Pułapka dla tysięcy pracowników. To się dzieje w Polsce. Czas na zmianę [OPINIA]

Tylko w branży dostarczania jedzenia pracuje około 20-30 tys. osób. Około 1,7 mln osób w Polsce pracuje zdalnie lub hybrydowo. Tymczasem w prawie pracy polegamy na definicjach z czasów, gdy nikt nie wyobrażał sobie istnienia pracy platformowej, a praca zdalna była absolutnym wyjątkiem – pisze w opinii dla money.pl Kamil Fejfer.

Ministerstwo Pracy W odpowiedzi na nieprzedłużenie umów kurierom ministra pracy zawnioskowała o kontrolę
Źródło zdjęć: © Agencja Wyborcza.pl, GETTY | Jakub Wlodek, Pekic, Robert Kowalewski
Kamil Fejfer

Tekst powstał w ramach projektu WP Opinie. Przedstawiamy w nim zróżnicowane spojrzenia komentatorów i liderów opinii publicznej na kluczowe sprawy społeczne i polityczne.

Awantura wokół Pyszne.pl trwa w najlepsze. I dobrze, bo dzięki niej do debaty publicznej przedarł się temat pracy platformowej, która nierzadko jest drwiną wobec prawa, instytucji państwa i wyzyskiem najbardziej wrażliwych pracowników – migrantów albo osób młodych, które nie miały szczęścia urodzić się w zamożnej rodzinie. Na marginesie tej dyskusji pozostaje pewien istotny element – otóż być może sama definicja etatu jest dzisiaj nieaktualna. A instytucje takie jak Państwowa Inspekcja Pracy i Zakład Ubezpieczeń Społecznych w wyniku tego często miewają związane ręce. Problem nie ogranicza się tylko do sektora kurierskiego. Zahacza choćby o pracę zdalną.

Przypomnijmy, o co chodzi w sprawie Pyszne.pl. W połowie lipca firma będąca członkiem grupy Just Eat Takeaway.com zamieściła oświadczenie, w którym poinformowała, że rozwiązuje umowy zlecenia ze swoimi kurierami. Sprawa ma dotyczyć około 5 tys. osób. Ci – zgodnie z zapowiedziami – będą mogli podpisać umowy z tak zwanymi partnerami flotowymi, czyli firmami-poleceniodawcami Pyszne.pl. Innymi słowy, między platformą a kurierem pojawi się ogniwo pośrednie.

Sęk w tym, że o ile w Pyszne.pl dostarczyciele jedzenia mieli zapewnioną stawkę minimalną i składki (bo obowiązywały ich umowy zlecenia), tak w nowym rozdaniu – mówiąc eufemistycznie – taka opcja zagwarantowana nie będzie.

“Ministerstwo nie dowozi”. Tak rząd poległ w sprawie Pyszne.pl [OPINIA]

W tle całej sprawy pobrzmiewają echa reformy Państwowej Inspekcji Pracy. Przypomnijmy, że nowe przepisy weszły w życie 8 lipca. Nowelizacja dała inspektorom PIP możliwość zamieniania umów cywilnoprawnych na etaty w momencie, kiedy ci stwierdzą, że zachodzi stosunek pracy. Co ważne, reforma nie nakłada nowych obowiązków na pracodawców ani na pracowników. Po prostu dała narzędzia do egzekwowania już istniejącego prawa.

Ordynarne robienie w konia polskich instytucji

Co ciekawe, Pyszne.pl i tak zatrudniało w sposób relatywnie cywilizowany, wyróżniając się na rynku na plus. Inne duże platformy obchodzą polskie prawo od dawna, wplatając w swój łańcuch logistyczny partnerów flotowych. Ci ostatni podpisują z kurierami symboliczne zlecenia na kilkadziesiąt lub kilkaset złotych. Reszta wypłaty jest przekazywana jako… wynajem sprzętu.

