Reynolds podkreślił w komunikacie, że jego rząd przez ostatnie kilka tygodni był "w pełni skupiony na negocjowaniu umowy gospodarczej ze Stanami Zjednoczonymi, która wzmacnia nasze istniejące sprawiedliwe i zrównoważone relacje handlowe".
USA są naszym najbliższym sojusznikiem, więc nasze podejście polega na zachowaniu spokoju i zaangażowania w osiągnięcie tej umowy, która, mamy nadzieję, złagodzi wpływ tego, co zostało ogłoszone dzisiaj - dodał brytyjski minister, odnosząc się do ceł ogłoszonych przez Trumpa.
Dalsza część artykułu pod materiałem wideo
DLA CIEBIEPrzetestował setki zawodów. Który wybrałby na start? - Wojciech Kaczmarczyk II Pierwsza praca #4
Reynolds zaznaczył, że Londyn nie chce wojny handlowej i liczy na zawarcie porozumienia, ale ostrzegł, że rząd "zrobi wszystko, co konieczne, by bronić brytyjskiego interesu narodowego", posiada "szereg narzędzi" i "nie zawaha się podjąć działań".
Donald Trump podpisał w środę rozporządzenie o "cłach wzajemnych" na towary sprowadzane do USA. Stawki różnią się w zależności od kraju, ale minimalnie wynoszą 10 proc., i taką właśnie stawkę przewidziano dla Wielkiej Brytanii. W przypadku wielu innych krajów cła są wyższe - dla towarów z państw UE wynoszą 20 proc., dla Chin - 34 proc., dla Japonii - 24 proc.
"Niższa stawka dowodzi naszej skuteczności"
Źródło w brytyjskim rządzie przekazało dziennikowi "Daily Telegraph", że gabinet premiera Keira Starmera uznaje to za potwierdzenie skuteczności swojego podejścia negocjacyjnego.
- Nie chcemy żadnych taryf, ale niższa stawka niż na inne kraje dowodzi skuteczności naszego podejścia. To ma znaczenie, bo różnica między 10 proc. a 20 proc. to tysiące miejsc pracy - powiedział rozmówca gazety. Zaznaczył, że rząd będzie zabiegał o umowę i obniżenie tych ceł.