Świat czeka na jeden ruch Iranu. Ropa już reaguje

Szanse na niezakłócone dostawy surowców do USA i Europy przed ruszającym sezonem grzewczym spadły niemal do zera. Iran w każdej chwili może jednak jeszcze bardziej zacieśnić pętlę wokół cieśniny Ormuz. – Na razie patrzy przez palce na część transportów. Na zasadzie "my nie zauważymy waszego statku, ale i wy nie bądźcie drobiazgowi" – mówi w money.pl Dawid Czopek, ekspert ds. rynku paliw.

Bez rozejmu. Ropa znów drożejeBez rozejmu. Ropa znów drożeje
Źródło zdjęć: © East News | Associated Press, East News, Vahid Salemi, ZipZapic.com
Robert Kędzierski

Sytuacja na Bliskim Wschodzie może w najbliższej przyszłości ulec poważnej eskalacji. Donald Trump odrzucił bowiem irańską propozycję tygodniowego zawieszenia broni.

– Propozycja była nie do zaakceptowania, m.in. dlatego, że Teheran żądał konkretnych ustępstw w zamian za obietnicę powstrzymania się od ataków i powrotu do rozmów na temat programu nuklearnego – stwierdził w wywiadzie z CNN ambasador USA przy ONZ Mike Waltz.

To jednak nie koniec. Jak donosi "Wall Street Journal", Trump miał też zakomunikować współpracownikom, że spodziewa się wznowienia bombardowań Iranu po listopadowych wyborach w USA. Kolejne negatywne deklaracje amerykańskiej administracji doprowadziły do szybkiej reakcji rynku. Ropa naftowa zaczęła drożeć. Baryłka West Texas Intermediate (WTI) na giełdzie w Nowym Jorku jest notowana po 94,06 dol. (wzrost o 1,79 proc.). Z kolei Brent wyceniany jest już powyżej 108 dol. za baryłkę (wzrost o 2,65 proc.). Spadki, które miały miejsce w ubiegłym tygodniu, zostały niemal wymazane.


DLA CIEBIE
25 lat pracy w McDonald’s. Od pracownika do prezesa - Tomasz Rogacz II Pierwsza Praca #5 

Iran może zacisnąć pętle wokół Cieśniny Ormuz

Ropa naftowa wciąż nie osiągnęła cen przewidywanych w najbardziej pesymistycznych prognozach ekspertów sprzed kilku miesięcy. Kiedy konflikt wokół Iranu rozgorzał na dobre, ostrzegano, że tzw. czarne złoto może kosztować wkrótce nawet i 150 dol za baryłkę. Nadchodzący sezon grzewczy zaczyna jednak wywierać na rynek coraz silniejszą presję. Wiele wskazuje na to, że Iran doskonale zdaje sobie z tego sprawę. I jeśli tylko zechce, może pozbawić świat ropy w jeszcze większym stopniu.

Wydaje mi się, że podaż ropy jest regulowana przez niejawny transport przez cieśninę Ormuz. I najpewniej odbywa się tylko dlatego, że Iran patrzy przez palce na część transportów. Na zasadzie "my nie zauważymy waszego statku, ale i wy nie bądźcie drobiazgowi" – mówi money.pl Dawid Czopek, zarządzający Polari-FIZ, ekspert ds. rynku paliw.

– Irańczycy poczuli, że mają realny wpływ na postawę USA i krajów regionu. Wiedzą więc, że mogą jeszcze dużo – dodał.

Ekspert wskazał, że to Europa, przez uzależnienie od importu, chce w większym stopniu zakończenia konfliktu. Stany Zjednoczone mają bowiem własne źródła surowca. – Prawda jest dla Europejczyków bolesna. W USA wbrew pozorom nikt aż tak bardzo samą wojną się nie interesuje. Wystarczy tylko, że Trump zapewni, że wygrał – jeśli ceny ropy spadną, to wszyscy będą szczęśliwi – wskazał.

