Podatkowy prezent od rządu? Część Polaków zyskałaby kilkaset złotych miesięcznie

W przyszłym roku, obok dzisiejszych stawek PIT 12 proc. i 32 proc., pojawić się może kolejna - około 24 proc. Rząd może też radykalnie ograniczyć możliwość rozliczania się ryczałtem. Trwają analizy, a decyzje o finalnym kształcie reformy zapadną do końca sierpnia - wynika z najnowszych ustaleń money.pl.

Koalicja dyskutuje o zmianach w podatkach, możliwa nowa stawka Koalicja dyskutuje o zmianach w podatkach
Źródło zdjęć: © KPRM, East News, AI | Jakub Adamczyk, KPRM , AI money.pl
Grzegorz OsieckiTomasz Żółciak

Na najwyższych szczeblach koalicyjnych oraz przy udziale urzędników resortu finansów, trwają zaawansowane rozmowy dotyczące szykowanej reformy podatkowej. Założenie jest takie, że zostanie ona uwzględniona w ustawie budżetowej na 2027 r. Rządzącym zależy bowiem na tym, by zmiany z niej wynikające - zwłaszcza te korzystne - podatnicy odczuli w roku wyborczym.

Chodzi też o oddalenie zarzutów, że obecna ekipa obiecywała ruchy w tym obszarze (typu wyższa kwota wolna), a z uwagi na stan finansów publicznych skończyło się na zapowiedziach.


WIDEO
Ktoś wiedział? Analityk pyta o ogromną transakcję


Dodatkowa stawka?

Jak już pisaliśmy w money.pl, na podwyższenie kwoty wolnej szanse są raczej marne z uwagi na wysokie koszty budżetowe takiego rozwiązania, dlatego rządzący raczej dyskutują o nowych stawkach PIT i progach podatkowych. Nieoficjalnie poznaliśmy aktualny stan gry wokół tego tematu.

Jak słyszymy, obecnie analizowany jest wariant wprowadzenia jednej nowej stawki PIT wynoszącej "około 24 proc." Celem jej wprowadzenia miałoby być zmniejszenie szoku, który przy rosnących wynagrodzeniach towarzyszy coraz większej liczbie podatników wpadających w wyższy próg podatkowy.

Inny rozmówca nie wyklucza, że stawka będzie nieco niższa: 22-23 proc.

Aktualnie stawka PIT wynosi 12 proc. dla dochodów nie przekraczających 120 tys. zł rocznie. Po przekroczeniu tej kwoty stawka PIT rośnie od razu do 32 proc. Nowy pomysł zakłada, że "po drodze" pojawi się nowa stawka, która ma złagodzić przeskok do wyższego opodatkowania - dziś aż o 20 punktów procentowych.

Co to zmieni?

Osoby, które płaciłyby 24 proc. zamiast 32 proc. podatku, byłyby do przodu o około 754 zł na każde zarobione 10 tys. zł brutto, objęte nową stawką, zamiast starej. Oczywiście gdyby dodatkowy próg miał niższą stawkę, korzyści byłyby nieco większe.

Aby pokazać kontekst, wskazujemy, ile zostaje na rękę z każdych 10 tys. zł po odliczeniu składek i podatków, przy stawkach kolejno 12, 24 i 32 proc., a więc w takich przedziałach podatkowych. Przy okazji należy pamiętać, że pierwsze 30 tys. podatku to zero PIT, ale za to opłacone składki.

Wyliczenia nie biorą pod uwagę ulg czy tego, że w przypadku np. młodych Polaków do 26. roku życia nie płacą oni PIT zupełnie w pierwszym progu ani składek na ubezpieczenia społeczne, jeśli się uczą i studiują.

Ja działałby dodatkowy próg
© money.pl | money.pl

Nowa stawka złagodziłaby problem osób wchodzących w obecny drugi próg podatkowy, a tylko w zeszłym roku było ich niemal dwa i pół miliona. W tym będzie ich jeszcze kilkaset tysięcy więcej.

