Ukraińcy podpowiadają, Polska zwleka. Branża alarmuje

Polskie firmy produkujące wojskowe drony coraz intensywniej wykorzystują doświadczenia zdobywane na ukraińskim froncie. Przedstawiciele branży przekonują jednak, że państwowe procedury nie nadążają za tempem zmian, przez co wdrażanie nowych rozwiązań do armii trwa zbyt długo - podaje wnp.pl.

Wojsko hamuje rozwój dronów? Branża mówi o wąskim gardleWojsko hamuje rozwój dronów? Branża mówi o wąskim gardle
Źródło zdjęć: © Getty Images | 2026 Anadolu
Magda Żugier

Doświadczenia z wojny w Ukrainie coraz mocniej wpływają na rozwój polskich producentów dronów. Przedstawiciele branży przekonują jednak, że choć firmy szybko dostosowują swoje konstrukcje do zmieniających się warunków pola walki, państwowe procedury nie nadążają za tempem tych zmian.

Marcin Szender, prezes MSP InnTech, podczas Śląskich Dni Przemysłu Lotniczo-Obronno-Kosmicznego podkreślał, że spółka od lat dostarcza ukraińskim jednostkom taktyczne drony i amunicję krążącą. Jak zaznaczył, nowe wersje produktów powstają praktycznie co kwartał, ponieważ są stale dostosowywane do wymagań użytkowników z Ukrainy.

Zdaniem prezesa Polska nie wykorzystuje jednak doświadczeń płynących z wojny w takim stopniu, jak mogłaby. Wskazywał przy tym na decyzję nr 123 Ministerstwa Obrony Narodowej, która miała uprościć testowanie i wdrażanie bezzałogowców do Sił Zbrojnych RP.

Zainwestowali 250 mln zł. Chcą produkować kluczową amunicję dla Europy

Szender ocenił, że był to krok w dobrym kierunku, jednak jego efekty pozostają ograniczone. Jak mówił, przepustowość całej procedury jest zbyt mała, a wiele wniosków zatrzymuje się na etapie analiz administracyjnych. W jego ocenie sama intencja zmian nie wystarczy, jeśli nie przekłada się na szybkie decyzje dotyczące wdrażania sprzętu dla wojska.

Podczas konferencji zwracano uwagę również na rolę dużych bezzałogowców. Adam Tomaszewski z Wojskowych Zakładów Lotniczych nr 2 przypominał, że doświadczenia z Ukrainy pokazują ich słabsze strony – są drogie, łatwiejsze do wykrycia i bardziej narażone na zestrzelenie. Jednocześnie podkreślał, że nie oznacza to końca ich znaczenia - opisuje wnp.pl.

Jak wyjaśniał, maszyny tej klasy zapewniają świadomość sytuacyjną i sprawdzają się nie tylko podczas konfliktów zbrojnych, ale także w czasie pokoju. Jako przykład wskazał wykorzystanie Bayraktarów TB2 podczas monitorowania pożaru lasu pod Wołominem. Jego zdaniem takie systemy powinny funkcjonować obok dronów FPV i innych bezzałogowców, tworząc jeden spójny ekosystem.

Tomaszewski ocenił również, że polski przemysł dysponuje kompetencjami pozwalającymi uczestniczyć w projektach budowy dużych dronów. Zastrzegł jednak, że ze względu na skalę przedsięwzięcia krajowe firmy mogłyby pełnić przede wszystkim rolę dostawców komponentów oraz zaplecza serwisowego.

O doświadczeniach producentów mówił także Marcin Dziekański z gliwickiego Flytronic, należącego do Grupy WB. Wskazywał, że rosnąca liczba zamówień wojskowych wymusiła większą kontrolę nad łańcuchem dostaw oraz rozwijanie własnych kompetencji technologicznych.

Jak podkreślił, firma stara się realizować jak najwięcej procesów wewnątrz grupy, ponieważ kluczowe technologie mają decydować o bezpieczeństwie dostaw i przewadze konkurencyjnej. Dodał również, że Flytronic funkcjonuje nie tylko jako producent, ale także jako centrum badawczo-rozwojowe, współpracujące głównie z inżynierami związanymi z Politechniką Śląską.

Źródło: wnp.pl

Wybrane dla Ciebie