Jak czytamy na stronie internetowej Krajowej Administracji Skarbowej, od 1 lipca zakupy internetowe spoza UE nie będą już korzystały ze zwolnienia z cła dla przesyłek do 150 euro. Zamiast tego pojawi się ryczałtowe cło 3 euro za każdą pozycję towarową w zgłoszeniu celnym. Zmiany dotyczą osób kupujących towary przez internet z państw spoza UE (np. z Chin, USA, Wielkiej Brytanii, Turcji) i podmiotów zgłaszających organom celnym takie towary do odprawy. Cła nie płaci konsument, tylko sprzedawca, platforma internetowa lub ich przedstawiciel zgłaszający towar do odprawy.
- Z perspektywy konsumenta nie musi to oznaczać automatycznego, widocznego podniesienia ceny każdego produktu już pierwszego dnia - komentuje dla money.pl Patrycja Sass-Staniszewska, prezes Izby Gospodarki Elektronicznej (e-Izba). Organizacja reprezentuje i wspiera interesy firm związanych z rynkiem gospodarki elektronicznej w Polsce. Jej członkami są m.in. tacy giganci jak Allegro, InPost, Orlen Paczka, Visa i Mastercard.
Błąd za 190 mln zł. Sołowow: lekceważyłem wszystkie sygnały
- Formalnie obowiązek rozliczenia cła spoczywa na podmiocie dokonującym zgłoszenia celnego, czyli najczęściej na sprzedawcy, platformie, importerze lub ich przedstawicielu. W praktyce jednak koszty regulacyjne bardzo często są w jakiejś części przenoszone na cenę produktu, koszt dostawy, warunki promocji albo minimalną wartość zamówienia. Dlatego konsumenci kupujący na platformach chińskich powinni liczyć się z tym, że najtańsze, niskomarżowe zamówienia mogą stopniowo stać się mniej atrakcyjne cenowo - tłumaczy Sass-Staniszewska.
Chińczycy się przygotowali
- Nowa opłata najmocniej uderzy w klasyczny model bezpośredniej wysyłki pojedynczych, tanich produktów z Chin do konsumenta w UE. Nie musi natomiast w takim samym stopniu dotyczyć produktów, które zostały wcześniej sprowadzone do europejskich magazynów i dla których rozliczenia celne odbyły się już w modelu hurtowym. Chińskie platformy przygotowały się na zmianę, zakładały, że do końca 2025 r. nawet 80 proc. towarów w Europie będzie wysyłanych z lokalnych magazynów. To pokazuje, że platformy adaptują się do nowych realiów szybciej, niż często zakładają regulatorzy i lokalni konkurenci - zwraca uwagę.
- Nie spodziewałabym się jednego, jednolitego scenariusza dla całego rynku - ocenia Sass-Staniszewska. Jak tłumaczy, największe platformy mogą próbować przez pewien czas absorbować część kosztów, zmieniać modele logistyczne, łączyć dostawy, przesuwać asortyment do europejskich magazynów albo korygować promocje. - Mniejsze podmioty spoza UE mogą mieć z tym większy problem. Dla konsumenta najważniejsze będzie to, aby całkowity koszt zakupu był transparentny już na etapie koszyka, a nie pojawiał się dopiero przy odbiorze przesyłki - zwraca uwagę.
Prezes Izby Gospodarki Elektronicznej zaznacza też, że "realna zmiana dotyczy jednak nie tylko ceny, ale całego systemu kontroli". - Unia Europejska odchodzi od modelu, w którym masowe przesyłki niskiej wartości trafiały na rynek przy ograniczonym obciążeniu celnym. Nowe przepisy mają wzmocnić identyfikowalność towarów, poprawić jakość danych przekazywanych organom celnym i ograniczyć nadużycia. Od listopada 2026 r. obowiązkowe mają stać się również identyfikatory produktów, co powinno ułatwić organom wykrywanie towarów niebezpiecznych, niezgodnych z unijnymi normami albo błędnie zadeklarowanych - dodaje.
