Wstrząs w branży moto. Amerykanie zrywają z Chinami ws. części
General Motors nakazał tysiącom dostawców całkowite odcięcie produkcji od Chin w ciągu dwóch lat. To najdalej idący ruch w amerykańskiej motoryzacji od lat, wymuszony napięciami handlowymi i ryzykiem przerw w dostawach. GM stawia na odporność, nawet kosztem wyższych cen - podaje moto.rp.pl.
General Motors rozesłał wewnętrzne wytyczne do dostawców: chińskie komponenty, surowce i półprodukty mają zniknąć z północnoamerykańskiej produkcji koncernu do 2027 r. Według moto.rp.pl, impuls przyspieszył wiosną 2025 r., po serii nowych ceł i napięć w relacjach USA–Chiny. Na czarnej liście obok Chin znalazły się też Rosja i Wenezuela.
Decyzja obejmuje szczególnie trudne obszary, jak elektronika, oświetlenie, przetworniki, układy sterujące i formy do tłoczenia metalu, gdzie dominacja Chin jest największa. Czas na przejście jest krótki: wielu dostawców ocenia, że normalnie taki projekt trwałby pięć–dziesięć lat, a GM daje im dwa–dwa i pół roku. Jak podaje moto.rp.pl, przenoszenie produkcji oznacza koszty nowych zakładów, certyfikacji i logistyki, co może wywołać konsolidację wśród mniejszych firm.
Skąd sałata w Polsce zimą? Ujawnia swój biznes
Mary Barra od lat zapowiada w GM budowanie odporności łańcucha dostaw, m.in. poprzez udziały w źródłach litu w Nevadzie i współpracę z amerykańskimi producentami metali ziem rzadkich. Kierunek ten potwierdził szef globalnych zakupów GM Shilpan Amin: "Cena przestała być najważniejsza. Najważniejsze jest to, czy będziemy w ogóle mieli części".
Na tę zmianę filozofii wpływają także ograniczenia eksportowe z Chin, rozszerzane w 2025 r., które podnosiły ryzyko przestojów montażowych u producentów w USA i Europie.
Ceny części z Chin będą droższe - ostrzegają dostawcy
Koncern wyznacza trend na rynku. Ford lokalizuje produkcję baterii, Stellantis modernizuje fabryki w USA, a Tesla częściowo uniezależniła się od Chin, jednak – jak wskazuje moto.rp.pl – to GM jako pierwszy wezwał szeroko łańcuch dostaw do pełnego odcięcia od chińskich źródeł. W praktyce alternatywami mają być Ameryka Północna, rynki sojusznicze i państwa bez ryzyka sankcji.
Dostawcy ostrzegają, że komponenty poza Chinami są średnio o 15–30 proc. droższe. GM akceptuje to ryzyko, uznając ciągłość dostaw za ważniejszą niż minimalizacja kosztów jednostkowych. Taki kurs może podbić ceny aut produkowanych w USA szybciej, niż zakładały wcześniejsze prognozy, ale ma ograniczyć ryzyko przestojów i strat w montowniach.
Ruch GM jest symbolem nowej epoki geopolitycznych łańcuchów dostaw. Współzależność USA–Chiny, uznawana przez lata za "naturalną", staje się strategicznym ryzykiem.
Jeśli amerykański gigant utrzyma harmonogram, jego droga może wymusić zmiany także u producentów w Europie, szczególnie tych silnie obecnych na rynku USA. W kolejnych dwóch latach okaże się, czy "ultimatum 2027" przekształci się w nowy standard branży, czy pozostanie kosztownym eksperymentem.
Źródło: moto.rp.pl