Biznes Klasa

Zaprasza Łukasz Kijek

Marek Piechocki, współtwórca LPP, przekazał swój majątek fundacji rodzinnej Semper Simul. Jej zapisy sprawiają, że jego dzieci nie mogą sprzedać akcji, a firma ma zawsze pozostać w Polsce i na Pomorzu. W Biznes Klasie ujawnia, dlaczego chroni swój wizerunek i jak LPP chce rosnąć o 15–20 proc. rocznie. Zobacz całą rozmowę.

W momencie debiutu spółki LPP na giełdzie, jej akcje wyceniane były po 48 zł. Dziś za jedną trzeba zapłacić ponad 26 tys. zł. Oznacza to, że ten, kto w 2001 r. zainwestował 2000 zł, dziś dysponuje akcjami wartymi ponad 1 mln zł. To ponad 50 tys.  proc. wzrostu.

Na pytanie, czym są dla niego pieniądze przy spółce wycenianej na ponad 40 mld zł, Marek Piechocki odpowiada, że ich nie ma, bo przekazał je fundacji. Zrobił to celowo, bo – jak tłumaczy – "fundacje pozwalają na zapisy, które są inne niż klasyczne prawo spadkowe". – Dzięki temu mogłem zawrzeć zapisy, które powodują, że moje dzieci nie mogą sprzedać, że ta firma zawsze pozostanie w Polsce, że ona zawsze będzie na Pomorzu – mówi.

Fundacja ma 60 proc. głosów, ale tylko 30 proc. akcji, pozostałe 70 proc. akcji jest w obrocie. Piechocki wskazuje, że firmy rodzinne są najsilniejsze, gdy pozostają niepodzielone, a tam, gdzie mają siedzibę, płacą podatki i dają najlepiej opłacane miejsca pracy.

Wykres dla LPP

Gdyby LPP kupił zagraniczny gracz z branży, podatki – jak mówi – płynęłyby raczej w tamtą stronę. Drugi powód dotyczy spadkobierców. – Gdyby taki młody człowiek (...) nagle dostał jedną czwartą tego majątku, który ma fundacja, to przecież to są ogromne pieniądze. Tylko patrzeć, jak szybko mógłby je stracić – mówi. Fundacja ogranicza też ich konsumpcję.

Przy czym Piechocki mówi jasno, że do niczego dzieci nie przymusza. – Zawsze mówiłem moim dzieciom, że mogą się wypisać z klubu rodzina – podkreśla.

"To jest dla mnie duży luksus"

Marek Piechocki od lat pilnie strzeże swojego wizerunku. Jak tłumaczy, uważa, że firma jest ważniejsza od niego, a jej twarzą są marki: Reserved, Sinsay, Cropp, House, Mohito. Anonimowość daje mu też komfort.

– Nikt mnie nie rozpoznaje, nie widzi, nie pokazuje palcem i mówi: o, to jest ten facet, który ma tam, nie wiem, 4 tys. sklepów – mówi.

Piechocki opowiada, że codziennie przychodzi do pracy na ósmą, kończy o piątej i je ze wszystkimi na stołówce. Jego dzieci chodziły do zwykłych szkół, nikt ich nie odwoził, nie miały ochroniarzy i jeździły komunikacją publiczną.

I to daje taki komfort bycia po prostu normalnym. Jak każdy inny. To jest dla mnie duży luksus – przyznaje.

Wzrost o 15–20 proc. rocznie

Ważniejsza od poziomu przychodów jest dla niego dynamika. – Utrzymanie dynamiki jest ważniejsze, czyli te 15–20 proc. – mówi. Zaznacza, że nie da się tego robić w nieskończoność, ale przez najbliższe cztery lata LPP powinno to zapewnić.

Paliwem ma być Sinsay, który wciąż może otwierać sklepy w małych miejscowościach.

LPP ma 44 proc. przychodów w Polsce i ponad 56 proc. z zagranicy, a do nasycenia zostają kraje Europy Środkowej, jak Rumunia, Bułgaria czy Węgry, oraz – w dłuższej perspektywie – Azja Centralna, region liczący 70–80 mln ludzi. Potem wzrost ma napędzać e-commerce, który rośnie o 15–20 proc., podczas gdy powierzchnia sklepów stacjonarnych przyrasta o kilka procent.

Piechocki podkreśla, że firma zarabia nie na samej sprzedaży, ale na marży brutto. – To nie jest sztuka zrobić wielką sprzedaż i zrobić wielką promocję – mówi.

Przywołuje promocję z czasów "starej Nokii": 50 proc. rabatu na wszystko dla członków klubu Nokia. Sklepy Reserved zostały ogołocone, a ochroniarze zamykali kraty w ciągu dnia i wpuszczali klientów po pięć czy dziesięć osób. Przez kilka dni nie było towaru.

