Atlas Ward to generalny wykonawca budowlany, który zaczynał jako polskie biuro brytyjskiej firmy, a dziś jest w 100 proc. polską grupą z 2,5 mld zł przychodów. Jej prezes Mariusz Górecki przekonuje w "Biznes Klasie", że polskie firmy, by wejść na Zachód, muszą "przebrać się za lokalsa".
Mariusz Górecki, współtwórca i prezes Atlas Ward, w "Biznes Klasie" mówi wprost, że polskie firmy na rynkach Europy Zachodniej nie mają dziś równych szans. – Wchodząc do dowolnego kraju zachodniego, każdy duży doradca, wielka czwórka czy inni, czy praktycy powiedzą ci, że musisz założyć lokalną firmę, GmbH, czy inną, w zależności od kraju, musisz powołać lokalny zarząd z danej narodowości. Czyli musisz się przebrać w jakiś sposób za lokalsa, żeby w ogóle nie przepalać pieniędzy, żeby to w ogóle miało sens – tłumaczy. I dodaje: "Na tych rynkach nie mamy równości dzisiaj, niestety. I tylko o tę równość chodzi".
Zastrzega, że nie chodzi mu o zwalczanie zagranicznej konkurencji, a Polska – jak podkreśla – jest traktowana jako najbardziej konkurencyjny rynek budowlany w Europie. Jego zdaniem po 35 latach otwartości na zachodnich partnerów wiele polskich firm jest już mocnych, a "trudno zbudować skalę na świecie, nie wychodząc ze swojego rodzimego kraju jako duży gracz". Jak wskazuje, zagraniczne koncerny zwykle rosły na rynkach lokalnych, wspierane przez własne państwa, i dopiero potem ruszały na podbój innych krajów. O rozmowach o polskim udziale w wielkich inwestycjach, takich jak CPK, mówi, że w jego ocenie zaczęły się trochę za późno.
Jako przykład innego podejścia podaje Niemcy, gdzie – jak opowiada – kanclerz w dyskusji o centrach danych zaprasza szefa SAP-a, a pierwszeństwo mają firmy narodowe. Przywołuje też rozmowę ze znajomym Duńczykiem, który opowiadał, że w Danii, korzystając z usług firmy spoza kraju, trzeba potem tłumaczyć w towarzystwie, dlaczego nie wybrało się duńską.
Marża z efektywności
Atlas Ward działa od 27 lat. Górecki nie jest inżynierem – skończył ekonomię. Przychody grupy wynoszą 2,5 mld zł. Średnia wartość kontraktu budowlanego to dziś ok. 110 mln zł. Firma zrealizowała blisko tysiąc kontraktów.
Górecki przyznaje, że w budownictwie "w cudzysłowie wstyd jest pokazać, że się zarabia", ale on sam uważa, że za dobrą pracę należy się zapłata. Jak mówi, w lepszych czasach, przy skali ok. 1,5 mld zł, firma potrafiła pokazywać marżę netto bliską dwucyfrowej.
Marża bierze się przede wszystkim z efektywności, czyli za cenę, którą pozwala rynek zakontraktować, jeżeli jesteś innowacyjny, technologiczny, jeżeli potrafisz to robić, jeżeli jesteś po prostu dobry, w szerokim tego słowa pojęciu, to potrafisz tę efektywność zrobić – wyjaśnia.
"Dziki Zachód" i dziesięć lat w sądzie
Do branży trafił w 1998 r. – Ja, jak trafiłem w 1998 r. do branży budowlanej, to było właśnie trochę przypadkowo, to myślę sobie, Boże święty, co tu się dzieje? Dziki Zachód w ogóle – wspomina. Zwraca uwagę, że dotrzymywanie terminów w budownictwie nie jest normą, a przekraczanie ich traktuje się jako coś normalnego. – Dla nas wydarzeniem w firmie jest, jak przekraczamy termin – mówi.
Jak podaje, w całej branży w sporach sądowych jest ok. 20 proc. zamówień publicznych, a Atlas Ward ma dwie, trzy drobne sprawy. – Smutne jest to, że mamy na przykład taki jeden proces, w którym w pierwszej instancji jesteśmy dziesiąty rok i końca nie widać – mówi. Najbardziej, jak podkreśla, cierpią na tym mniejsze, anonimowe firmy: "To są dramaty ludzkie".