Jej zdaniem "możemy spodziewać się bardziej rygorystycznego, ale przede wszystkim bardziej opartego na danych systemu kontroli". - Nie oznacza to, że każda paczka będzie fizycznie otwierana. Kierunek jest inny: lepsze dane, lepsza analiza ryzyka, większa odpowiedzialność podmiotów wprowadzających towary na rynek UE i skuteczniejsze typowanie przesyłek do kontroli. To szczególnie ważne w kategoriach wrażliwych, takich jak kosmetyki, zabawki, elektronika, suplementy czy produkty dla dzieci - tłumaczy.
Jak dodaje Patrycja Sass-Staniszewska, dla Izby kluczowe jest to, że internetowe zakupy na zagranicznych platformach są "naturalną częścią nowoczesnego e-commerce i konsumenci mają prawo korzystać z szerokiej oferty międzynarodowej". - Problemem są nierówne warunki konkurencji - zaznacza. - Europejskie i polskie firmy muszą spełniać wysokie wymagania dotyczące bezpieczeństwa produktów, ochrony konsumentów, danych, podatków, ceł, odpowiedzialności platform, transparentności reklam i regulacji środowiskowych. Podmioty spoza UE nie zawsze podlegają równie skutecznej kontroli i egzekwowaniu tych zasad - tłumaczy.
Dwutorowe efekty zmian
- Efekt nowych ceł może być więc dwojaki. Po pierwsze, część najtańszych zakupów impulsowych spoza UE może stać się mniej opłacalna, zwłaszcza gdy zamówienie obejmuje kilka różnych kategorii produktów. Po drugie, zmiana może częściowo wyrównać warunki gry między sprzedawcami działającymi w Unii Europejskiej a platformami spoza UE, które dotychczas korzystały z przewagi wynikającej m.in. ze zwolnienia celnego dla małych przesyłek - ocenia prezes Izby Gospodarki Elektronicznej.
I tłumaczy, że "nie należy jednak traktować tej opłaty jako rozwiązania wszystkich problemów" i że "to ważny krok, ale tylko element szerszej reformy". Jej zdaniem potrzebne jest skuteczniejsze egzekwowanie unijnego Aktu o usługach cyfrowych oraz rozporządzenia w sprawie ogólnego bezpieczeństwa produktów, a także przepisów podatkowych, celnych i środowiskowych. Sass-Staniszewska widzi też potrzebę lepszej współpracy administracji, organów kontrolnych, platform, operatorów logistycznych i biznesu.
- E-Izba od dawna postuluje podejście systemowe: równe zasady, realną kontrolę, sprawne narzędzia cyfrowe i dialog z przedsiębiorcami, którzy będą musieli dostosować swoje procesy operacyjne i IT do nowych wymogów - dodaje.
- Z perspektywy rynku e-commerce najważniejsze jest, aby zmiana nie była wyłącznie dodatkowym kosztem, ale początkiem bardziej uczciwego, bezpiecznego i transparentnego modelu handlu internetowego. Konsument powinien mieć dostęp do konkurencyjnej oferty, ale także do produktów zgodnych z unijnymi standardami. Polskie i europejskie firmy powinny natomiast konkurować jakością, ceną, innowacją i obsługą klienta, a nie ponosić wyższe koszty zgodności niż podmioty, które sprzedają na tym samym rynku, ale nie są równie skutecznie kontrolowane - kwituje prezes Izby Gospodarki Elektronicznej.
Sass-Staniszewska zwraca też uwagę, że chińskie platformy "w krótkim czasie stały się jednym z najważniejszych graczy w polskim e-commerce". Według raportu e-Izby i KPMG "Chinese Platforms and the Polish Economy" około 17,3 mln Polaków, czyli 55 proc. dorosłych, kupiło coś na chińskich platformach w ciągu ostatnich sześciu miesięcy, a polscy sprzedawcy internetowi mogą tracić na rzecz tych platform od 6,5 do 8,8 mld zł rocznie.