"Chat Control" to potoczna nazwa unijnych regulacji w sprawie wykrywania materiałów przedstawiających seksualne wykorzystywanie dzieci (CSAM) w komunikatorach i poczcie elektronicznej. Największe obawy budzi ryzyko wykorzystywania tych przepisów do automatycznego skanowania prywatnych wiadomości użytkowników.
Docelowo Unia Europejska chce przygotować systemowe rozwiązania pod hasłem "Chat Control 2.0" do regularnej walki z siatką pedofilów. W międzyczasie Wspólnota stosowała od kilku lat przejściowy mechanizm pod nazwą "Chat Control 1", zezwalający na dobrowolne kontrolowanie treści przez big techy, który wygasł wiosną tego roku.
Jest najbogatszym Polakiem. Tak zarobił pierwszy milion
W trakcie czwartkowego głosowania w Parlamencie Europejskim większość deputowanych była przeciwko przedłużeniu tymczasowych przepisów o kolejne miesiące. Europosłom nie udało się jednak uzyskać kwalifikowanej większości głosów. W rezultacie prace nad wydłużeniem "Chat Control 1" co najmniej do 2028 r. przeszły do kolejnego etapu w Radzie Unii Europejskiej.
Przeforsowanie dyskusyjnych rozwiązań było możliwe m.in. dzięki głosom kilkudziesięciu polskich europarlamentarzystów, reprezentujących szerokie spektrum barw partyjnych. Spotkało się to z krytyką części użytkowników i niektórych branżowych serwisów, takich jak Niebezpiecznik.pl.
Co dalej z "Chat Control"? Europosłowie się tłumaczą
Na liście popierających dalsze prace nad przepisami znaleźli się politycy Koalicji Obywatelskiej, Polskiego Stronnictwa Ludowego, Lewicy oraz Prawa i Sprawiedliwości. Nie ma z kolei deputowanych należących do Konfederacji i Polski 2050.
W rozmowie z money.pl Patryk Jaki (PiS) nie zgadza się z zarzutami stawianymi przez krytyków przepisów, dotyczącymi inwigilacji obywateli.
- To dyskusja o tym, jak rozumiemy wolność. Jedni uważają - tak jak ja - że z wolnością mamy do czynienia tak długo, aż nie naruszamy wolności innej osoby. Przeciwnicy tego rozwiązania uważają, że wolność to także wolność dla pedofilów - mówi nam polityk.
To nieprawda, że urzędnicy unijni będą mieli wgląd do naszych wiadomości. Na żadnym etapie ich nie mają. Procedura wygląda tak, że jeśli AI wyłapie treść pedofilską w komunikacji, sygnał weryfikuje pracownik platformy i jeśli potwierdzi "trafienie", to informację o tym przesyła do kolejnego etapu weryfikacji przez służby danego państwa - tłumaczy Jaki, który w europarlamencie należy do grupy Europejskich Konserwatystów i Reformatorów (ECR).
- Wszyscy wiemy, że grupy pedofilskie przeniosły się w dzisiejszych czasach głównie do sieci. Jeśli organizują działalność na platformach cyfrowych typu Facebook, X (dawny Twitter), czy czatach w grach dla dzieci, to państwo polskie jest wobec nich bezradne. Musimy za każdym razem prosić o pomoc Stany Zjednoczone, a potem oni proszą platformy cyfrowe o dostęp do danych. A przecież te platformy dużo zarabiają w Polsce, więc powinniśmy od nich oczekiwać, że zaangażują się w walkę z pedofilią w sieci - dodaje europoseł.
"Przepisy nie mogą naruszać prawa do prywatności"
Krytyczne komentarze w tej sprawie odpiera też Krzysztof Śmiszek z Nowej Lewicy. - To nie ma nic wspólnego z inwigilacją obywateli. Głosowanie dotyczyło wyłącznie przedłużenia tymczasowych przepisów, które będą obowiązywać jedynie do momentu przyjęcia odpowiednich rozwiązań na stałe - tłumaczy nam polityk.
Dziś nie mamy żadnych stałych przepisów dotyczących wychwytywania treści pedofilskich i to jest problem. Natomiast w głosowaniu przeszła poprawka, którą popierała polska Lewica, aby zakazać możliwości kontrolowania wiadomości wykorzystujących tzw. szyfrowanie end-to-end, czyli sprawdzania popularnych komunikatorów - tłumaczy Śmiszek, który należy do Postępowego Sojuszu Socjalistów i Demokratów (S&D).
Poprawkę, o której mówi Śmiszek, złożyła w trakcie głosowania grupa Europejskich Konserwatystów i Reformatorów, do której należą europosłowie Prawa i Sprawiedliwości.
Na argumenty związane z koniecznością ochrony najmłodszych przed przestępcami powołuje się też Michał Szczerba z Koalicji Obywatelskiej. - Regulacje unijne nie mogą naruszać prawa do prywatności i muszą ograniczyć się wyłącznie do wykrywania przestępstw seksualnego wykorzystywania dzieci. Takie czyny to zbrodnia i nie ma ważniejszej sprawy niż ochrona dzieci - tłumaczy w rozmowie z money.pl europoseł Europejskiej Partii Ludowej.
Ministerstwo Cyfryzacji - w odpowiedzi na akcję społeczną "Stop Chat Control" - zapewniało jesienią zeszłego roku, że "Polska broni prywatności użytkowników internetu i przeciwstawia się masowemu skanowaniu prywatnej korespondencji". Jednocześnie - jak czytamy na stronach resortu - rząd "opowiada się za wprowadzeniem środków, które umożliwią skuteczne przeciwdziałanie materiałom przedstawiającym seksualne wykorzystywanie dzieci".