Prof. UAM Marcin Orlicki w piątkowym wydaniu gazety podkreślił, że obecny stan prawny pozwala na uzyskanie rekompensaty za uszkodzenia (np. przez pocisk) obowiązkowo ubezpieczonych budynków w gospodarstwach rolnych.
Pocisk spadnie na dom. Ubezpieczenie może nie zadziałać
Inni właściciele sami muszą zadbać by z ich ubezpieczenia nie były wyłączone uszkodzenia w wyniku działań wojennych - wskazał.
Tusk na miejscu eksplozji. To dlatego wojsko nie strzelało do rakiety
Prof. Marcin Orlicki, specjalizujący się w prawie cywilnym i ubezpieczeniowym, był pytany o możliwości, jakie mają poszkodowani w wyniku wydarzeń, które miały miejsce np. w lubelskiem, gdzie w czwartek rano spadł pocisk.
Sprawą ujednolicenia podejścia do ubezpieczeń od zniszczeń w wyniku działań wojennych i dronowych zajął się już rzecznik finansowy - czytamy w piątkowej "Rzeczpospolitej".
- Ubezpieczyciele nie zawsze mogą sami się dogadać i ustalić między sobą jednolity standard ze względu na przepisy prawa antykartelowego. Drogą do zmiany obecnego stanu rzeczy może być inicjatywa ustawodawcza - powiedział prof. Orlicki.
Według prof. Orlickiego, jeżeli czyjeś ubezpieczenie nie obejmuje uszkodzeń w wyniku działań wojennych, nie ma podstaw prawnych do pociągania do odpowiedzialności np. państwa polskiego.
Wiadomo, co było w rosyjskiej rakiecie, która spadła w Polsce
W nocy ze środy na czwartek w polskiej przestrzeni powietrznej pojawił się niezidentyfikowany obiekt, jeden z wielu użytych przez Rosjan do nocnego ataku na Ukrainę. Do jego rozpoznania i przechwycenia wysłano myśliwiec F-16, jednak obiekt zniknął z radaru. Ostatecznie spadł na niezabudowanym terenie koło Tarnawy-Kolonii w woj. lubelskim.
Premier Donald Tusk przekazał, że polską przestrzeń powietrzną mógł naruszyć pocisk Ch-101, najprawdopodobniej rosyjski. Zaznaczył, że ta informacja wymaga jeszcze potwierdzenia. Wicepremier i szef MON Władysław Kosiniak-Kamysz dodał, że jeden pocisk wleciał do polskiej przestrzeni powietrznej, a drugi zbliżył się do granicy, ale zawrócił.
W czwartek po południu rzecznik Prokuratury Okręgowej w Lublinie prok. Marcin Kozak potwierdził, że znaleziony obiekt był rakietą. - Wiemy na pewno, że mamy do czynienia z rakietą - nie z dronem, nie z żadnym Geraniem (rosyjskie drony, produkowane na licencji irańskich Szahedów - red.), tylko z rakietą. Najprawdopodobniej jest to rakieta o oznaczeniach CH-101. Zawierała ona materiał wybuchowy w znacznej ilości - powiedział prokurator.