Ministra zdrowia Jolanta Sobierańska-Grenda zaprezentowała w środę pakiet rozwiązań, które mają "uzdrowić" system opieki zdrowotnej. Jednym z konkretów była zapowiedź maksymalnej stawki 240 zł brutto za godzinę dla medyków pracujących w publicznej opiece zdrowotnej. Resort chce wprowadzić maksymalne poziomy wynagrodzeń indywidualnych oraz maksymalne wydatki szpitali na pensje finansowane ze środków NFZ.
W reakcji na doniesienia o milionowych zarobkach lekarzy, jak również rekordowych stawkach godzinowych, nowa stawka maksymalna ma ukrócić zjawisko tzw. kominów płacowych. Ministerstwo zapowiada też większą jawność konkursów, raportowanie rzeczywistych grafików pracy do NFZ, ograniczenie umów zawieranych za pośrednictwem spółek oraz obowiązek wykonywania pracy w podstawowym miejscu zatrudnienia co najmniej na pół etatu. Lekarz, który chciałby pracować w innym podmiocie, miałby uzyskać zgodę głównego pracodawcy.
Limit zamiast zachęty? "Rynek jest znacznie bardziej złożony"
Pytamy, czy branża dostrzega w tych propozycjach skutki uboczne. Iwona Kania, rzeczniczka Naczelnej Izby Lekarskiej, podkreśla w rozmowie z money.pl, że sama maksymalna stawka nie rozwiąże problemów kadrowych publicznej ochrony zdrowia.
Pieniądze to tylko narzędzie. Filozof tłumaczy dlaczego
Rynek świadczeń medycznych jest znacznie bardziej złożony niż kwestia jednej stawki i obejmuje m.in. warunki pracy, organizację systemu, odpowiedzialność zawodową czy dostępność personelu. Jeżeli stawka 240 zł za godzinę stanie się w praktyce sztywnym limitem, może to ograniczyć elastyczność podmiotów leczniczych w konkurowaniu o specjalistów, szczególnie tam, gdzie już dziś występują największe braki kadrowe — mówi money.pl Iwona Kania.
— Nie można wykluczyć, że część lekarzy będzie wówczas częściej wybierać sektor prywatny, jeśli będzie on oferował lepsze warunki wykonywania zawodu. Kluczowe będzie jednak to, w jaki sposób nowe przepisy zostaną wdrożone i czy przewidziane zostaną wyjątki dla sytuacji szczególnych — wskazuje rzeczniczka NIL. W dosadnym podsumowaniu rzeczniczka NIL podkreśla, że środowisko "czeka na konkrety, a nie tylko PR-owe pokazy slajdów".
NIL podkreśla, że z perspektywy samorządu lekarskiego istotniejsze jest stworzenie takich warunków pracy, które zachęcą lekarzy do pozostawania w publicznym systemie ochrony zdrowia. - To oznacza stabilne zatrudnienie, racjonalną organizację pracy, ograniczenie biurokracji oraz odpowiednie finansowanie całego systemu - wyjaśnia Iwona Kania.