- Ma to być sprzedane tak, że to gest, na jaki możemy się zdobyć - mówi nam polityk KO.

Jaki próg?

Nie wiadomo jeszcze, od jakiego progu obowiązywać będzie nowa stawka PIT oraz jak to wpłynie na pozostałe stawki i progi. Jeden z naszych rozmówców sugeruje jedynie, że stawka 24 proc. lub zbliżona do tej wartości mogłaby obowiązywać w okolicach progu "bliższego Pełczyńskiej-Nałęcz niż Czarnkowi".

To nawiązanie do postulatów zgłaszanych przez tych polityków. Liderka Polski 2050 chce, by podnieść próg ze 120 tys. do 140 tys. zł, a Przemysław Czarnek z PiS postuluje poziom 180 tys. zł.

Jeżeli nowa stawka PIT wiązałaby się z progiem zbliżonym do postulatu Pełczyńskiej-Nałęcz, może to być np. 130 tys. zł, ale równie dobrze więcej. - Może się okazać, że jest 150 tys. zł, by przelicytować Pełczyńską-Nałęcz i nie dać jej odtrąbić własnego sukcesu - ocenia kolejny rozmówca z rządu.

Można więc sobie wyobrazić scenariusz, w którym stawka 12 proc. obowiązuje tak jak dziś, do progu 120 tys. zł rocznie, z kolei powyżej tej kwoty i do kolejnego progu - np. 150 tys. zł - jest nowa stawka 24 proc., a następnie powyżej kolejnej kwoty wchodzi już stawka 32 proc.

Inny wariant mógłby zakładać podwyższenie obecnego progu 120 tys. zł - wówczas do nowej, wyższej kwoty (np. 150 tys. zł) obowiązywałaby stawka 12 proc., a dopiero potem przy kolejnych progach zaczęłyby się pojawiać stawki 24 i 32 proc.

Aktualnie resort finansów przelicza, ilu podatników mieści się pomiędzy poszczególnymi progami i stawkami PIT. Trzeba to dobrze skalkulować, bo z jednej strony każde kilka tysięcy złotych do opodatkowania to miliony złotych do budżetu, a z drugiej strony chodzi o to, by ludzie odczuli jakieś korzyści w portfelu

- tłumaczy rozmówca money.pl.

Jak dodaje, na razie z obliczeń wychodzi, że korzyści odczują już osoby zarabiające w okolicach średniej krajowej - a ta, jak wynika z ostatnich danych GUS - wyniosła w drugim kwartale 2026 r. 9233,13 zł.

Co z ryczałtem

Pytanie, czy zgodnie z postulatami Lewicy pojawi się jeszcze jedna stawka PIT, wycelowana w najbogatszych podatników - a więc wynosząca ponad 32 proc. Na razie, jak słyszymy, nie ma werwy do wprowadzania takiej stawki.

Tyle że - jak zaznacza jeden z naszych rozmówców - właśnie ta nowa wyższa stawka miała zmitygować budżetowe efekty wprowadzenia nowej stawki (lub stawek) poniżej 32 proc. Ale nasz rozmówca przekonuje, że taki efekt mogą równie dobrze przynieść rozważane zmiany w ryczałcie. O co chodzi?

W 2021 r. rząd PiS radykalnie - z 250 tys. zł do 2 mln euro - podwyższył limit przychodów, w ramach którego można rozliczyć się w tej formie. To spowodowało prawdziwy exodus podatników z innych form właśnie na ryczałt. Teraz, jak słyszymy, w grę wchodzi opcja powrotu do limitu 250 tys. zł.

Ale inny z naszych rozmówców podkreśla, że zmiany w ryczałcie uderzyłyby w wyborców KO, więc partia nie będzie się do tego palić.

Wybrane dla Ciebie