Lewica chce rewolucji w opodatkowaniu nieruchomości. Tyle trzeba by płacić

Do Sejmu trafił projekt autorstwa posłów Lewicy, który zakłada zmianę zasad opodatkowania podatkiem od nieruchomości domów jednorodzinnych i mieszkań oraz zmianę stawek tego podatku. - Niekoniecznie będą to zmiany, które poprawią sytuację mieszkaniową Polaków - ocenia Katarzyna Kuniewicz z firmy Otodom.

Lewica chce rewolucji w opodatkowaniu nieruchomości. Tyle trzeba by płacićLewica chce rewolucji w opodatkowaniu nieruchomości. Tyle trzeba by płacić
Źródło zdjęć: © Adobe Stock | Fotokon
Tomasz Sąsiada

20 marca posłowie Lewicy złożyli w Sejmie projekt nowelizacji ustawy o podatkach i opłatach lokalnych oraz niektórych innych ustaw. W czerwcu do projektu złożyli autopoprawkę. Projekt miał być rozpatrywany na trwającym od środy do piątku posiedzeniu Sejmu, ale dojdzie do tego w późniejszym terminie.

Jak czytamy w uzasadnieniu do projektu, "celem projektowanej regulacji jest ograniczenie zjawiska nieefektywności wykorzystywania zasobów mieszkaniowych oraz ułatwienie dostępu do mieszkań dla rodzin oraz osób o niższych dochodach".


WIDEO
"Nowa era bezrobocia". Ekonomista mówi, co się dzieje na rynku


Posłowie proponują "zmiany w zasadach ustalania podatku od nieruchomości dla budynków mieszkalnych polegające na: przyjęciu jako podstawy opodatkowania wartości budynku jednorodzinnego mieszkalnego i lokalu mieszkalnego, wprowadzeniu progresywnej stawki podatku uzależnionej od liczby posiadanych budynków jednorodzinnych lub lokali mieszkalnych; stawka większa stosowana będzie dla trzeciej i kolejnych nieruchomości mieszkalnych podatnika".

Tyle trzeba by płacić, gdyby ustawa weszła w życie

Zdaniem Katarzyny Kuniewicz, dyrektorki badań rynku w Otodom, na szczególną uwagę w przypadku tego projektu zasługuje konstrukcja samej stawki podatkowej, która zakłada niespotykaną dotąd w polskim systemie progresję. - Zgodnie z założeniami projektu każde mieszkanie lub dom ma być objęte nowym podatkiem katastralnym, a więc naliczanym od wartości nieruchomości. Wartość ta nie będzie jednak wyznaczana rynkowo. Ma opierać się na danych z portalu DOM, a dopóki on nie powstanie, źródłem wyceny będzie wskaźnik przeliczeniowego kosztu odtworzenia jednego mkw. budynku mieszkalnego, ogłaszany co pół roku przez poszczególnych wojewodów - tłumaczy ekspertka.

- Posiadanie pierwszego i drugiego mieszkania objęte ma być stawką podstawową wynoszącą 0,02 proc. wartości odtworzeniowej nieruchomości. Biorąc pod uwagę przeciętne 55-metrowe mieszkanie w Warszawie, oznaczałoby to roczny podatek rzędu 134 zł - wylicza Kuniewicz.

- Kłopot zaczyna się w momencie nabycia, poprzez zakup lub dziedziczenie, trzeciego lokalu. Następuje wtedy drastyczny, 25-krotny skok podatku – z 0,02 proc. do 0,5 proc. wartości odtworzeniowej. W przypadku wspomnianego mieszkania w stolicy oznacza to natychmiastowy wzrost rocznego zobowiązania ze 134 zł do ponad 3340 zł. Na tym jednak restrykcje się nie kończą, bo projekt zakłada, że z każdym kolejnym rokiem posiadania trzeciej nieruchomości stawka podatku ma rosnąć o dodatkowe 0,1 punktu procentowego - zaznacza.

