Wojciech Kaczmarczyk od ośmiu lat prowadzi kanał "Do Roboty", w którym sprawdza na własnej skórze, jak wyglądają różne zawody. Równolegle działa w gastronomii i rozwija sieć burgerowni. W rozmowie z Michałem Wąsowskim w programie "Pierwsza praca" dużo miejsca poświęcił temu, jak – z jego perspektywy przedsiębiorcy – zmieniają się oczekiwania osób wchodzących na rynek pracy.
Większość teraz młodego społeczeństwa przychodzi i myśli o 6-7 tys. na start, na rękę, nic nie wiedząc, nic nie potrafiąc. I jeszcze: do 16, punkt 16 odbijam kartę, idę do domu, nic nie dając. Ja nie mówię, że trzeba pracować po pracy, ale nic nie dając więcej od siebie – mówi Kaczmarczyk.
Sam swoją drogę zawodową wspomina inaczej. Jak podkreśla, na początku bardziej zależało mu na tym, żeby zdobywać doświadczenie i zostać zauważonym.
WIDEOPrzetestował setki zawodów. Który wybrałby na start? - Wojciech Kaczmarczyk II Pierwsza praca #4
– Ja jak byłem w ich wieku, najpierw dawałem więcej, żeby mnie ktoś zauważył. Teraz to jest nie do pomyślenia, że ja daję z siebie 120 proc. za 70 proc. pensji. Ja tak miałem, tak zaczynałem – podkreśla.
"Miałem dobre doświadczenia"
Kaczmarczyk zaznacza przy tym, że jego podejście wynika także z osobistych doświadczeń z pracodawcami. Jak opowiada, dodatkowy wysiłek był w jego przypadku zauważany i z czasem przekładał się również na pieniądze.
– Ja dawałem 120 proc., oni mi, powiedzmy, płacili 100 proc., ale zauważając, że daję coś więcej, za miesiąc już było 150, był jakiś napiwek, podwyżka i tym podobne – mówi.
Prowadzący rozmowę zwrócił uwagę, że doświadczenia pracowników bywają bardzo różne i w części firm zdarzają się m.in. problemy z płatnymi nadgodzinami czy korzystaniem z urlopów. Wojciech Kaczmarczyk przyznaje, że takie sytuacje mogą występować. Jego zdaniem nie warto jednak zakładać z góry, że każda relacja z pracodawcą będzie wyglądała w ten sposób.
– Skąd młody człowiek, lat 16 czy 18, ma mieć przekonanie, że zostanie wykorzystany przez szefa? Musiał to przeczytać w internecie, musiał dowiedzieć się od kogoś, nie wiadomo, czy prawdy, czy nie. I on ma już przeświadczenie: "a co ja się tam będę starał, i tak ten Janusz mnie wykorzysta" – mówi.
Pierwsza praca? Poleca gastronomię
Gdyby dzisiaj ponownie miał wybierać swoją pierwszą pracę, Kaczmarczyk postawiłby na gastronomię. Jego zdaniem praca kelnera lub pomocy kuchennej daje osobie bez doświadczenia możliwość szybkiego zetknięcia się zarówno z wymaganiami klientów, jak i fizycznym wysiłkiem czy odpowiedzialnością za pieniądze.
– To jest ciężka, fajna praca, która nauczy nas szacunku do pieniędzy, szacunku do innych ludzi, ciężkiej pracy, często mozolnej i fizycznej – przekonuje.
Nie oznacza to jednak wysokiej pensji już na wejściu. W przypadku młodego kelnera bez doświadczenia mowa o rozpoczęciu pracy od stawki minimalnej. Dodatkowym źródłem dochodu mogą być napiwki.
Samą gastronomię gość programu "Pierwsza praca" określa jako wyjątkowo wymagający biznes. Restauracja może działać siedem dni w tygodniu, a dzień przedsiębiorcy zaczyna się długo przed przyjściem pierwszych klientów.
– Rano trzeba robić zatowarowanie. O 8, o 12 otwiera się restauracja, do 22, później rozliczenia. Więc to naprawdę jest całą dobę – opowiada Kaczmarczyk.