Data center, TSMC i schrony
Grupa rozwija się dziś w Niemczech i w Stanach Zjednoczonych. Jednym z głównych kierunków są obiekty data center – w Polsce, w Niemczech, a także w Norwegii i Finlandii, gdzie firma realizuje dwa projekty dla hyperskalerów z Doliny Krzemowej. W tym obszarze działa druga spółka z grupy, Impla, specjalizująca się w instalacjach. W Dreźnie Atlas Ward pracuje przy fabryce półprzewodników dla TSMC. Górecki tłumaczy, że dzięki mocno scyfryzowanemu procesowi i modelom BIM firma pasuje do tej branży.
O protestach przeciwko centrom danych mówi: – Jeżeli będziemy próbowali sobie stworzyć w Europie jakiś byt, który będzie udawał, że można bez data center, czyli w konsekwencji można bez AI, no to niestety staniemy się w krótkiej rzeczywistości muzeum świata. Skansenem świata, gdzie będzie się przyjeżdżało, żeby pozwiedzać, jak to kiedyś się żyło, ale w tej rywalizacji nie będziemy mieli żadnych szans". Warunkiem, by Polska odegrała istotną rolę, jest według niego stabilna energia, która dziś jest bardzo droga.
Kolejną spółką jest Atlas Ward Polskie Schrony, w której mniejszościowym partnerem jest fińska firma Temet, jak mówi Górecki – numer jeden na świecie. Schrony, w zależności od klasy, muszą wytrzymać ciśnienie od jednego do trzech barów. Górecki opowiada się za obiektami dual use: schron zaprojektowany razem z budynkiem kosztuje ok. 3 proc. budżetu inwestycji, a na co dzień może służyć np. jako parking podziemny.
Pierwsze projekty firma ma już zakontraktowane w Nowym Jorku, a dokładnie w Jersey City. Górecki był zaskoczony, że oczekiwania płacowe lokalnej kadry są tam takie same jak w Polsce. – Czynnik taniej siły roboczej się skończył – mówi, wskazując na wzrost kosztów pracy i spadek efektywności. Przyznaje też, że bez pracowników z Ukrainy budowy miałyby problem, bo ich udział jest spory.
Od handlowca do właściciela
Do Atlas Ward trafił jako pracownik po upadku poprzedniej firmy budowlanej. Wracając z rozmowy o pracę na stanowisko handlowca w Scanii, odebrał telefon od znajomego dyrektora, który otwierał polskie biuro brytyjskiego Atlas Ward. Po kilkunastu minutach był u niego i dostał posadę szefa sprzedaży krajowej z pensją 5 tys. zł brutto i samochodem – w czasach, gdy na podobnych stanowiskach płacono ok. 2 tys. zł. Plan zakładał dwa, trzy, może cztery kontrakty w pierwszym roku. Górecki zdobył dwanaście.
Kilka miesięcy później dyrektora zwolniono, a Górecki przejął zarządzanie oddziałem. Gdy brytyjski prezes zobaczył, co udało się zbudować w Polsce, lokalni menedżerowie dostali łącznie 36 proc. udziałów, po 12 proc. dla każdego. Jak przyznaje, w pierwszych latach nie napisał ani jednego raportu dla centrali – nie miał na to czasu. Potem krok po kroku wykupywali kolejne udziały, aż w 2014 r. przejęli 100 proc. firmy.
Mimo skali biznesu Górecki mówi, że towarzyszy mu przekonanie, że nic nie jest dane na zawsze. Liczby, jak podkreśla, są dla niego konsekwencją, a nie motywacją. Gdyby dalszy rozwój wymagał złamania zasad, zatrzymałby się nawet przy 500 mln zł przychodu. "Ja nie zrobię tego za wszelką cenę. Ciągle mam takie poczucie, że to dopiero początek" – dodaje Mariusz Górecki.
Dyrektor programowy serwisów premium w Wirtualnej Polsce oraz redaktor naczelny serwisu money.pl. Prowadzi program "Biznes Klasa" (+140 tys. subskrypcji na YT) oraz jest laureatem nagrody Grand Press Economy 2024. Dziennikarstwem ekonomicznym zajmuje się od blisko dwudziestu lat, wcześniej prowadził programy o świecie i gospodarce w TVN24 BiS i w TVN CNBC oraz był szefem serwisu newsroomu Gazeta.pl.