Zaczynał od stodoły. Dziś sprzedaje tysiące stołów rocznie
Daniel Stachowiak wychował się we wsi liczącej trzy domy; wszystkie należały do jego rodziny. Dziś jego firma Red Steel, produkująca stoły do pakowania paczek dla e-commerce, zatrudnia około 30 osób i sprzedaje ponad tysiąc stołów rocznie do takich firm jak Decathlon czy Komputronik. Obroty sięgają około 10 mln zł rocznie. Zobacz najnowszy odcinek "Biznes Klasy Young".
– Myślę, że tę licytację z Rafałem Brzoską akurat wygrałbym ja – mówi Stachowiak w programie "Biznes Klasa Young". To nawiązanie do wywiadu w "Biznes Klasie", w którym Rafał Brzoska, twórca InPostu, opowiadał, jak licytuje się z Robertem Dobrzyckim, współtwórcą Panattoni, o to, kto pochodzi z mniejszej wsi. – Wieś, w której się urodziłem, miała trzy domy. Wszystkie trzy domy to moja rodzina – mówi Stachowiak. Po 7. roku życia rodzina przeprowadziła się kilometr dalej, do miejscowości liczącej dziś 120 zameldowanych osób, z tendencją malejącą. Stachowiak sam sprawdza coroczne raporty gminy.
Ze wsią, jak mówi, nie potrafi się rozstać. Za najważniejszą lekcję wyniesioną z dzieciństwa uznaje samodzielność. – Wychowanie na wsi to styczność z wieloma problemami z każdej tak naprawdę dziedziny (...) trzeba było sobie poradzić bez górki pieniędzy, bez jakichś większych perspektyw – dodaje.
Bez studiów i z awersją do kredytów
– Nie mam studiów. Nie jestem człowiekiem stworzonym do studiów. Skończyłem tylko liceum ogólnokształcące ze średnimi wynikami – mówi. Od zawsze bardziej interesowała go przedsiębiorczość. Z e-commerce zetknął się w wieku 19 lat, sprzedając na Allegro dla firmy, w której wcześniej pracował jako pomocnik mechanika. Później założył studio fotografii produktowej, korzystając z 21 tys. zł dotacji z urzędu pracy na sprzęt. Pierwsze zlecenie – zdjęcia skarpetek dla producenta – zajęło mu całą noc, a stawka wynosiła 5–7 zł za zdjęcie.
Ofertę stopniowo rozszerzał o opisy aukcji, szablony i grafiki, aż dla jednego z klientów zaczął obsługiwać infolinię. To właśnie z jednej rozmowy z tym klientem narodził się pomysł na stoły do pakowania. Klient skarżył się na brak narzędzia, które usprawniłoby proces pakowania i zmniejszyło zużycie materiałów. – Produkt jest narzędziem do realizacji obietnic złożonych klientowi – podsumowuje tę lekcję.
Przez lata firma nie miała jednak tożsamości. Do dzisiejszego etapu Stachowiak doszedł przez kilka nieudanych prób biznesowych. W najtrudniejszych momentach żona, zarabiająca 1700 zł jako pomoc apteczna, dokładała mu do ZUS-u. Z kredytów i pożyczek od rodziny nigdy nie korzystał – tę awersję, jak mówi, wyniósł z domu, w którym rodzice nigdy się nie zapożyczali. – Duże zobowiązanie, którego nie wiem, czy dam radę spłacić – tak opisuje, czym był dla niego kredyt, zanim nauczył się nim świadomie zarządzać.
Trzy stoły sprzedane ze stodoły
Pierwszą wersję oferty stołów do pakowania Stachowiak wystawił na Allegro we wrześniu 2016 r. W pierwszym miesiącu sprzedał trzy sztuki. – Dla mnie to było po prostu niesamowite (...). Stworzyłeś coś od zera i ktoś tego chciał – wspomina. Stoły spawał w wolnym czasie jego ojciec, w starej stodole, która – jak przyznaje Stachowiak – była dla niego przez lata źródłem wstydu, mimo że żaden klient nigdy nie zwrócił na to uwagi. – Żaden mój klient. Mimo że mogłeś wejść w Google Street View i zobaczyć tę stodołę – dodaje.
Przez kolejne trzy lata sprzedaż utrzymywała się na poziomie kilkunastu stołów miesięcznie. Przełom nastąpił w 2019 r., gdy żona Stachowiaka zaszła w ciążę. Para zdecydowała się też postawić wszystko na jedną kartę w biznesie. – Jedziemy na grubo. Zrezygnowaliśmy z obsługi tego klienta, zrezygnowaliśmy z innych zleceń. Albo wchodzimy w to grubo, albo tego nie dowieziemy – opowiada.
Sześć razy w trzy lata
Stachowiak postawił sobie za cel wzrost firmy sześciokrotny w ciągu trzech lat. Konfrontacja z tym celem szybko pokazała, że firma nie jest przygotowana na taką skalę w żadnym obszarze. Kluczowym odkryciem było to, że w żadnym dziale nie było jednoosobowej odpowiedzialności za decyzje. – Wiesz, ile było działów, w których była tylko jedna osoba? Ani jednego. Wszędzie byłem ja i ktoś – mówi. Po wyznaczeniu liderów działów efekt był natychmiastowy. – Okazuje się, że te działy działają lepiej, jak ja się nie wtrącam – dodaje.
Dziś działem handlowym kieruje brat Stachowiaka, Łukasz, pracujący w firmie od pięciu lat, administracją i księgowością zajmuje się żona, a spawalnią i produkcją – ojciec. – Oni mają znacznie gorzej ze mną niż każda inna osoba obca. Zdecydowanie więcej od nich wymagam – mówi Stachowiak.
Firma sprzedaje stoły w cenach od tysiąca do kilkunastu tysięcy złotych, oferując konfigurację. Według jego szacunków stoły Red Steela oszczędzają dziś rocznie około 5 mln roboczogodzin pracy magazynów – wyliczenie oparte na uśrednionej stawce za godzinę pracy osoby pakującej zamówienia. W nagranym przez firmę porównaniu proste pakowanie na stole Red Steela trwało o 40 proc. krócej niż na zwykłym biurku.
Na koniec Stachowiak przyznaje, że lęk towarzyszący prowadzeniu biznesu – szczególnie intensywny w latach 2011–2019 – nie ustąpił mimo sukcesu firmy, mimo dbałości o sen, sport i dietę. – Nie umiem sobie dzisiaj z tym poradzić. Nie wiem, czy kiedyś sobie poradzę. Wydaje mi się, że dopiero w momencie, w którym przestałoby mi zależeć, przestałbym czuć te emocje. I to jest ten niewidoczny koszt, o którym się bardzo rzadko mówi – mówi.
Dyrektor programowy serwisów premium w Wirtualnej Polsce oraz redaktor naczelny serwisu money.pl. Prowadzi program "Biznes Klasa" (+140 tys. subskrypcji na YT) oraz jest laureatem nagrody Grand Press Economy 2024. Dziennikarstwem ekonomicznym zajmuje się od blisko dwudziestu lat, wcześniej prowadził programy o świecie i gospodarce w TVN24 BiS i w TVN CNBC oraz był szefem serwisu newsroomu Gazeta.pl.