Partner flotowy działający na rzecz dużej platformy delivery podpisuje z kurierem umowę na najem roweru lub telefonu. I jako najemca wypłaca mu "czynsz". Ten uzależniony jest od wielu parametrów – pogody, dzielnicy, godziny korzystania. Jest to po prostu ordynarne robienie w konia polskich instytucji.

Firma z pomarańczowym logo – jak twierdzi – chcąc rozwijać się dalej, była zmuszona do takiego kroku, ponieważ cała konkurencja działa w ten właśnie sposób.

Wierzyliśmy, że taki kierunek rozwoju będzie stopniowo upowszechniał się w całej branży (umowy zlecenia – red.). Tak się jednak nie stało. Dlatego od momentu rozpoczęcia prac nad dyrektywą platformową konsekwentnie wskazywaliśmy, że rynek pracy platformowej potrzebuje jasnych, równych i przewidywalnych zasad tożsamych dla wszystkich uczestników

– napisało w oświadczeniu wysłanym Polskiej Agencji Prasowej biuro prasowe platformy Pyszne.pl. 

Ile w tym prawdy, trudno powiedzieć. Nie ulega jednak wątpliwości, że firmy muszą dostosowywać się do kosztowych reguł gry narzucanych przez konkurencję. Inaczej znikną z rynku.

Będą kontrole

W odpowiedzi na nieprzedłużenie umów kurierom ministra pracy Agnieszka Dziemianowicz-Bąk zawnioskowała do Głównego Inspektora Pracy o kontrolę w Pyszne.pl. Chodzi o sprawdzenie, czy dostarczyciele jedzenia nie powinni być zatrudnieni na etat. Do przedsiębiorstwa ma również zapukać z kontrolą ZUS. Również ta instytucja ma swój "interes" w przyjrzeniu się Pyszne.pl. W tym przypadku chodzi o należne składki.

"W związku z pojawiającymi się w przestrzeni publicznej informacjami dotyczącymi sposobu zatrudniania osób świadczących pracę platformową Zakład Ubezpieczeń Społecznych informuje, że prowadzone kontrole obejmują również kwestie związane z zabezpieczeniem społecznym osób pracujących w takich podmiotach" – czytamy w oświadczeniu ZUS. Widać, że ZUS nie ma zamiaru – przynajmniej deklaratywnie – ograniczyć się do jednej platformy.

"W przypadku stwierdzenia, że tytuł do ubezpieczeń nie odpowiada faktycznie świadczonej pracy, ZUS może dokonać ustalenia właściwego tytułu do ubezpieczeń. Na przykład gdy umowa cywilnoprawna jest wykonywana na rzecz własnego pracodawcy lub gdy umowa o dzieło faktycznie nią nie jest, ZUS może obciążyć podmiot należnymi składkami do 5 lat wstecz" – czytamy dalej.

Z tego, co komunikuje Zakład, można pośrednio wysnuć, na czym polega część modelu biznesowego partnerów flotowych. Otóż chodzi o branie na siebie ryzyka prawnego. Kiedy do firmy przychodzą instytucje kontrolne i wykryją – jak to się eufemistycznie mówi – nieprawidłowości, to dobiorą się do skóry firmy stanowiącej bufor między pracownikami a platformą-matką. Gigant cyfrowy zawsze może się wykręcić tym, że tylko podzlecał zadania, a odpowiedzialność jest na firmie trzeciej. I tak to się kręci.

Wiele rozbija się o to, czy dana profesja ma cechy umowy o pracę czy nie. To właśnie stanowi podstawę do zamiany umowy na etat. To też jest podstawą do płacenia składek. Problem w tym, że dzisiejsza definicja etatu nie nadąża za zmianami technologicznymi.

Stosunek pracy jest zdefiniowany w kodeksie pracy w art. 22 § 1. "Przez nawiązanie stosunku pracy pracownik zobowiązuje się do wykonywania pracy określonego rodzaju na rzecz pracodawcy i pod jego kierownictwem oraz w miejscu i czasie wyznaczonym przez pracodawcę, a pracodawca – do zatrudniania pracownika za wynagrodzeniem" – czytamy w ustawie.

