Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej (TSUE) rozstrzygnął jesienią 2025 r. spór dotyczący pracowników, którzy rozpoczynali dzień w bazie wyznaczonej przez pracodawcę, a następnie jechali firmowym samochodem do zmieniających się miejsc wykonywania zadań. Sprawa dotyczyła sporu z hiszpańską spółką Vaersa.
Dojazd jako czas pracy. TSUE rozstrzygnął
TSUE uznał, że zarówno przejazd z bazy na miejsce pracy w terenie, jak i późniejszy powrót do bazy powinny być zaliczane do czasu pracy. Pracownicy zajmowali się ochroną przyrody i wykonywali zadania w różnych lokalizacjach. Dojeżdżali we własnym zakresie z domu do bazy, gdzie musieli stawić się o godz. 8. Następnie jechali wspólnie firmowym samochodem do miejsca wskazanego przez pracodawcę. Po zakończeniu prac wracali tym samym pojazdem do bazy.
Spółka wliczała do czasu pracy poranny przejazd, ale nie uwzględniała drogi powrotnej. Zdaniem TSUE oba odcinki powinny być traktowane tak samo.
WIDEOTrzy prace, trzy klęski. Trudne początki Patrycjusza Wyżgi II Pierwsza Praca #1
Trybunał wskazał, że pracownicy pozostawali w tym czasie do dyspozycji pracodawcy. To firma ustalała godzinę zbiórki, miejsce wyjazdu, środek transportu i miejsce docelowe. Zatrudnieni nie mogli swobodnie zdecydować, kiedy i w jaki sposób pojadą.
Znaczenie miało również to, że przejazd był konieczny do wykonania obowiązków wynikających z umowy. Pracownicy nie mieli jednego stałego miejsca pracy, lecz byli kierowani do różnych lokalizacji.
Nie każdy dojazd jest czasem pracy
Wyrok nie oznacza jednak, że zwykła droga z domu do biura, sklepu, fabryki powinna być wliczana do dniówki. Sam fakt, że firma zapewnia transport, nie przesądza sprawy. Istotne jest, czy przejazd jest obowiązkowy, czy pracodawca wyznacza jego warunki i czy miejsce wykonywania zadań regularnie się zmienia.
Pracownicy mogą domagać się korekty ewidencji oraz — zależnie od systemu wynagradzania i faktycznie przepracowanych godzin — zapłaty wynagrodzenia lub dodatków za nadgodziny. Roszczenia ze stosunku pracy przedawniają się zasadniczo po trzech latach od dnia, w którym stały się wymagalne.
Przy sporze sąd będzie badał między innymi:
- czy pracownik miał obowiązek stawić się w bazie;
- czy baza była rzeczywistym miejscem pracy, czy tylko punktem zbiórki;
- czy miejsce wykonywania zasadniczych zadań było zmienne;
- kto ustalał godzinę, trasę i sposób przejazdu;
- czy transport był obowiązkowy;
- czy pracownik podczas podróży mógł rzeczywiście swobodnie dysponować czasem.
Wyrok może przekładać się na funkcjonowanie wielu branż: budownictwa, energetyki, gazownictwa, telekomunikacji, serwisowania urządzeń przemysłowych, wind i klimatyzacji. Orzeczenie może być ważne także dla pracowników komunalnych, leśnych, ekip utrzymujących tereny zielone, serwisantów farm wiatrowych i fotowoltaicznych oraz firm wysyłających pracowników do wielu obiektów klientów.
Wyrok TSUE nie wywołał w państwach Unii fali zmian ustawowych. Jego skutki są przede wszystkim interpretacyjne i praktyczne, a nie legislacyjne. Trybunał wyjaśnił, jak należy rozumieć istniejącą od lat definicję "czasu pracy", która nie została zmieniona.
Źródło: eur-lex.europa.eu.