Będą zamykać mniejsze stacje na dzień-dwa? Właściciel: ogromny problem
Sejm uchwalił w piątek pakiet ustaw ograniczających ceny paliw, w tym wprowadzenie cen maksymalnych. Rząd chce w ten sposób zahamować wzrost cen na stacjach. Przedsiębiorcy, z którymi rozmawia money.pl, oceniają jednak, że nowe przepisy mogą uderzyć w ich biznes i prowadzić do strat.
Sejm przegłosował w piątek ustawy, które mają ograniczyć wzrost cen paliw na stacjach. Prezydent Karol Nawrocki podpisał je jeszcze tego samego dnia wieczorem. Pakiet działań przygotowanych przez rząd zakłada m.in. obniżenie VAT-u oraz akcyzy na paliwa. Wprowadzone zostaną także maksymalne ceny, które mają być obwieszczane przez ministra energii. Nad tym, by nikt nie sprzedawał paliw po cenach wyższych niż te wskazane przez rząd, czuwać ma administracja skarbowa. Kto się nie dostosuje, musi liczyć się z karą nawet do 1 mln zł.
Cena maksymalna będzie wyliczana według formuły uwzględniającej średnią cenę hurtową na rynku krajowym, powiększoną o akcyzę, opłatę paliwową, marżę sprzedażową w wysokości 0,30 zł za litr oraz podatek VAT.
To właśnie ta kwestia budzi największe kontrowersje wśród mniejszych przedsiębiorców prowadzących stacje paliw. W ich ocenie mechanizm może prowadzić do sytuacji, w której sprzedaż paliwa stanie się nieopłacalna.
"Przełom nas jeszcze czeka". Mówi, dlaczego kupił złoto
- Ceny są dynamiczne. Orlen sobie poradzi, ale tak się nie robi, że będą ustalać ceny z dnia na dzień. Jeżeli jednego dnia zapłacę np. 8,20 zł, a następnego ustalą cenę maksymalną na 8 zł, to ja będę stratny. Rząd mi dopłaci tę różnicę w cenie? Jeżeli tak, to mogą sobie wprowadzać. Jeżeli nie, to ja na tym stracę - mówi w rozmowie z money.pl właściciel prywatnej stacji w województwie mazowieckim.
"Bardziej się opłaca zamknąć stację na dzień lub dwa"
Podobne obawy zgłaszają inni. - Niech obniżają akcyzę, niech obniżają te podatki, ale niech nie wprowadzają ceny maksymalnej. Przecież takie ustalanie z dnia na dzień to dla mojego biznesu ogromny problem - wskazuje w rozmowie z money.pl właściciel stacji paliw z woj. podlaskiego.
Jeżeli jednego dnia kupię paliwo drożej, a następnego dnia ustalą cenę maksymalną niższą, to przecież bardziej mi się opłaca zamknąć stację na dzień lub dwa i poczekać, aż cena paliwa wzrośnie i nie będę musiał tracić - podkreśla.
- Rozmawiamy między sobą z innymi właścicielami, że tak naprawdę zaraz wróci komuna i będzie paliwo na kartki sprzedawane - dodaje nasz rozmówca.
Właściciel podlaskiej stacji zwraca też uwagę na zróżnicowanie kosztów w branży. - Swoją drogą, dla mnie to będzie strata, a co mają powiedzieć osoby, które prowadzą np. franczyzy przy autostradach? Tam koszty są dużo wyższe, więc takie maksymalne ceny sprawią, że będą bardziej stratni niż ja - podkreśla.
- Rząd chyba nie wie, że gospodarka centralnie sterowana już się skończyła. Ale cóż, jedyne co, to trzeba robić swoje. Ja sobie poradzę. Mam sklep i z tego wyżyję, najwyżej na jeden czy dwa dni wyłączę dystrybutor, że dzisiaj paliwa nie sprzedaję, bo mi się to nie opłaca - dodaje kolejny przedsiębiorca, który zarządza stacją paliw.
Ekspert: dużo niewiadomych i ryzyka
O skutkach rządowego pakietu paliwowego rozmawialiśmy w czwartek z Rafałem Zywertem, ekspertem i analitykiem rynku paliw z firmy Reflex. Wskazał na ryzyko dla mniejszych, niezależnych stacji paliw, które nie mają codziennych dostaw. Zwrócił uwagę, że w takiej sytuacji paliwo kupione jednego dnia bywa sprzedawane jeszcze przez kolejne dni, a zmiana ceny maksymalnej w międzyczasie mogłaby oznaczać konieczność sprzedaży poniżej kosztów.
- Taka stacja kupuje w poniedziałek paliwo w cenie X, ale sprzedaje je jeszcze we wtorek i w środę. Jeśli ustalona cena maksymalna we wtorek będzie niższa, stacja musiałaby sprzedawać paliwo kupione drożej w niższej cenie. To jest ryzyko - ostrzegał Zywert w rozmowie z money.pl.
Zwrócił też uwagę, że nowe regulacje mogą podważyć sens długoterminowych promocji paliwowych. - To jest kolejny problem i wyzwanie dla rynku. Uważam, że z perspektywy kierowcy, statystycznego Kowalskiego, ogłoszony dzisiaj plan jest bardzo dobry. Nie mam co do tego wątpliwości. Jednak z perspektywy polskiego rynku paliwowego jest dużo niewiadomych i ryzyka - ocenił.
Według niego alternatywą byłoby najpierw ograniczenie podatków, a dopiero w dalszej kolejności ewentualna ingerencja w ceny. - Ja bym to rozwiązał inaczej. Obniżyłbym VAT na paliwo oraz akcyzę i ostrzegłbym, że jeśli stacje będą wykorzystywać sytuację, to wtedy wprowadzimy ceny maksymalne. To by wystarczyło jako "straszak" - mówi Rafał Zywert.
Ceny ropy dalej wysokie
Po tym, jak cena ropy wywołała skok cen paliw w Polsce, Orlen zrezygnował niemal całkowicie z marży detalicznej na swoich stacjach. Wiele sieci stacji paliw wprowadziło natomiast specjalne promocje, które pozwalają obniżyć rachunek za tankowanie auta nawet o 40 gr na litrze.
W czwartek, 26 marca, Orlen trzeci raz w tygodniu obniżył też hurtowe ceny paliw.
Jednak po niemal miesiącu od pierwszych ataków USA i Izraela na Iran cena ropy nadal oscyluje wokół 100 dol. za baryłkę.
Magda Żugier, dziennikarka money.pl