"Wykorzystamy srogą zimę". Górnicy z Bogdanki grożą strajkiem

Związkowcy z Bogdanki szykują strajk. – Jako górnicy wykorzystamy srogą zimę, żeby pokazać społeczeństwu, że węgiel jest potrzebny – mówi nam Jarosław Niemiec ze związku zawodowego "Przeróbka". Protestują przeciwko niewywiązaniu się z porozumień płacowych i ograniczeniu premii, domagając się jednocześnie gwarancji zatrudnienia oraz zabezpieczenia przyszłości kopalni.

Jarosław Niemiec ze Związku Zawodowego "Przeróbka" ostrzega przed zimowym strajkiem górnikówJarosław Niemiec ze Związku Zawodowego "Przeróbka" ostrzega przed zimowym strajkiem górników
Źródło zdjęć: © Agencja Wyborcza.pl, East News | Jakub Orzechowski, Krzysztof Radzki • Zdjęcie wygenerowane przy pomocy AI
Piotr Bera

Od tygodnia trwa okupacja sali konferencyjnej w Bogdance przez przedstawicieli wszystkich czterech grup związkowych. W ten sposób chcą zwrócić uwagę rządzących na dwie rzeczy: przyszłość kopalni oraz aktualne zarobki pracowników. 4 listopada wybierają się do Ministerstwa Aktywów Państwowych, gdzie ma zostać położony fundament pod kolejne rozmowy.

– Od trzech lat czekamy na poważną dyskusję. To, co wyprawiają w górnictwie, grozi kryzysem energetycznym. Jeżeli dojdzie do strajku w Bogdance, to będą bardzo duże braki węgla. A jego na polskim rynku już nie ma – tłumaczy Niemiec w rozmowie z money.pl.

Związkowiec wyjaśnia, że górnicy oczekują od MAP pełnej informacji na temat długoterminowych planów w stosunku do Bogdanki. Chcą usłyszeć, co dalej z koncesją na wydobycie na głównym złożu "Bogdanka", która wygasa 31 grudnia 2031 r.


WIDEO
Wójt-rekordzista. Rządzi prawie 30 lat. Oto, co mówią o nim mieszkańcy

Lubelski Węgiel Bogdanka posiada cztery koncesje na wydobycie węgla kamiennego. Najdłuższa obowiązuje do 31 grudnia 2065 r. Według szacunków zasoby operatywne kopalni sięgają ok. 390 mln ton węgla, które mają wystarczyć na prawie 50 lat.

– Politycy mówią, że jest coraz mniejsze zapotrzebowanie na węgiel, a jednak w tym roku wydobycie jest większe. Dlatego usiądźmy do stołu i zaplanujmy przyszłość kopalni i załogi. Bez planu i konkretnych działań będziemy jedynie gasić ogniska – kontynuuje Niemiec.

Żądają podwyżek i wyższych cen

Związkowcy są oburzeni. Jak mówią, płace w lubelskim węglu, gdzie pracuje ok. 5 tys. osób, stoją w miejscu od dwóch lat. Obecnie średnia pensja razem z dodatkami i nagrodami (np. Barbórką) wynosi 13,3 tys. zł brutto. Związkowcy chcą 500 zł więcej.

Załogę oszukano. Nie zrealizowano porozumienia płacowego i podwyżek nie ma od dwóch lat. Nie chcemy, żeby Bogdankę oszukiwano i dorzynano z powodu absurdalnego naliczania ceny węgla – uważa związkowiec "Przeróbki".

Bogdanka należy do najbardziej efektywnych kosztowo producentów węgla kamiennego w kraju. W 2024 r. koszt produkcji tony węgla w Bogdance był o ok. 36 proc. niższy od średniej krajowej i o ok. 37 proc. niższy niż w Polskiej Grupie Górniczej. Koszt wydobycia tony węgla ekwiwalentnego w Bogdance wynosił ok. 605 zł, podczas gdy w PGG przekraczał 960 zł, a w JSW 1040 zł.

Jednakże wyniki Bogdanki są gorsze niż w 2025 r. W pierwszej połowie roku Lubelski Węgiel Bogdanka wypracował 5 mln zł zysku netto wobec ok. 264 mln zł rok wcześniej. Liczby te są gorsze pomimo większego wydobycia i sprzedaży.

LW Bogdanka podała we wrześniowym komunikacie, że w pierwszym półroczu 2026 sprzedano niemal 4,06 mln ton węgla handlowego, o 1,3 proc. więcej niż rok wcześniej. "Spółka wzmocniła swoją silną pozycję na rynku, osiągając 31 proc. udziału w dostawach węgla do energetyki zawodowej w Polsce, wobec 29,1 proc. na koniec pierwszego kwartału 2026 r. W samym II kwartale 2026 r. sprzedaż węgla wzrosła o 11,8 proc. w porównaniu z II kwartałem 2025 r. i wyniosła 1,97 mln ton" – czytamy. Jednocześnie produkcja węgla handlowego wyniosła ponad 4,38 mln ton, o 509 tys. ton więcej niż w I połowie 2025 r. (wzrost rok do roku o ponad 13 proc.).