200-300 tys. zł na burgerownię
Kaczmarczyk rozwija obecnie swoją markę również poprzez franczyzę. Jak wylicza, uruchomienie lokalu gastronomicznego wymaga kilkuset tysięcy złotych. – To jest między 200 a 300 tys. zł na gotowe – mówi.
Chodzi o lokal, w którym wcześniej działała gastronomia i są już m.in. odpowiednia wentylacja, elektryka czy instalacje wodne. Do tego przedsiębiorca powinien mieć dodatkową poduszkę finansową na pierwsze miesiące działalności.
– Trzeba mieć jeszcze jakieś 30-50 [tys. zł – przyp. red.] na te pierwsze miesiące, żeby zapłacić ludziom, jak to się wszystko rozkręca – wyjaśnia. Jednocześnie podkreśla, że kapitał nie jest jedynym kryterium przy wyborze franczyzobiorców.
– To jest mocna rekrutacja. To nie jest tak: masz 200 tys.? Mam. No to do umowy. Nie, to nie o to chodzi – mówi przedsiębiorca.
Doświadczenie nie jest dla niego najważniejsze
Podobne podejście Wojciech Kaczmarczyk deklaruje przy zatrudnianiu pracowników. Jak mówi, nie przekreśla kandydatów z powodu braku konkretnych umiejętności, ponieważ wielu rzeczy można kogoś nauczyć już w pracy. Znacznie większe znaczenie przypisuje podejściu do obowiązków.
– Nauczyć kogoś programować można, nauczyć kogoś trzymać kamerę, montować w programie czy nosić tacę mogę, ale nie nauczę kogoś, jak być ambitnym, rzetelnym, szczerym, otwartym. Tego się nie da nauczyć – przekonuje.
Dlatego zwraca uwagę na kandydatów, którzy już podczas rozmowy rekrutacyjnej wykazują inicjatywę.
– Jak on przychodzi do mnie i mówi: "a może takie coś byśmy zrobili, a może taki artykuł?", to mi się już lampka zaświeca, że on coś chce zrobić. A jak czeka i po prostu chce zrobić, żeby było, to nie u mnie praca – dodaje.
"10 lat pracuję, żeby ktoś zapłacił 10 tys. za zdjęcie"
Przedsiębiorca odniósł się też do wyobrażeń o pracy influencera i zarabianiu w internecie. Zwraca uwagę, że odbiorca widzi najczęściej końcowy efekt – zdjęcie albo film – ale niekoniecznie lata pracy, które pozwoliły twórcy osiągnąć wysokie stawki.
– To nie jest tak, że sobie wstaniemy, zrobimy trzy zdjęcia na Instagram i ktoś przyjdzie zapłacić nam duże pieniądze – zaznacza. Podaje przykład sytuacji, w której influencer otrzymuje 10 tys. zł za pojedynczą fotografię reklamową. – Ktoś powie: "zarobiłeś 10 tys. za fotkę z telefonem przy uchu". No tak, tylko że 10 lat na to pracuję, żeby po 10 latach ktoś mi 10 tys. zapłacił za to zdjęcie – mówi Kaczmarczyk.
W jego przypadku prowadzenie kanału "Do Roboty" oznacza regularne wyszukiwanie bohaterów, kontaktowanie się z firmami oraz podróże po całej Polsce. Nowy materiał ma pojawiać się co tydzień.
Na koniec rozmowy Kaczmarczyk zachęcał młodych ludzi przede wszystkim do szukania zajęcia, które rzeczywiście im odpowiada. Jego zdaniem początek kariery to moment, w którym można jeszcze próbować różnych dróg, nawet jeśli pierwsze wynagrodzenie nie jest najwyższe. – Czasem może za mniejsze pieniądze na początku, a te pieniądze w konsekwencji przyjdą – mówi.
I dodaje: – Praca to jakieś trzy czwarte naszego życia albo i więcej. Robić coś, będąc nieszczęśliwym, to nie tędy droga. Ja pracuję po 15 godzin dziennie i cały czas z uśmiechem na twarzy.