Miasto-bankrut w USA wstaje z kolan? "Puste działki, opustoszałe domy"

Detroit podnosi się po ogłoszonym w 2013 r. bankructwie. W mieście powstają nowe inwestycje, otwierają się sklepy i modne restauracje. Jednak mnóstwo budynków nadal świeci pustkami. – Detroit musi uwierzyć w siebie – powiedział PAP artysta Tyree Guyton, który tworzy na jednym z podupadłych osiedli.

Gov. Rick Snyder News Conference To Assess The Detroit Financial Review Team Report
The downtown skyline stands in Detroit, Michigan, U.S., on Thursday, Feb. 21, 2013. Detroit became the biggest U.S. city to file for bankruptcy on July 18, 2013, seeking court protection from creditors while it tries to eliminate a budget deficit and cut long-term debt. Photographer: Jeff Kowalsky/Bloomberg via Getty Images
Bloomberg
AMERICA; AMERICAS; NORTH AMERIC, BREAKING NEWS; SPOT; LIVE, FINANCE; FINANCIAL; BUSINESS, FISCAL CRISIS, GOVERNMENT; POLITICS, SKYLINE; SKY LINE; CITYSCAPE, TAKEOVER; TAKEOVERS, U.S.A.; US; MIDWEST; MIDWESTERNDetroit podnosi się po ogłoszonym w 2013 r. bankructwie
Źródło zdjęć: © getty images | Jeff Kowalsky
Katarzyna Kalus

W tym największym mieście amerykańskiego stanu Michigan w szczytowym okresie mieszkało około 1,85 mln ludzi. Z danych statystycznych wynika, że w 2025 r. w samym Motor City – jak określa się Detroit ze względu na rozwinięty niegdyś w mieście przemysł motoryzacyjny – żyło ok. 650 tys. osób, a w obszarze metropolitalnym – ponad cztery miliony.

Jak podkreślił w rozmowie z PAP ekspert zajmujący się transformacją gospodarczą Michigan, John Austin, Detroit "jest skrajnym przykładem miasta pozbawionego znacznej części swojej dawnej tkanki gospodarczej".

Od lat 60. fabryki, biali mieszkańcy i kapitał zaczęli masowo przenosić się poza granice miasta – zaznaczył ekspert.

Podczas wielkiej recesji w latach 2007–2008 ceny nieruchomości załamały się niemal w całym Michigan. Wówczas Afroamerykanie z klasy średniej też zaczęli opuszczać Detroit i przenosić się na przedmieścia.

Detroit złożyło wniosek o upadłość w 2013 r. – To samo spotkało inne małe miasta przemysłowe, takie jak Flint, ponieważ praktycznie nie miały już bazy podatkowej – dodał.

"Puste działki, spalone i opustoszałe domy"

W ostatnich latach liczba mieszkańców Detroit nieznacznie wzrosła, a ten wzrost jest przede wszystkim wynikiem napływu imigrantów. – Wprowadzają się również nieliczni młodzi, wykształceni ludzie, hipsterzy, jednak bez imigrantów liczba ludności miasta w ogóle by nie rosła – wyjaśnił Austin z Eisenhower Institute i Brookings Institution.

Dzięki porozumieniom wynegocjowanym po bankructwie poprawiono jakość podstawowych usług miejskich, m.in. odbioru odpadów, oświetlenia ulic i utrzymania parków.

– Miasto stało się więc nieco bardziej atrakcyjnym miejscem do życia. Ludzie nie uciekają już tak masowo jak przez wiele wcześniejszych lat. Dotyczy to zarówno białych, jak i czarnych mieszkańców. Wcześniej codzienne funkcjonowanie w mieście było po prostu bardzo trudne. Brakowało podstawowych usług – wyliczał.

– Sytuacji nie poprawiał również skorumpowany burmistrz Kwame Kilpatrick, który był w więzieniu, dopóki Trump nie objął go prawem łaski - zauważył. Kilpatrick został skazany w 2013 r. na 28 lat więzienia w związku z ponad 20 zarzutami, w tym kradzieży i łapówkarstwa, co według prokuratury pogłębiło kryzys finansowy miasta.