Bogdanka byłaby najlepsza, gdybyśmy mieli konkurencyjne ceny rynkowe w odniesieniu do cen w portach ARA. Tam za tonę węgla płaci się ok. 150 dol. (ok. 590 zł), a my sprzedajemy za 310 zł. Nawet tona za 400 zł przyniosłaby nam zyski. Nie ma takiego węgla na świecie, który byłby konkurencyjny cenowo i jakościowo wobec Bogdanki. Do elektrowni Enei w Kozienicach mamy ponad 100 km. Węgiel musiałby im spaść z nieba, żeby był tańszy – uważa Niemiec.

Symbioza z Eneą

Większościowym właścicielem kopalni Bogdanka jest Enea S.A., posiadająca 64,57 proc. udziałów. Enea kontrolowana jest przez Skarb Państwa. Głównymi odbiorcami Bogdanki są podmioty z Grupy Enea, które w 2025 r. odpowiadały za 81 proc. przychodów kopalni.

Bożena Lisowska, posłanka PO, we wrześniowej interpelacji skierowanej do ministra aktywów państwowych ostrzegła, że w 2028 r. Bogdanka może ponieść stratę operacyjną. Posłanka podkreśla, że sytuacja spółki "pogarsza się w szybkim tempie".

"Ceny węgla energetycznego spadły o ok. 20 proc. w 2025 r., a kontrakty z Grupą Enea (Elektrownie Kozienice i Połaniec) oznaczają kolejny spadek ceny o ok. 15 proc. w 2026 r. – do poziomu ok. 310 zł/t. Grupa Enea, właściciel ok. 65 proc. akcji Bogdanki, jest jednocześnie jej głównym odbiorcą." – dodała posłanka.

Lisowska przypomniała, że Bogdanka nie korzysta z budżetowych dopłat do redukcji zdolności produkcyjnych. "Tymczasem spółki górnicze objęte systemem wsparcia otrzymały w 2025 r. ponad 9 mld zł, a dopłata pokrywa różnicę między kosztami a przychodem liczonym według ceny referencyjnej. W efekcie węgiel dotowany może być sprzedawany poniżej kosztów wydobycia, a krajowe ceny miałów są niższe od cen w portach ARA" – oceniła.

Czy szansą na polepszenie warunków Bogdanki może być dywersyfikacja odbiorców?

Proszę porzucić mit o wolnym rynku w energetyce. To system, w którym centralne planowanie wymusza fizyka i stabilizacja sieci. Tylko elektrownia będzie palić tym węglem, bo ma do tego przystosowane kotły. Jesteśmy na siebie z Eneą skazani na śmierć i życie. Dla obu stron to symbioza – uważa Niemiec.

Wysłaliśmy pytania do biura prasowego Enei ws. możliwego strajku w Bogdance. Na odpowiedź czekamy.

Niska cena węgla oznacza niższe ceny energii dla odbiorców. Ale w dalszej perspektywie pojawiają się znaki zapytania dotyczące przyszłości Bogdanki.

– Wściekłość i gniew. To czuję na myśl, że jesteśmy oszukiwani. Niech dadzą za węgiel tyle, ile normalnie się za niego płaci na rynku. Dajcie nam normalnie funkcjonować. Nie szantażujcie nas importem materiału spadowego zwanego węglem z zagranicy. Niestety spółki energetyczne mają przykaz z góry, żeby wyciągnąć maksymalne zyski, więc cisną kopalnie, które oddają go za byle grosz, bo przecież do strat dopłaci budżet. SSP mają gigantyczne zyski, które w formie dywidendy są wpłacane do Skarbu Państwa. A kopalnie na Śląsku biorą pieniądze z tegoż Skarbu Państwa i koło się zamyka – kontynuuje nasz rozmówca.

Bez kopalni nie ma pracy

Górnicy w Bogdance obawiają się zwolnień i tego, że jeśli kopalnia przestanie być rentowna, to może zostać zmniejszone wydobycie, a wtedy ograniczy się liczba miejsc pracy. A bez rąk do pracy nie zwiększy się wydobycie.

– Zasobów wystarczy na wiele lat, ale trzeba inwestować, bo złoża są coraz dalej. Węgiel jest strategicznym surowcem. OZE nie wystarczą, na atom trzeba będzie długo poczekać. Przygotowanie nowych ścian potrwa dwa lata. Ale zróbmy to – apeluje przedstawiciel "Przeróbki".