Co dalej? – Na alternatywne sposoby przesyłania surowców energetycznych musimy czekać. Powoli trwa budowa nowej infrastruktury na Bliskim Wschodzie. W przyszłości Ormuz będzie traciła na znaczeniu. Jak na razie jednak musimy czekać i długo jeszcze na rynku nie będzie ani dodatkowej ropy, ani dodatkowego gazu czy innych produktów. Budowa potrwa – wskazuje zarządzający Polaris-FIZ.

Jak długo taki handel może trwać w obliczu kurczących się zapasów ropy? Dobre pytanie. Naprawdę wiele zależy od tego, jak sytuacja się rozwinie – czy Stany Zjednoczone jednak będą bombardować Iran i jaka będzie na to odpowiedź ajatollahów. Na razie świat jest trochę na ich łasce. Wielka wojna z USA może więc zakończyć się tak, że statki będą przepływać przez Cieśninę, choć formalnego pokoju nikt nie podpisze. Iran zachowa jednak możliwość nacisku na światowy rynek ropy naftowej jeszcze bardzo długo – podkreśla Czopek.

Świat zakładnikiem pata

Piotr Kuczyński, analityk domu inwestycyjnego Xelion, w rozmowie z money.pl przyznaje, że jeśli obie strony nie zdecydują się na ustępstwa, trudno będzie oczekiwać jakiegokolwiek polepszenia.

Sytuacja przed wyborami w USA, które odbędą się 3 listopada, jest dla rynku ropy bardzo trudna. Obie strony najpewniej chciałyby się porozumieć. I właśnie dlatego wahania cen baryłki są niewielkie. Zarówno Stany Zjednoczone, jak i Iran nie chcą najwyraźniej pójść na ustępstwa. Trump – bo elektorat mu tego nie wybaczy. A Korpus Strażników Rewolucji – bo nie chce zrobić Republikanom prezentu przed wyborami. Dlatego też Donald Trump mówi, że załatwi sprawę po wyborach – ocenia.

Podkreśla przy tym, że w globalnej układance znaczenie może mieć decyzja jeszcze jednego kraju – Izraela. – Czy zatem dojdzie do kompromisu? Niestety równie prawdopodobne jest to, że zanim do niego dojdzie, sytuacja się zaogni. Jeśli Izrael i USA znowu zaatakują, przynajmniej chwilowo podniosą ceny ropy – dodaje.

Amerykanie gotowi na zamrożenie portfeli. Europę czeka to samo

Zegar nieubłaganie tyka i w zasadzie nie ma już szans, by dostawy ropy dotarły do Europy i USA na starych zasadach przed rozpoczęciem sezonu grzewczego. Za oceanem już pojawiły się analizy, które dowodzą, że konflikt zbrojny z Iranem wywołał lawinowy wzrost kosztów w czterech kluczowych sektorach gospodarki.

Raport opublikowany przez NBC News jednoznacznie wskazuje, że trwająca wojna działa jak ukryty podatek nałożony na obywateli. Uderza w ich budżety bardzo i wyraźnie. Same koszty energii wzrosły o ponad 900 dolarów na jedno gospodarstwo domowe od momentu wybuchu wojny pod koniec lutego 2026 r. Całkowite obciążenia finansowe dla domowych budżetów, wynikające bezpośrednio z działań zbrojnych, szacowane są w przedziale od 1200 do 1760 dolarów, w zależności od przyjętej metodologii i daty badania.

Paliwa i ogrzewanie uderzają po kieszeni

Pierwszym i najbardziej odczuwalnym problemem dla konsumentów są ceny na stacjach benzynowych. Po wcześniejszych, łagodniejszych okresach w ciągu roku, koszty tankowania ponownie zaczęły rosnąć we wrześniu 2026 r. Średnia krajowa cena benzyny zbliżyła się do poziomu od 4,40 do 4,50 dolara za galon, a w wielu regionach nawet go przekroczyła. W kilku stanach kierowcy muszą płacić średnio powyżej pięciu dolarów za galon paliwa. Jest to bezpośredni efekt zacieśniania się globalnej podaży wywołanego wojną.

