Kryzys paliwowy w Irlandii. Braki na wielu stacjach, blokady i gniew. "Jak w PRL"
Irlandia mierzy się z paraliżem komunikacyjnym i widmem braku paliw. Masowe protesty kierowców i rolników, wywołane podwyżkami cen, doprowadziły do blokad rafinerii oraz głównych szlaków transportowych. Paliwo nie dociera na wiele stacji, przez co część Irlandczyków ma trudności z tankowaniem. Protesty wywołały bowiem efekt domina.
Irlandia od kilku dni zmaga się z bezprecedensowymi protestami, które z ulicznych demonstracji przerodziły się w zorganizowane blokady, również infrastruktury krytycznej. Tysiące kierowców ciężarówek, rolników oraz właścicieli firm transportowych wyjechało na drogi, aby wyrazić swój sprzeciw wobec drastycznie rosnących kosztów utrzymania, a w szczególności cen oleju napędowego.
W ciągu zaledwie kilku tygodni cena litra oleju napędowego na wielu irlandzkich stacjach poszybowała z poziomu około 1,70 euro do niemal 2,20 euro.
Zbudował potężną firmę. Mówi, czego potrzebuje polska gospodarka
Kierowcy porzucają samochody i idą wzdłuż autostrady
Ciężki sprzęt rolniczy i budowlany zablokował nie tylko główne arterie komunikacyjne w centrach miast, ale również dojazdy do portów, magazynów paliwowych oraz jedynej w kraju rafinerii Whitegate w hrabstwie Cork.
Skutki tych działań są natychmiastowe i uderzają bezpośrednio w łańcuchy dostaw, co doprowadziło do sytuacji, w której na wielu stacjach benzynowych zaczyna brakować paliwa. Organizacja Fuels for Ireland, reprezentująca branżę paliwową, przekazała za pośrednictwem mediów, że dziesiątki stacji w prowincji Munster oraz na zachodzie kraju całkowicie wyprzedały swoje zapasy, a połowa nowych dostaw utknęła za barykadami protestujących.
Paraliż dotknął również zwykłych obywateli, którzy zmagają się z chaosem komunikacyjnym. W Dublinie wstrzymano kursowanie części linii tramwajowych Luas, a autobusy miejskie zmuszone są do omijania zablokowanego centrum, w tym reprezentacyjnej ulicy O'Connell Street, która zamieniła się w gigantyczny parking dla maszyn rolniczych. Media obiegły również nagrania pasażerów zmuszonych do pieszego pokonywania autostrady M50 z walizkami, aby zdążyć na loty z dublińskiego lotniska.
Polak mieszkający w Irlandii: stoją w kolejkach po paliwo, jak za PRL
Tomasz Nogal, Polak mieszkający w Irlandii od 25 lat, w rozmowie z money.pl podkreśla, że sytuacja w kraju robi się coraz bardziej nerwowa. - Problem zaczął się od protestów farmerów. Są wściekli na ceny diesla i blokują dostawy do stacji. To wywołało efekt domina - wyjaśnia.
To pierwszy raz, odkąd tu mieszkam, kiedy sytuacja z paliwem wygląda tak poważnie. Nawet podczas pandemii nie było takiego chaosu. Paliwo jest jeszcze dostępne, ale nie wszędzie. Część stacji wprowadziła limity. To zależy od regionu i od tego, czy dostawa w ogóle dojechała. Sytuacja może się jednak gwałtownie pogorszyć, bo Irlandczycy mają tendencję do robienia zapasów, kiedy tylko pojawia się sygnał o możliwych brakach. Wystarczy jeden dzień blokad i kolejki robią się gigantyczne - wskazał.
– Wczoraj widziałem kolejkę na Muckross Road w Killarney, popularnej miejscowości turystycznej. Po paliwo stał rząd kilkudziesięciu aut. Jak za PRL. Ludzie stoją, bo nie wiedzą, czy jutro jeszcze zatankują - dodaje nasz rozmówca.
Przyznaje, że zaplanował podróż autobusem do Dublina, ale ostatecznie zdecydował się lecieć samolotem - z uwagi na obawy przed blokadami dróg. – Irlandia jest piękna i spokojna, ale takie sytuacje pokazują, że infrastruktura jest tu dużo bardziej krucha, niż wielu osobom się wydaje. Jeśli protesty potrwają dłużej, rząd będzie musiał zareagować. Irlandczycy nie znoszą, gdy ktoś im utrudnia codzienne życie - podkreśla Tomasz Nogal.