Etatem jest więc każda praca:

  • pod kierownictwem,
  • w określonym miejscu,
  • określonym czasie,
  • na rzecz pracodawcy, który wypłaca wynagrodzenia.

Państwowa Inspekcja Pracy na swojej stronie dorzuca do tego dodatkowe punkty z innych artykułów:

  • praca musi być wykonywana osobiście (a nie podzlecona),
  • musimy mieć do czynienia z powtarzalnością czynności.

Prawo sprzed skoku technologicznego

Bez względu na to, jaka została zawarta umowa między stronami, praca wykazująca powyżej wymienione cechy jest etatem i kropka. Stąd też nowe przepisy, które dały możliwość inspektorom zamiany śmieciówek na etaty. Wcześniej te przepisy były martwe. Co z tego, że istnieje ograniczenie prędkości, skoro nie ma żadnego radaru i jest niemal pewne, że w miejscu ograniczenia nie pojawi się policja?

Problematyczna w dzisiejszej gospodarce jest część przepisu odnosząca się do "miejsca" i "czasu" pracy. Do artykułu 22. Kodeksu to doprecyzowanie zostało dopisane w 2002 r., prawie ćwierć wieku temu. Wtedy nikt nie wyobrażał sobie istnienia pracy platformowej, a praca zdalna była absolutnym wyjątkiem. Pracownicy po prostu chodzili do fabryk, sklepów i biur, gdzie pracowali od-do.

Dzisiaj, wraz z rozwojem technologii, sytuacja zmieniła się diametralnie. W samej branży food delivery (dostawcy jedzenia) pracuje około 20-30 tys. osób. A ich liczba będzie rosła wraz z bogaceniem się społeczeństwa. Do tego, według Polskiego Instytutu Ekonomicznego, około 10 proc. polskich pracowników (czyli 1,7 mln osób) pracuje zdalnie lub hybrydowo.

Tym ludziom pracodawca nie wyznacza konkretnego "miejsca" pracy, często nie wyznacza również "czasu" wykonywania zadań. Wiadomo oczywiście, że większość osób w pracy hybrydowej albo zdalnej stara się pracować w okolicach godzin 9-17.

Jednak – nie oszukujmy się – czas ten jest nierzadko wykorzystywany do załatwienia na przykład spraw urzędowych. A później jest "oddawany" na przykład wieczorem przy szlifowaniu projektu. Jednocześnie dla każdego rozsądnego obserwatora jasne jest, że praca w ten sposób wciąż jest etatem. A kurier dowożący jedzenie jest pracownikiem, a nie żadnym rentierem żyjącym z wynajmu swojego roweru.

Innymi słowy kodeksowa definicja etatu może ograniczać instytucje, których kontrolerzy stykają się z prawnikami firmowymi gotowymi udowodnić, że w wielu oczywistych przypadkach nie mamy do czynienia z etatem, ale na przykład z B2B. Być może "kontrahent" pracuje niemal wyłącznie dla jednego zleceniodawcy, jakoś tak wychodzi, że nikogo nie zatrudnia i pracuje raczej poniedziałek-piątek. Ale zdarza mu się popracować o 19, a poza tym może pracować z kawiarni. A kurier może przecież zrobić sobie przystanek, kiedy chce.

Chociaż jasne jest, że w wielu podobnych przypadkach mamy do czynienia z pracą etatową, to jednocześnie tak sformułowane przepisy nie ułatwiają pracy instytucjom. Być może pora, żeby dostosować je do nowych warunków. Po to, żeby nie pomijać tysięcy ludzi, którzy wykonują normalną pracę, ale w świetle prawa są uważani za wynajmujących telefony i samochody.

Tytuł, lead i śródtytuły pochodzą od redakcji.

Wybrane dla Ciebie