75-krotny skok stawki

To wzrost z 3340 zł do ponad 4000 zł tylko z powodu posiadania nieruchomości kolejny rok. Podatek może rosnąć przez kolejną dekadę, aż osiągnie maksymalny pułap 1,5 proc. wartości nieruchomości. - Oznacza to, że docelowo opodatkowanie trzeciego domu, posiadanego przez 10 lat, będzie aż 75 razy wyższe niż opodatkowanie drugiego lokalu w tym samym okresie - podkreśla Kuniewicz.

Jej zdaniem projekt ma wyraźnie "warszawocentryczny" charakter. - Wszystkie przykłady przywołane w uzasadnieniu projektu odnoszą się wyłącznie do województwa mazowieckiego, tak jakby reszta Polski z jej specyfiką rynkową i charakterystyką lokalnego budownictwa w ogóle nie istniała - ocenia ekspertka.

- Tymczasem w całym kraju jest prawie 2,5 tysiąca gmin. Tak zawężona perspektywa prowadzi do pominięcia istotnych zjawisk, między innymi faktu, że każdego roku powstaje w Polsce około 70-80 tysięcy domów jednorodzinnych. W konsekwencji projekt rozszerza pojęcie lokalu mieszkalnego również na domy jednorodzinne, zrównując je z mieszkaniami i traktując dokładnie tak samo pod kątem podatkowym - tłumaczy.

W jej ocenie projekt pozostawia istotne możliwości unikania opodatkowania. - Projektodawca przewidział w nim zaskakujące wyłączenia, które mogą przynieść skutki odwrotne do zamierzonych. Mowa chociażby o mieszkaniach w budynkach, w których znajdują się obiekty uznane za budowle ochronne na podstawie przepisów o ochronie ludności i obronie cywilnej. Jeżeli w takim budynku jest tzw. ukrycie czy miejsce doraźnego schronienia, właściciel może posiadać nawet piętnaście lokali, a każdy z nich nadal będzie objęty najniższą, bazową stawką podatku w wysokości 0,02 proc. - zwraca uwagę.

Taka sama zasada dotyczy budynków o wysokich wskaźnikach efektywności energetycznej. - W ten sposób nowe przepisy mogą stanowić potężną, dodatkową zachętę do zakupu mieszkań na rynku deweloperskim, wywierając przy tym presję na dalszy wzrost cen w określonej kategorii budynków. Ponadto projekt w istotny sposób nie ogranicza działalności tzw. flipperów. Mogą oni przez cały rok kupować i sprzedawać kolejne lokale, pilnując jedynie, by w danym momencie nie być właścicielem więcej niż dwóch nieruchomości - komentuje Kuniewicz.

Nowelizacja nie rozwiąże problemów?

Jej zdaniem założenie projektodawców, że sprzedaż mieszkań przez osoby dążące do ograniczenia obciążeń podatkowych doprowadzi do istotnego spadku cen, jest obarczone poważnym ryzykiem dla całego systemu finansowego.

- Przede wszystkim, od dłuższego czasu obserwujemy zwiększoną podaż mieszkań, która jak dotąd nie przełożyła się na wyraźny spadek stawek na rynku - zwraca uwagę ekspertka. powiedziała dyrektorka badań rynku Otodom.

- Gdyby jednak zakładany scenariusz rzeczywiście się spełnił, pojawiłoby się pytanie o sytuację osób, których niedawno kupione mieszkania stanowią zabezpieczenie zaciągniętych kredytów. Spadek wartości nieruchomości o 10-15 proc. w krótkim czasie mógłby skłonić banki do żądania dodatkowego zabezpieczenia kredytu, na przykład w postaci innej nieruchomości lub przystąpienia do zobowiązania kolejnej osoby - podkreśla.

- Taka sytuacja mogłaby dotknąć tysiące kredytobiorców. Ponadto samo zwiększenie liczby lokali dostępnych na rynku nie rozwiąże problemu mieszkaniowego, bo dla wielu potencjalnych nabywców główną barierą pozostają zbyt niskie dochody w stosunku do cen nieruchomości. Co trafnie zaznaczają również pomysłodawcy tych nowych rozwiązań podatkowych - ocenia.

Źródło: PAP, sejm.gov.pl

Wybrane dla Ciebie