Drugim obszarem są drastycznie rosnące koszty ogrzewania domów. Gospodarstwa domowe, które w dużej mierze polegają na oleju opałowym, znajdują się w szczególnie trudnej sytuacji. Prognozy wskazują, że rachunki za ogrzewanie mogą wzrosnąć w tym sezonie o 30 proc., a w skrajnych przypadkach nawet o 50 proc. w porównaniu z ubiegłą zimą. Jest to ściśle powiązane z wysokimi cenami ropy naftowej, które przekroczyły barierę 100 dolarów za baryłkę, oraz z mocno ograniczonymi zapasami surowca na rynku.

Loty i zakupy online będą droższe

Trzeci sektor dotknięty kryzysem to transport lotniczy. Ceny paliwa lotniczego, które są silnie skorelowane z rynkiem oleju napędowego i ropy naftowej, gwałtownie wzrosły od początku trwania konfliktu. Linie lotnicze przenoszą te dodatkowe koszty bezpośrednio na pasażerów. Podnoszą ceny biletów oraz wprowadzają nowe dopłaty paliwowe. W niektórych przypadkach przewoźnicy decydują się również na podwyższenie opłat za bagaż i inne usługi dodatkowe. Najmocniej uderzy to w osoby planujące podróże świąteczne.

Czwartym elementem układanki są dostawy paczek i handel elektroniczny. Rosnące koszty oleju napędowego zmuszają największe firmy kurierskie oraz platformy e-commerce do zdecydowanych kroków. Zarówno Amazon, jak i państwowa poczta U.S. Postal Service ogłosiły lub rozważają wprowadzenie awaryjnych dopłat paliwowych do przesyłek. To zjawisko automatycznie podniesie koszty zakupów świątecznych i wszelkich zamówień realizowanych drogą internetową.

Podobne statystyki dotyczą Europy i Polski. W sierpniu 2026 r. (ostatnie znane dane) ceny paliw wzrosły w państwach Unii Europejskiej o 23,8 proc. w porównaniu ze stawkami sprzed roku – wynika z najnowszych danych Eurostatu. W Polsce o 24 proc.

Olej napędowy napędza inflację

Według danych z 14 września 2026 r., średnia krajowa cena oleju napędowego w Stanach Zjednoczonych osiągnęła historyczny rekord, wynosząc 6,28 dolara za galon. Skorygowana o inflację cena z końca sierpnia była zbliżona do najwyższych poziomów notowanych w 2022 r. Od tamtego czasu prawdopodobnie jeszcze wzrosła.

Dynamika wzrostu cen jest bezprecedensowa. Jeszcze w styczniu 2026 r., przed pierwszymi atakami Stanów Zjednoczonych i Izraela na Iran pod koniec lutego, średnia cena oleju napędowego wynosiła 3,52 dolara za galon. Oznacza to, że od momentu wybuchu wojny ceny tego kluczowego paliwa skoczyły o ponad 78 proc. Kiedy porównamy z kolei połowę września 2026 r. do analogicznego okresu w 2025 r., w którym to średnia miesięczna wynosiła 3,75 dolara, mówimy o wzroście rzędu 67 proc.

Wysokie ceny paliwa uderzają w całe łańcuchy dostaw. Przekłada się to powoli, ale nieustannie na szerszą inflację konsumencką, ponieważ niemal każdy towar detaliczny w pewnym momencie swojej drogi podróżuje ciężarówką. Analiza przeprowadzona we wrześniu 2026 r. przez Połączoną Komisję Gospodarczą Kongresu wykazała, że wyższe ceny oleju napędowego zwiększyły koszty sadzenia głównych upraw w USA o ponad 1,4 miliarda dolarów w porównaniu z rokiem 2025. Stanowi to drastyczny wzrost o 63 proc. Stanami, które ucierpiały z tego powodu najbardziej, są Illinois, Iowa oraz Minnesota.

