Trwa ładowanie...

Notowania

Przejdź na

Zmiany w kodeksie pracy. "Solidarność" chce końca śmieciówek i pozorowanego samozatrudnienia

Wraca pomysł "testu przedsiębiorcy". NSZZ "Solidarność" chce, by wszystkie umowy cywilnoprawne, w tym umowy o dzieło, były oskładkowane, a samozatrudnieni przechodzili automatycznie z umów cywilnych na umowy o pracę. Pracodawcy są temu zdecydowanie przeciwni. - To nie czas i miejsce. Mamy wszechogarniający kryzys - mówi przedstawiciel biznesu.

Podziel się
Dodaj komentarz
(PAP)
(Fot: Darek Delmanowicz)

Nie tylko rząd odmraża gospodarkę. Również związki zawodowe sięgają do swojej zamrażarki po dawne projekty ustaw, które wylądowały w sejmowej szufladzie. Chodzi dokładnie o projekt Rady Ochrony Pracy, której szefował obecny poseł PIS Janusz Śniadek, dotyczący zwiększenia uprawnień Państwowej Inspekcji Pracy.

Projekt zakładał nadanie inspektorom PIP uprawnień do przekształcania umów cywilnoprawnych pomiędzy zleceniobiorcami czy samozatrudnionymi a pracodawcami w umowy o pracę. Oczywiście, tylko tam, gdzie inspektor stwierdzi, że współpraca odbywa się w warunkach umowy o pracę.

Możemy więc poniekąd mówić o powrocie pomysłu "testu przedsiębiorcy", o którym głośno było w 2019 r.

Zasiłek dla bezrobotnych na razie bez zmian. "Teraz ratujemy miejsca pracy"

Jak to widzą związki?

- Widzimy, co się dzieje obecnie na rynku pracy. Pierwszymi ofiarami obecnego kryzysu są osoby zatrudnione na umowach cywilnoprawnych i samozatrudnione. Straciły one pracę i środki do życia. Pracodawcy zwalniali ich w pierwszej kolejności - mówi Jarosław Lange, szef wielkopolskiej NSZZ "Solidarność", członek Rady Dialogu Społecznego.

Jak podkreśla związkowiec, NSZZ "Solidarność", nie jest przeciwko swobodzie kształtowania umów zleceń i o dzieło. - Chcemy jednak skutecznie walczyć z narastającymi patologiami, łamaniem prawa w tej kwestii - podkreśla.

Jak konkretnie wyglądałaby ta walka? "Solidarność" proponuje, by wszystkie umowy cywilnoprawne, w tym umowy o dzieło (od których obecnie nie odprowadza się żadnych składek do ZUS) były w pełni oskładkowane.

Po drugie, osoby samozatrudnione lub osoby mające umowę zlecenie, ale współpracujące z jednym tylko pracodawcą, przechodziłyby automatycznie z umów cywilnych na umowy o pracę decyzją administracyjną inspektora pracy.

Przypomnijmy: obecnie inspekcja pracy nie ma takich uprawnień, może wydać co najwyżej pracodawcy zalecenie przekształcenia śmieciówki w umowę o pracę.

To nie koniec. Inspektorzy dostaliby też prawo do kontroli pracodawców bez wcześniejszej zapowiedzi, a dotychczasowe mandaty karne w wysokości średnio 2 tys. zł (maksymalnie jest to 5 tys. zł) byłyby znacznie wyższe i uzależnione np. od obrotów danej firmy.

Jarosław Lange pytany, czy nie boją się, że części społeczeństwa pomysł ten się nie spodoba, mówi wprost: - Zdajemy sobie sprawę, że młodym osobom na samozatrudnieniu wydaje się, że dobrze wybrały, bo więcej pieniędzy zostaje im w kieszeni, oszczędzają na ZUS, ale to jest krótkowzroczne. Kryzys, który obecnie mamy doskonale to uwypuklił. Poza tym, przechodząc z samozatrudnienia na umowy o pracę, będą nie tylko lepiej chronieni, zyskają wszystkie przywileje pracownicze jak prawo do urlopu, ale też odbiorą emeryturę z ZUS, a nie z opieki społecznej. Patrzymy na interes całego społeczeństwa – argumentuje związkowiec.

Jak to widzi inspekcja pracy?

Tomasz Zalewski, rzecznik prasowy Głównego Inspektora Pracy przyznaje, że inspektorzy mają związane ręce. Wiedzą o wielu nadużyciach. Przykładowo w 2018 r. zakwestionowali 1,6 tysiąca umów. Najwięcej zastrzeżeń było w budownictwie, handlu i usługach oraz przetwórstwie przemysłowym. Niewiele więcej mogą jednak zrobić.