Jak ważna jest Bogdanka dla Lubelszczyzny, wskazuje również Lisowska. Posłanka PO pisze w interpelacji o "spirali śmierci", której obawiają się związki zawodowe.

Rozumiem, że niska cena węgla dla elektrowni przekłada się na ceny energii dla odbiorców. Nie może się to jednak odbywać kosztem trwałej utraty rentowności najbardziej efektywnej kopalni węgla energetycznego w Polsce, działającej bez dotacji, która stanowi element bezpieczeństwa energetycznego państwa – uważa posłanka koalicji rządzącej.

Zdaniem związkowców Bogdanka może wydobywać do 12 mln ton węgla handlowego rocznie (zamiast obecnych 8 mln ton). Ale nie będzie to możliwe bez inwestycji.

– Bogdanka to polisa ubezpieczeniowa dla Polski. Chyba że chcemy brać węgiel z Indonezji; tam ekolodzy na pewno ucieszą się z rozjeżdżania dżungli – odpowiada Niemiec.

O większych potrzebach wydobycia mówi też Bogumił Tyszkiewicz, przewodniczący Federacji Związków Zawodowych Górnictwa Węgla Brunatnego (FZZGWB) oraz przedstawiciel związkowców związanych m.in. z Kopalnią Węgla Brunatnego Turów.

– Zostały dwa miesiące do końca roku, a już teraz zrealizowaliśmy 106 proc. planu wydobycia. Potrzeby na energię z węgla są duże, wbrew temu, co się planuje. Dopóki nie powstaną nowe moce wytwórcze, elektrownie węglowe muszą istnieć – deklaruje Tyszkiewicz.

Kolejnym problemem dla Polski jest zamknięcie szlaku dostaw węgla z Kazachstanu. Serwis wnp.pl pisał kilka dni temu, że zakłócenia dotyczą transportu kazachskiego węgla przez rosyjską infrastrukturę kolejową i portową. To istotny problem dla polskich importerów, ponieważ Kazachstan jest jednym z kierunków dostaw węgla opałowego.

Minister energii Miłosz Motyka powiedział portalowi WNP, że "nie widzi ryzyka braku węgla dla energetyki systemowej".

– Ten węgiel z zagranicy, który trafia do portu w Gdańsku, jest niesortowany i zrzucony na kupę do wagonu. W trakcie podróży morskiej "miele się" podczas bujania, a w porcie kruszy. Następnie trzeba to sortować i zostanie z tego węgiel o najgorszej kaloryczności, którego nikt nie chce. Taki to jest węgiel za 550 zł/t. Politycy nie mają planu na górnictwo i sprawiedliwą transformację, bo ta musi być akceptowana społecznie – ocenia Niemiec.

Zapowiada, że związkowcy mogą zorganizować strajk w najmniej oczekiwanym momencie. – Jako górnicy wykorzystamy srogą zimę, żeby pokazać społeczeństwu, że węgiel jest potrzebny. Szybko znikną bajki z mchu i paproci (na temat zielonej transformacji – przyp. red.), gdy niektórym tyłki zmarzną – zapowiada Niemiec.

Bogdanka odpowiada

Władze Bogdanki w komunikacie przesłanym redakcji TOK FM odpierają zarzuty protestujących górników. Jak tłumaczą, porozumienie płacowe na 2025 r. uzależniało wypłatę pełnej premii od realizacji planu wydobycia, który nie został wykonany.

"Zastosowanie uzgodnionych zasad rozliczenia nie jest równoznaczne z przypisywaniem pracownikom winy za niewykonanie planu" – podkreśla spółka. Zaznacza również, że wynagrodzenia członków zarządu podlegają odrębnym zasadom ustawowym, a zarzuty dotyczące braku działań na rzecz pozyskiwania kontraktów i narzucania cen przez większościowego akcjonariusza wymagają przedstawienia konkretnych danych.

Bogdanka wyjaśnia też, że protestujący nie przejęli zarządzania kopalnią, a określenie "zarząd tymczasowy" jest jedynie elementem retoryki związkowców. Spółka przypomina, że jeszcze przed rozpoczęciem protestu zaplanowano rozmowy zarządu ze związkowcami na 3 listopada, a na 4 listopada spotkanie w Ministerstwie Aktywów Państwowych z wiceministrem Grzegorzem Wroną. Wizytę w kopalni zapowiedział również minister Wojciech Balczun.

"Rozumiemy obawy pracowników o przyszłość kopalni. Zaplanowane rozmowy powinny służyć rzeczowemu omówieniu postulatów i poszukiwaniu możliwych rozwiązań" – podsumowują władze Bogdanki.

Wybrane dla Ciebie