Wąskie gardła amerykańskich rafinerii

Obecny kryzys nie jest wyłącznie wynikiem działań zbrojnych w Zatoce Perskiej. Od ponad sześciu miesięcy jest ona zamknięta dla dużej części transportu ropy i produktów rafinowanych przez cieśninę Ormuz. Sytuacja nawarstwiała się od lat z powodu utraty zdolności rafineryjnych. Sprawia to, że przemysł nie jest w stanie po prostu zwiększyć produkcji, aby zaspokoić nagłe braki. Pod koniec sierpnia 2026 r. ilość ropy naftowej trafiającej do rafinerii osiągnęła poziom około 17,5 miliona baryłek dziennie. Zakłady pracowały na blisko 98 proc. swojej maksymalnej przepustowości, co jest najwyższym wskaźnikiem od 2018 r.

Mimo tak intensywnej pracy, produkcja destylatów, do których zalicza się olej napędowy, olej opałowy i paliwo lotnicze, była niższa niż w 2025 r. Zapasy destylatów utrzymywane przez rafinerie, dystrybutorów i sprzedawców detalicznych spadły pod koniec sierpnia do zaledwie 103 milionów baryłek. Jest to najniższy poziom dla tego momentu w kalendarzu od 1951 r. Co więcej, najnowsze prognozy amerykańskiej Agencji Informacji Energetycznej (EIA) zakładają, że we wrześniu zapasy te spadną poniżej 100 milionów baryłek. Utrzymają się na tak niskim poziomie przez znaczną część 2027 r. i osiągną minima nienotowane od 2021 r.

Globalna walka o surowiec

Sytuację na amerykańskim rynku komplikuje globalny układ sił. Gdy w sierpniu zapasy w USA spadały, eksport amerykańskiego oleju napędowego osiągnął rekordowy poziom. Światowy rynek desperacko poszukiwał dostaw. Mogłyby one zastąpić wolumeny tradycyjnie dostarczane przez Rosję. Rosja, która historycznie była drugim co do wielkości eksporterem oleju napędowego na świecie zaraz po Stanach Zjednoczonych, 9 lipca 2026 r. wprowadziła zakaz eksportu tego paliwa. Chciała w ten sposób zabezpieczyć zapasy dla własnego wojska.

We wrześniu władze na Kremlu zdecydowały się przedłużyć to embargo aż do końca 2026 r. Było to bezpośrednim następstwem skutecznych ataków ukraińskich dronów na rosyjskie rafinerie. Równolegle rafinerie na Bliskim Wschodzie, które są kolejnym kluczowym graczem na rynku, znacząco ograniczyły produkcję z powodu zakłóceń wywołanych wojną z Iranem. W odpowiedzi na ten globalny drenaż, 15 września 2026 r. lider większości w amerykańskim Senacie, John Thune, zaproponował wprowadzenie całkowitego zakazu eksportu amerykańskiego oleju napędowego. Miało to na celu zwiększenie jego dostępności na rynku krajowym.

Podczas gdy konsumenci i firmy transportowe zmagają się z rosnącymi kosztami, amerykańskie rafinerie notują gigantyczne zyski. Pod koniec sierpnia krótkoterminowe marże zysku z produkcji oleju napędowego, znane w branży jako "crack spreads", po raz pierwszy w historii przekroczyły poziom 100 dolarów na baryłce. Jest to wyraźny dowód na to, że popyt na gotowe paliwo znacznie przewyższa możliwości podażowe, a także popyt na surową ropę naftową.

Jeśli weźmiemy pod uwagę fakt, że rafinerie pracują na granicy swoich maksymalnych możliwości, to każda, nawet najmniejsza awaria, może drastycznie zmniejszyć produkcję. Taka sytuacja miała miejsce 13 września 2026 r. Wtedy przerwa w dostawie prądu zatrzymała pracę rafinerii Mobil w stanie Illinois. Eksperci rynkowi podkreślają, że przy tak dramatycznie spadających zapasach nawet nagłe zakończenie wojny z Iranem nie przyniosłoby natychmiastowego obniżenia cen w nadchodzących miesiącach. Olej opałowy, chemicznie blisko spokrewniony z olejem napędowym, pozostanie towarem deficytowym. To gwarantuje, że amerykańskie i europejskie gospodarstwa domowe odczują skutki tego konfliktu bezpośrednio w swoich portfelach przez całą nadchodzącą zimę.

Wybrane dla Ciebie