"Tu nie ma wygranych". Szef zrzeszenia przewoźników mówi o podwyżkach cen biletów
Rozszerzający się konflikt na Bliskim Wschodzie wpłynie na podwyżki cen biletów lotniczych - ostrzega szef Międzynarodowego Zrzeszenia Przewoźników Powietrznych IATA Willie Walsh.
Jak przypomina w czwartek agencja Reutera, ataki na instalacje naftowe w regionie Zatoki podniosły notowania ropy naftowej powyżej 100 dol. za baryłkę i zachwiały rynkiem lotniczym. Jednocześnie zagrożenie rakietowe i dronowe utrudnia ruch lotniczy do zwykle bardzo obciążonych portów przesiadkowych na Bliskim Wschodzie.
Willie Walsh, z którym Reuters rozmawiał w czwartek w Brukseli, podkreślił, że skutki obecnej sytuacji odczuje cały światowy rynek lotniczy. - Tu nie ma żadnych wygranych. To wpłynie na wszystkich. Na Bliskim Wschodzie produkuje się paliwo lotnicze, które trafia do Ameryki Północnej, ale też do Azji - powiedział.
Zatankowaliśmy na rządowej stacji paliw. Tyle zapłaciliśmy
Trzeba będzie ciąć ofertę?
Szef IATA zaznaczył, że globalny popyt na podróże lotnicze wciąż pozostaje silny. Dodał jednak, że linie mogą zdecydować się na ograniczenie oferowania połączeń, jeśli konflikt się przedłuży i doprowadzi do niedoborów paliwa lotniczego. - W najgorszym scenariuszu branża będzie musiała dokonać ponownej oceny sytuacji, jeśli konflikt będzie się przeciągał - ocenił.
Dodał też, że mimo napiętej sytuacji na rynku paliw, przewoźnicy nadal odbierają maszyny zgodnie z wcześniejszymi harmonogramami. Chodzi przede wszystkim o bardziej paliwooszczędne samoloty, które pozwalają ograniczać zużycie drogiego paliwa. - Nie wiem o nikim, kto rozważa teraz opóźnienie odbioru maszyn lub spowolnienie dostaw - wyjaśnił.
Zastrzegł jednak, że przedłużający się konflikt może wymusić głębsze zmiany w funkcjonowaniu branży. - To byłaby zmiana o charakterze strukturalnym. Musielibyśmy przyjrzeć się temu, jak branża rozdziela moce przewozowe i w jaki sposób moglibyśmy zabezpieczyć się przed problemami z dostawami paliwa - wyjaśnił.
Połowa paliwa lotniczego do Europy trafia z Bliskiego Wschodu
– W porównaniu z cenami diesla i benzyny, dużo bardziej drożeje stosowane w samolotach paliwo Jet A-1. Z Bliskiego Wschodu do Europy (w niewojennych warunkach - przyp. red.) importowane jest 50 proc. paliwa lotniczego – mówił na początku marca money.pl Rafał Zywert, ekspert rynku paliw z firmy Reflex.
Jak wówczas tłumaczyliśmy, w normalnych warunkach paliwo lotnicze stanowi około 30-40 proc. kosztów działalności linii lotniczych. IATA prognozowało w grudniu 2025 roku dalszy spadek cen paliwa lotniczego - co dziś, przynajmniej tymczasowo, jest już nieaktualne. Zakładało, że między innymi te spadki umożliwią wypracowanie liniom lotniczym średniej marży w wysokości 7 dol. w 2026 r.
Źródło: Reuters, money.pl