Niewielkie obszary miasta odbudowują się: powstają nowe inwestycje, a do centrum wracają miejsca pracy, lecz, jak ocenił, skala odnowy jest niewielka.

– Ford rozwija obecnie nowe centrum projektowania i inżynierii związane z mobilnością w dawnej stacji kolejowej. To miejsce staje się atrakcyjne, ponieważ młodzi ludzie chcą mieszkać w modnym, miejskim Detroit – dodał.

– Z czasem, w miarę postępu gentryfikacji i napływu kolejnych osób, które zdecydują się mieszkać i pracować w surowym, przemysłowym mieście, Detroit będzie stawało się mniej przygnębiające – powiedział ekspert. Według niego Detroit będzie się rozwijać i odbudowywać, "ale bardzo powoli, ponieważ upadek był głęboki".

– Trzeba jednak pamiętać, że Detroit rozciąga się na około 40 km, a większość dzielnic nadal jest mocno wyludniona i zaniedbana – przypomniał.

Jak zaznaczył, w mieście kilometrami ciągną się kwartały domów klasy pracującej, które niegdyś otaczały fabryki. Tych zakładów już nie ma. Na każdym odcinku ulicy można zobaczyć puste działki, spalone i opustoszałe domy. Między nimi stoją też zadbane budynki, których właściciele nadal troszczą się o swoją nieruchomość.

– Dziesięć, piętnaście lat temu całe centrum przy głównej alei było pełne zabitych deskami witryn sklepowych. Wszystkie te nowe inwestycje, odnowione budynki i nowoczesne przestrzenie powstały w ciągu ostatnich dziesięciu czy piętnastu lat. Ale wystarczy przejść się albo przejechać samochodem ćwierć mili w dowolnym kierunku, by trafić do dzielnic pełnych spalonych i zrujnowanych, niegdyś pięknych, dużych domów. To dość przygnębiający widok. Kiedyś były to naprawdę okazałe budynki – dodał Austin.

"Wzloty i upadki przemysłu motoryzacyjnego" widać na ulicach Detroit

W jednym z takich opustoszałych kwartałów, przy Heidelberg Street we wschodniej części Detroit, przestrzeń artystyczną stworzył Tyree Guyton.

– Stworzyłem widowisko, które daje światu nadzieję. Przyjechali tu już ludzie ze 144 krajów, a ja podróżuję po całym świecie, dzieląc się swoim przesłaniem – powiedział PAP artysta na jednym z opustoszałych osiedli Detroit.

Jak podkreślił, chce wykorzystywać sztukę, "by zmienić sposób myślenia i tworzenia piękna w tej dzielnicy, która mierzy się z wieloma problemami".

– Wzloty i upadki przemysłu motoryzacyjnego, zwolnienia pracowników... Za każdym razem, gdy życie stawiało przede mną wyzwania, a miałem też pewne problemy z władzami miasta, dostrzegałem potrzebę wydobywania piękna z tych wzlotów i upadków – opowiadał PAP.

Jak zaznaczył, stworzone przez niego miejsce zaczęło budzić kontrowersje. – Przedstawiciele władz powiedzieli mi, że sztuka powinna znajdować się w muzeum. Odpowiedziałem: nie. Są tutaj ludzie, którzy nie pójdą do muzeum. Dlatego postanowiłem stworzyć to miejsce właśnie tutaj. (...) Wygrałem tę sprawę, ponieważ jestem właścicielem tego terenu. Nie będą mi mówić, co mam robić – zaznaczył artysta.

- Myślę, że Detroit musi zrozumieć, że ma już wszystko, czego potrzebuje. Musi uwierzyć w siebie – dodał. – Kiedy otworzymy umysły i zaczniemy wyobrażać sobie miasto pełne nadziei, miasto, w którym ludzie wspólnie działają, by posunąć je naprzód, wtedy będziemy mogli osiągnąć znacznie więcej – podsumował twórca.

Wybrane dla Ciebie