Najpopularniejszy w Polsce portal o finansach i biznesie
"Chciwość. Jak nas oszukują wielkie firmy". Autor książki w money.pl: musisz sprzedać ileś produktów, by szef zaprosił na wódkę

"Chciwość. Jak nas oszukują wielkie firmy". Autor książki w money.pl: musisz sprzedać ileś produktów, by szef zaprosił na wódkę

- Wszyscy wiedzieliśmy, że to, co oferujemy - polisolokaty, ubezpieczenia, fundusze inwestycyjne - jest toksyczne. Że klient na pewno nie zarobi, a najprawdopodobniej straci swoje pieniądze. Od wciskania takich produktów mieliśmy prowizję. Sprzedawaliśmy więc nawet rodzinie i przyjaciołom - mówi pracownik banku. O tym, jak wielkie firmy naciągają klientów, opowiada w money.pl Paweł Reszka, dziennikarz śledczy i autor książki "Chciwość. Jak nas oszukują wielkie firmy". Rozlicza nie tylko sprzedawców i banki, ale też klientów. - Optymizm stępił naszą czujność - dodaje.

"Umowa kredytowa może mieć 26 stron plus aneksy... Kto by to czytał? Facet widzi, że idę do niego z takim plikiem i traci ochotę na czytanie. W końcu jest w banku, to ufa. A gdyby przeczytał to i tak by nic z tego nie zrozumiał. Ja mu to sprzedaję i też mało z tego rozumiem" - opowiada jeden z pracowników banku, pojawiający się w książce Reszki.

"Doradca, którego spotykasz w banku, tak naprawdę tylko przyjmuje wnioski. Chłopak nawet nie musi się na tym szczególnie znać i przeważnie się nie zna. Ma za sobą szkolenia i tyle wie, co się tam dowie. Rzadko więcej, a nierzadko mniej. A na szkoleniach o ryzyku kursowym mówiono niewiele. Znam kilku doradców, którzy sami sobie wzięli kredyty frankowe, i to w najgorszym momencie" - opisuje kolejny bankowiec.

To tylko dwa z kilkudziesięciu wyznań pracowników instytucji bankowych z debiutującej 27 kwietnia książki "Chciwość. Jak oszukują wielkie firmy". Autor Paweł Reszka w money.pl wyjaśnia, jak i na jakich produktach najczęściej naciągają bankowcy.

- Sprzedają nam bardzo różne produkty, jakieś polisolokaty, czy kredyty w obcej walucie. To jest cały system niemówienia tego, co właściwie podpisuje klient. I to jest zrozumiałe, bo ci ludzie dostają prowizję. Nie od tego, żeby nam było dobrze, tylko żeby zarobiła na tym instytucja. My idziemy do banku i myślimy, że to jest instytucja zaufania publicznego. Myślimy, że ci ludzie są od tego, żeby sprawić, żebyśmy byli bogaci. Nie, oni są od tego, żeby sprawić, żeby oni sami byli bogaci - tłumaczy Reszka.

Nie do końca etyczne praktyki nie dotyczą jednak tylko małych i nikomu nieznanych firm, czy parabanków. Jak tłumaczy dziennikarz, w takim samym stopniu naciągają i duże, i mniejsze instytucje finansowe. - Ani u Józka w garażu, ani w ogromnym banku nikt wprost nie powie "idź, oszukuj". Ale robi się atmosferę, że dobry jest ten pracownik, który dużo sprzedaje, a nie ten, którego lubią klienci. Musisz sprzedać ileś produktów, żeby być na tablicy wyników, żeby szef zaprosił na wódkę, żebyś na imprezie korporacyjnej dostał pamiątkowy zegarek. To wszystko jest powiązane ze sprzedażą. W żargonie tych osób mówi się na to "produkcja" - mówi Reszka.

Jak wynika z rozmów Reszki, mało który pracownik wymyśla dialogi z klientami spontanicznie. Z reguły wszystko jest dokładnie wyuczone i rozpisane na szkoleniach. - Na szkoleniach uczą się, co mówić, jak mają się ubierać, w której ręce trzymać długopis i jak go przekładać z lewej na prawą stronę - wyjaśnia.

Jak tłumaczy Reszka, bankowcy najbardziej nie lubią starszych klientów. Dlaczego? - Bo zobaczyli w gazecie promocyjną ofertę, na przykład lokatę, i tylko po nią przychodzą. Nie chcą nic innego, a pracownik musi im proponować kolejne dodatki. Bankowcy takie osoby nazywają "zgredami" - wyjaśnia. Najczęściej ofiarami sztuczek sprzedawców są ludzie na dorobku.

Ale książka Reszki nie jest tylko o chciwości bankierów, ale również klientów. - Czy chciwość jest zawsze zła? Czy to, że chce się zarabiać pieniądze, jest złe? Niektórzy doradcy mówili wprost, że kredyt we frankach nie jest dobry, ale część ludzi po prostu o nie błagała. Trzeba sobie powiedzieć prostą rzecz, że nie ma nic za darmo. Pieniądze nie biorą się znikąd, każda inwestycja obarczona jest ryzykiem. A my przez koniunkturę gospodarczą - świat przyśpieszył, wszystko się dobrze układało - poczuliśmy się wielkimi optymistami. Ten optymizm stępił naszą czujność - mówi Reszka.

Money.pl
Czytaj także
Polecane galerie
5-5
78.8.201.* 2017-09-02 18:45
"Umowa kredytowa może mieć 26 stron plus aneksy... Kto by to czytał?
Np ja.
Ja czytałem.
Np. że kurs franka jest ustalany "decyzją zarządu banku".
Dobre, no nie?
Pozdrawiam panią Karolinę z tego banku "co taki kredyt sama ma i sobie chwali".

Jakim trzeba być pustakiem, żeby by takiego czegoś nie zauważyć?
ala395
78.8.12.* 2016-05-02 14:27
Przeczytałam, warto.
Sama przejechałam się na własnej chciwości - wierze że fundusze jeszcze długo będą rosnąć a tzw lokaty strukturyzowane to fajna alternatywa do lokat
najwanimri
83.7.178.* 2016-04-28 08:53
Nie za wódkę z szefem i nie za zegarek, tylko za brak perspektywy zwolnienia... Pracowałam w trzech bankach i w każdym jest podobnie. Nie oszukujesz = wylatujesz. Bankowiec to praca albo dla desperatow, albo psychopatow.
--
Komentarz wysłany ze strony mobilnej
http://m.money.pl/
Zobacz więcej komentarzy (82)