już po prostu nie działa. - Naszym głównym sloganem jest to, że CV nie działa, CV proszę wyrzucić do kosza. Bo są inne aspekty, które determinują, kim jesteśmy, a nie to, co napiszemy na papierze - podkreśla.
Przytacza przy tym historię osoby, która pominęła proces aplikacji i wybrała zupełnie inne wyjście – skutecznie, bo wcześniej nie dostawała żadnej odpowiedzi.
- Napisał kilka aplikacji odręcznie — po prostu list ręką, piórem, długopisem, załączył do tego kod QR do swojego profilu na LinkedIn i wysłał do dziesięciu firm. Jak myślisz, ile dostał zaproszeń na rozmowę z tych dziesięciu? Siedem. Zupełnie niestandardowe działanie, adresowane bezpośrednio do działu HR — pokazywało, jak ktoś tam może się przydać – wspomina Sobel.
Lepszych kilka trafnych aplikacji niż setki na siłę
Dlatego rada Filipa Sobela dla wchodzących na rynek jest prosta: - Wolałbym wysłać 3, 5 albo 10 dobrze dopasowanych CV pod jedno konkretne stanowisko, niż automatami wysyłać dziennie po te kilkaset cefałek.
CEO Staffly rozprawia się też z jednym z popularniejszych mitów internetowych o rekrutacji:
Chciałbym się rozprawić z mitem, według którego często czytam w wielu różnych miejscach w internecie, że są systemy, które automatycznie odrzucają kandydatów. To jest absolutny mit. W ramach naszej legislacji zabronione jest profilowanie kandydatów, czyli tak zwane zautomatyzowane podejmowanie decyzji – tłumaczy.
Problem — dodaje — jest gdzie indziej. - Pracujesz w organizacji, gdzie masz do zrobienia 10 takich rekrutacji, wszystkie są na wczoraj. Managerowie co chwilę dopytują, kiedy ten ich pracownik będzie mógł zacząć pracę. Do tego zarząd pyta, jak tam wypłaty, na kiedy będzie raportowanie, a jak ten wniosek, który wysłał przedwczoraj. Robi się z tego tak duży chaos – podkreśla Sobel.
HR-owcy więc wyznaczają sobie pewne priorytety, ale nawet gdyby chcieli, to nie są w stanie odpisać na 1300 zgłoszeń z feedbackiem. - To jest absolutnie niemożliwe – zaznacza.
Kandydaci jednak, nie dostając żadnych odpowiedzi i chcąc za wszelką cenę znaleźć pracę, wysyłają coraz więcej CV i powstaje błędne koło. - Korek coraz bardziej się zapycha – wskazuje Sobel. Rozwiązanie? Firmy powinny doinwestować działy rekrutacji, bo inaczej błędne koło będzie narastać.
Prowadzi Michał Wąsowski, zastępca redaktora naczelnego money.pl