Ta wielka sprzedaż za pół ceny skutkowała tym, że przez miesiąc sprzedaży prawie nie było – wspomina.

Technologia napędza biznes

W pilnowaniu kosztów pomaga technologia. W IT pracuje prawie 800 osób. Algorytmy uzupełniające towar w sklepach biorą pod uwagę nie tylko sprzedaż z ostatniego tygodnia, ale też prognozy pogody dla regionów niewiele większych od powiatu – w Grecji na początku września może być 25 stopni, w Estonii niekoniecznie.

Choć, jak zaznacza gość Biznes Klasy, maszyna też może się pomylić, bo odzież nie jest porównywalna z urządzeniami technicznymi.

LPP ma 4033 sklepy, europejski konkurent H&M – 4038. Według Piechockiego przychody H&M są wciąż około czterech razy większe, ale ich dynamika jest niewielka albo spada, a w zyskach dystans zmalał do dwukrotności. – Jeśli chodzi o zyski, to może za 3–4 lata – mówi, pytany o to, kiedy dogoni konkurenta.

Hindenburg, Rosja i miliard sztuk odzieży

Atak Hindenburga (w 2024 r. firma Hindenburg Research poinformowała o rzekomych nieprawidłowościach przy wycofywaniu się LPP z rosyjskiego rynku – red.), po którym akcje LPP jednego dnia straciły około 30 proc., Piechocki nazywa wprost "manipulacją". – To jest, cholera, przykre, że ktoś dokonuje takiej manipulacji, bo ewidentnie to jest manipulacja – mówi.

Firma musiała odpowiadać m.in. na 30 pytań z KNF. Decyzja o wyjściu z Rosji zapadła wcześniej, a raport dotyczył okresu przejściowego. LPP zrobiło odpis, jak mówi, w sumie na miliard sto milionów. Piechocki nie widzi możliwości, by firma kiedykolwiek wróciła na ten rynek.

Produkcja odzieży pozostanie w Azji, bo w Polsce – jak tłumaczy – byłaby za droga i nie ma tylu pracowników. Kiedyś 95 proc. odzieży dostarczały Chiny, dziś to Bangladesz, Pakistan i Indie. Projektowanie i przygotowanie produkcji zostają w Polsce – pracuje przy nich 1200 osób.

Od 20 metrów w Kościerzynie

Początki biznesowego imperium Piechockiego sięgają lat 80. W 1985 r. wyjechał do Niemiec, jak mówi, pracował w knajpach od 18. do 4. nad ranem, w jednym miesiącu przepracował 330 godzin.

Wrócił w 1987 r. z 20 tys. marek. Za 3,5 tys. marek kupił dom na rynku w Kościerzynie z 20-metrowym sklepikiem. W urzędzie usłyszał, że kwiaciarni w mieście nie trzeba, zgodzono się na sklep odzieżowy. Towar – opowiada – woził starym Golfem z Łodzi, potem były swetry z Turcji i koszule z Indii, hurt i dostawy do hipermarketów.

W 1998 r. LPP postawiło na własny handel detaliczny, tworząc Reserved. Gdy w 2001 r. wchodziło na giełdę, sieć liczyła 16 sklepów. Pierwszą dywidendę wypłaciło w 2010 r. – przez prawie 20 lat nie wyciągano z firmy pieniędzy.

Kolejne kroki to debiut Cropp w 2004 r. i przejęcie Artmana z House'em i Mohito w 2008 r., tuż przed kryzysem, na kredyt. Największym skokiem okazał się Sinsay. Syn Marcin z zespołem zabrał go w sierpniu 2018 r. do Barcelony i przedstawił koncept 1000-metrowego sklepu z kolekcją damską, męską i dziecięcą. W marcu 2019 r. pierwszy taki Sinsay powstał w Kościerzynie. Dziś generuje większość przychodów LPP.

Na pytanie, czy myślał, że dojdzie do takiej skali, Marek Piechocki odpowiada: "Ja nigdzie jeszcze nie doszedłem. I idę dalej, jestem w drodze".

Łukasz Kijek Dyrektor programowy serwisów premium WP
Łukasz Kijek
Łukasz Kijek Dyrektor programowy serwisów premium WP

Dyrektor programowy serwisów premium w Wirtualnej Polsce oraz redaktor naczelny serwisu money.pl. Prowadzi program "Biznes Klasa" (+140 tys. subskrypcji na YT) oraz jest laureatem nagrody Grand Press Economy 2024. Dziennikarstwem ekonomicznym zajmuje się od blisko dwudziestu lat, wcześniej prowadził programy o świecie i gospodarce w TVN24 BiS i w TVN CNBC oraz był szefem serwisu newsroomu Gazeta.pl.

Wszystkie odcinki programu "Biznes Klasa"

Odcinki innych programów

Wybrane dla Ciebie