Anatomia gniewu, czyli skąd wziął się kryzys
Głównym katalizatorem podwyżek są zawirowania na Bliskim Wschodzie, w tym konflikt zbrojny i wynikające z niego zakłócenia w żegludze przez cieśninę Ormuz. Najbardziej bolesne uderzenie odczuł sektor rolniczy i budowlany, który korzysta z tzw. zielonego diesla, obłożonego preferencyjną stawką podatkową. Jak wskazują sami organizatorzy protestów, zaledwie kilka miesięcy temu surowiec ten kosztował niespełna 90 centów za litr, podczas gdy obecnie jego cena zbliża się do granicy 1,50 euro. Dla przedsiębiorców operujących ciężkim sprzętem oznacza to wzrost kosztów operacyjnych rzędu kilkudziesięciu tysięcy euro w skali roku. Koszt zatankowania standardowego ciągnika rolniczego niemal się podwoił, co dla wielu mniejszych działalności oznacza balansowanie na granicy opłacalności.
Protestujący kierują swoje żądania bezpośrednio do rządu w Dublinie, domagając się natychmiastowej interwencji w postaci odgórnego zamrożenia cen paliw oraz likwidacji lub zawieszenia podatku węglowego. Wskazują oni, że choć globalne ceny ropy są poza kontrolą krajowych polityków, to struktura opłat i akcyzy leży wyłącznie w gestii państwa. W debacie publicznej pojawiają się oskarżenia o to, że państwowy skarbiec bogaci się na wyższych wpływach z podatku VAT, wynikających z wyższych cen bazowych surowca, oferując w zamian jedynie symboliczne i niewystarczające obniżki akcyzy.
Początkowo irlandzka policja podchodziła do demonstrantów z dużą dozą wyrozumiałości, traktując zatory drogowe jako standardowy element prawa do zgromadzeń. Jednak w miarę jak kolumny pojazdów zaczęły celowo paraliżować narodową infrastrukturę krytyczną, retoryka służb uległa drastycznemu zaostrzeniu. Przedstawiciele rządu oraz wymiaru sprawiedliwości zaczęli otwarcie mówić o prawnych konsekwencjach dla osób blokujących kluczowe obiekty gospodarcze, w tym o możliwości utraty uprawnień do kierowania pojazdami komercyjnymi.
– To już nie są protesty, to są blokady. Blokady te narażają na ryzyko dostawy żywności, paliwa, czystej wody i paszy dla zwierząt. Są one niezbędne dla kraju i jego obywateli. To jest nie do zaakceptowania i jest to niezgodne z prawem - mówiła Shawna Coxon, zastępca głównego komisarza Gardai (odpowiednik policji) podczas niedawnej
– Celowe utrudnianie ruchu na drogach publicznych oraz poruszania się pojazdów i osób jest przestępstwem zgodnie z różnymi ustawami, w tym z ustawą o porządku publicznym i ustawami o ruchu drogowym. An Garda Síochána przechodzi teraz do fazy egzekwowania prawa wobec tych, którzy wpływają na krytyczną infrastrukturę, chyba że zaprzestaną działań i rozwiążą te blokady. Zalecamy protestującym, aby natychmiast zaprzestali blokowania takiej narodowej infrastruktury krytycznej, w przeciwnym razie będą musieli liczyć się z pełnymi konsekwencjami prawnymi - dodała.
Gospodarka na krawędzi wydolności
Kryzys paliwowy i blokady dróg to nie tylko problem kierowców, ale potężny cios w całą architekturę irlandzkiej gospodarki, która w dużej mierze opiera się na eksporcie i płynnej logistyce. Irlandzkie Stowarzyszenie Eksporterów (IEA) wystosowało pilne ostrzeżenie do rządu, wskazując, że przedłużające się zakłócenia mogą trwale zaszkodzić międzynarodowej reputacji kraju jako wiarygodnego partnera handlowego.
Szef tej instytucji publicznie podkreślił, że firmy eksportowe już wcześniej borykały się z rosnącymi kosztami globalnego frachtu, a wewnętrzne blokady stanowią dla nich obciążenie, którego mogą nie udźwignąć. Pracownicy mają problem z dotarciem do zakładów produkcyjnych, a gotowe towary nie mogą opuścić magazynów.
Robert Kędzierski, dziennikarz money.pl