Hesja chce dopisać nowy czyn zabroniony do przepisu o podżeganiu do nienawiści. Sankcje miałyby grozić za publiczne wzywanie do likwidacji państwa Izrael. "Warunkiem jest, aby wypowiedź ta mogła nawoływać do przemocy na tle antysemickim lub do arbitralnych działań" - czytamy.
W uzasadnieniu wskazano m.in. dane Federalnego Urzędu Kryminalnego (BKA). Liczba przestępstw z nienawiści zakwalifikowanych jako antysemickie wzrosła w 2025 r. o 5 proc. do 6,5 tys. Według szefa BKA Holgera Muncha niemal połowa wiązała się z konfliktem na Bliskim Wschodzie.
"Codziennie jest to samo". Zapytaliśmy o kaucje. Polacy bez litości
Minister sprawiedliwości Hesji Christian Heinz z CDU uznał, że Niemcy nie mogą przymykać oka na rosnący antysemityzm w kraju.
Dziennik zwraca uwagę, że z prawnego punktu widzenia Hesja powołuje się na tzw. orzeczenie Federalnego Trybunału Konstytucyjnego z 2009 r. w sprawie Wunsiedel. Wówczas sąd orzekł, że wyrażanie opinii sprzecznych z konstytucyjną tożsamością Republiki Federalnej Niemiec jako kontrmodelu rządów nazistowskich może, w drodze wyjątku, podlegać ograniczeniom na mocy ustaw szczególnych.
"Prawo do istnienia"
"Hesja argumentuje, że odmowa prawa Izraela do istnienia mieści się w tej kategorii, ponieważ państwo żydowskie zostało utworzone w celu ochrony ofiar Zagłady i ich potomków przed ponownymi prześladowaniami. Bezpieczeństwo Izraela leży w niemieckim interesie narodowym" - podkreśla "Berliner Zeitung".
Pojawiają się jednak wątpliwości wokół granic wolności słowa zapisanej w art. 5 niemieckiej ustawy zasadniczej. Sprzeciw w liście otwartym wyraziło m.in. ponad 30 prawników. Rząd federalny ma sześć tygodni na zajęcie stanowiska, a potem projekt czeka standardowa ścieżka w Bundestagu.
Źródło: Berliner Zeitung