Zalewski przypomina, że wszczynanie procesu jest dla inspekcji nieekonomiczne. By sprawa trafiła do sądu, pracownik musi być zdeterminowany i chcieć przekształcić taką umowę śmieciową czy pozorowane samozatrudnienie w umowę o pracę, a to często kończy się zerwaniem współpracy z pracodawcą. Pokrzywdzeni więc często rezygnują.

Poza tym, jeśli sąd orzeknie, że pracodawca obszedł prawo, trzeba będzie zapłacić zaległe składki do ZUS (płacą je solidarnie pracownik i pracodawca).

Jak to widzi samozatrudniony?

Jest jeszcze jeden fundamentalny powód niechęci do przekształcania takich umów: w przypadku samozatrudnionych w kieszeni zostaje dużo więcej, niż w przy pensji pracownika.

Załóżmy, że wynagrodzenie wynosi 5 tys. zł brutto. Przy umowie o pracę, pracownik dostanie na rękę 3613,19 zł., ale pracodawca zapłaci w sumie za niego 6024 zł.

Jeśli jest to samozatrudnienie, to po potrąceniu obowiązkowej składki zdrowotnej i zaliczki na podatek dochodowy, w kieszeni jednoosobowego przedsiębiorcy pozostaje 4144 zł (w ciągu pierwszych 6 miesięcy, jeśli działalność jest podjęta pierwszy raz), a pracodawca nie dokłada do niego już nic.

Poza tym przedsiębiorca może wrzucić sobie w koszty działalności np. samochód i jego eksploatację, paliwo, utrzymanie biura, zakup sprzętu biurowego, opłaty za telefon, media itd. To wszystko zmniejsza mu podstawę opodatkowania.

Pracodawcy: "Nie czas i miejsce"

Propozycjom związkowców stanowcze "nie" mówią zgodnie wszyscy pracodawcy. - Jesteśmy przeciwni rozpoczynaniu na nowo dyskusji na ten temat i wprowadzaniu możliwości arbitralnego ingerowania inspektorów PIP w stosunki zatrudnienia. To nie czas i miejsce. Mamy wszechogarniający kryzys, który pogrąża setki tysięcy przedsiębiorców w całej Polsce, a co za tym idzie, dotyka milionów pracowników – przypomina Łukasz Malczyk z Unii Przedsiębiorców Polskich.

Dodaje, że możliwość decydowania przez inspektora PIP o przekształceniu umowy, nawet przy sprzeciwie obydwu stron, spowoduje, że może wzrosnąć nam szara strefa. Poza tym taka zmiana dawałaby możliwość wybiórczego traktowania firm. - Nakazów musieliby się spodziewać tylko ci skontrolowani przez inspekcję pracy, a pozostali liczyliby na łut szczęścia – podaje przykład przedsiębiorca.

Również zdaniem dr Łukasza Bernatowicza wiceprezesa BCC i wiceprzewodniczącego Rady Dialogu Społecznego, propozycje związkowców to uszczęśliwianie ludzi na siłę. – Jeśli obie strony umowy są zadowolone, bo pracodawca oszczędza na ZUS, a pracownik dzięki temu więcej zarabia, to nie ma powodu się w ten układ wtrącać. Jeśli natomiast pracownik czuje się oszukany, czy przymuszany do pracy w samozatrudnieniu, może i dziś zgłosić się do inspektora pracy, który zainterweniuje w jego sprawie – przypomina prawnik.

Co na to rząd?

Jak poinformował nas wiceminister pracy Stanisław Szwed, postulaty związkowców będą omawiane w przyszłym tygodniu na Radzie Dialogu Społecznego. Rząd jednak już teraz wprowadził obowiązek rejestrowania w ZUS umów o dzieło, które nie są oskładkowane. Pracodawcy będą musieli je zgłaszać od stycznia 2021 r. To z kolei sygnał, że umowy te będą kontrolowane.

Zapisz się na nasz specjalny newsletter o koronawirusie

Masz newsa, zdjęcie lub filmik? Prześlij nam przez dziejesie.wp.pl

komentarze
+1
+1
ważne
smutne
ciekawe
irytujące
Napisz komentarz
25-04-2020

PinokioWszyscy pracujący niezależnie od rodzaju pracy powinien płacić porównywalne składki na zlecenie społeczne. Dlaczego prywCiarz ma płacić niższe … Czytaj całość

25-04-2020

ahaJa mam lepszy pomysł jak są tacy cwani !! Pieniądze tylko i wyłącznie do ręki np 20 zeta za godzinę i twoja sprawa czy opłacisz z tego ubezpieczenie … Czytaj całość

25-04-2020

loga może wprowadzimy samofinansowanie się związków zawodowych i zero pieniędzy z kasy państwa

Rozwiń komentarze (275)