Rząd obstaje przy 3-procentowej podwyżce dla sfery budżetowej, o czym już w czerwcu wypowiadał się premier Donald Tusk. Przedstawiciele związków zawodowych wchodzących w skład Rady Dialogu Społecznego domagają się znacznie wyższych wzrostów.
Proponowana podwyżka płac w budżetówce w 2027 r. o 3 proc. to koszt około 7 mld zł - przekazało Ministerstwo Finansów i Gospodarki w odpowiedzi na interpelację posłów PiS: Jarosława Krajewskiego, Filipa Kaczyńskiego, Michała Kowalskiego, Wioletty Kulpy oraz Małgorzaty Wassermann.
Podano też, że szacowane skutki finansowe dla budżetu hipotetycznej, większej od propozycji rządowych podwyżki w budżetówce to: przy podwyżce o 5 proc. ok. 12 mld zł, o 10 proc. - ok. 24 mld zł, natomiast przy wzroście o 15 proc. to już obciążenie dla budżetu na poziomie ok. 36,0 mld zł.
WIDEOTrzeba mieć pieniądze, żeby oszczędzać? Nie zgadzam się
Na taką propozycję nie godzi się strona społeczna i związkowa. Wspólny postulat największych związków, które wchodzą do Rady Dialogu Społecznego, zakłada wzrost pensji w budżetówce o co najmniej 15 procent, a w całej gospodarce narodowej o co najmniej 11 proc. W propozycji do wzrostu minimalnej pensji ich propozycja to 5200 zł brutto. Rząd zapowiedział, że - trzymając się wskaźnika trzech procent - ma to być 4950 zł.
"Propozycja organizacji związków zawodowych w zakresie podwyższania wynagrodzeń odnosi się do wysokości średniorocznego wskaźnika wzrostu wynagrodzeń w psb (państwowej sferze budżetowej - red.). Jednakże, trzeba mieć na uwadze, że sytuację płacową należy rozpatrywać nie tylko z punktu widzenia wysokości tego wskaźnika, ale przede wszystkim z punktu widzenia wykonania przeciętnych wynagrodzeń w psb i ich relacji względem sytuacji na rynku" - odpowiedział wiceminister finansów Jurand Drop.
źródło: Sejm.gov.pl