"Czołgiem po Facebooku. I słusznie". Burza w sieci po ruchu Brzoski

Szef InPostu Rafał Brzoska po raz kolejny wytoczył działa przeciwko koncernowi Meta po tym jak na Facebooku pojawił się fałszywy post na jego temat. "Tak działa koncern Meta w Polsce - nieustająco tolerując fake newsy" - napisał przedsiębiorca. Sprawa budzi w sieci duże emocje. "Znów czołgiem po Mecie i Facebooku. I słusznie!" - komentuje niebezpiecznik.pl.

Spotkanie premiera Donalda Tuska w sprawie deregulacji
24.04.2025 Warszawa Spotkanie premiera Donalda Tuska z przedstawicielami strony spolecznej w sprawie deregulacji fot Jacek Dominski/REPORTER
N/z: Rafal Brzoska
Jacek Dominski/REPORTERRafał Brzoska, właściciel InPostu
Źródło zdjęć: © East News | Jacek Dominski/REPORTER
Katarzyna Kalus

Okazuje się, że po wyroku Sądu Apelacyjnego w Warszawie konflikt założyciela InPostu z amerykańskim gigantem nie zakończył się. Biznesmen alarmuje, że koncern nadal wykorzystuje jego wizerunek do promowania oszustw. Po tym, jak opublikował nazwiska polskich menedżerów firmy, wkrótce potem jego profil na Instagramie został zablokowany.


WIDEO
Czy mamy bańkę na złocie? Analityk mówi kiedy kupować surowiec


"Może innym to nie przeszkadza, ale jeśli moje małoletnie dzieciaki wysyłają mi te screeny, pytając: 'o co chodzi Tato?', to jak się polskiemu zarządowi tej gównianej firmy wydaje, że nic z tym nie będę robił mimo pozytywnych wyroków Sądu Polskiego, TO POWIEM TAK - na waszym miejscu szukałbym innej pracy, bo pokazuje to, że jesteście polskimi marionetkami w światowym koncernie, który 16 proc. zysków czerpie z fake newsów i fake reklam, na które naciąga społeczeństwo!" - stwierdził Brzoska.

W poniedziałek szef InPostu poinformował, że niedługo potem jego Instagram został zablokowany. Później udało mu się go odblokować. Do sprawy odniósł się wicepremier i minister cyfryzacji Krzysztof Gawkowski, który napisał w serwisie X m.in., że "przypadek Rafała Brzoski pokazał, jak działa dziś biznesowy model platform społecznościowych".

Nową odsłonę wojny z Big Techem komentują w sieci także eksperci.

Znów czołgiem po Mecie i Facebooku. I słusznie! Reklamy z jego wizerunkiem wróciły. Napisał więc posta, w którym wymienił z nazwiska wysoko postawionych polskich pracowników Mety. I Meta się oburzyła, że jak tak można, że zagraża to pracownikom. No ale dane były publicznie dostępne na LinkedIn - zauważa niebezpiecznik.pl.

Andrzej Kozłowski, ekonomista, były prezes Emitela, zwraca uwagę, że w przypadku działania Mety mamy do czynienia z "klasyczną metodą przekierowania uwagi".

"Zamiast odpowiedzialności za własny model biznesowy i nieskuteczną kontrolę płatnych treści, dyskusja o 'bezpieczeństwie pracowników' i współodpowiedzialności użytkowników" - czytamy we wpisie eksperta na platformie X.

"Od dłuższego czasu powtarzam, że potrzebujemy znacznie bardziej zdecydowanej polityki na poziomie UE. Nie tylko kar po fakcie, ale realnej kontroli nad mechanizmami działania algorytmów i odpowiedzialności platform za treści, na których zarabiają" - dodaje Kozłowski, podkreślając, że "algorytmy są projektowane tak, by maksymalizować zaangażowanie, często poprzez wzmacnianie emocji".

Marcin Tymków, założyciel LovEV.pl, uważa, że "przykład Rafała Brzoski" pokazuje że jeśli ktoś myśli o karierze "influ", sam wiąże sobie na szyi pętlę.

"Ta z kolei może się zacisnąć niespodziewanie, jeśli tylko ktoś z danej platformy uzna, że Twoje treści nie pasują do jego światopoglądu. Dzisiaj jego konto na insta już z powrotem działa, ale tutaj zadziałała raczej ogromna nagonka" - ocenia.

Meta stwierdziła, że "publiczne wymienianie z nazwiska i atakowanie naszych pracowników w sieci zagraża ich bezpieczeństwu i w żaden sposób nie przyczyni się do rozwiązania problemu". Firma zapewniła jednocześnie, że usuwa kontrowersyjne "reklamy" i inwestuje w narzędzia do ich wykrywania. Według koncernu w ubiegłym roku usunięto ponad 159 mln takich reklam na świecie, z czego 92 proc. zanim zostały zgłoszone przez użytkowników.

Brzoska na LinkedInie odpowiada, że to właśnie on i jego rodzina od dawna mierzą się ze skutkami fałszywych materiałów. Jak wylicza, z płatnych reklam na Facebooku i Instagramie można było się "dowiedzieć" m.in., że został zatrzymany przez policję, pobił żonę, jego żona nie żyje, a także że nastąpił jego "tragiczny koniec". Podkreśla, że część takich treści dotarła również do jego dzieci.

Wybrane dla Ciebie